Wstęp

W okresie dwudziestolecia międzywojennego w Polsce częstym zjawiskiem były wypłaty przez ubezpieczycieli nienależnych świad­czeń z tytułu zawartej umowy ubezpieczenia – tzw. wypłaty będące skutkiem przestępstwa ubezpieczeniowego. Współczesną definicję przestępczości ubezpieczeniowej sformułował m.in. Europejski Ko­mitet Ubezpieczeń (CEA). Zgodnie z tą definicją, przestępstwem ubezpieczeniowym jest żądanie bezpodstawnego odszkodowania albo otrzymanie takiego odszkodowania z tytułu umowy ubezpieczenia drogą oszustwa[1]. Nie popełniłby błędu ten, kto chcąc zdefiniować przestępczość ubezpieczeniową okresu międzywojennego, zacytował­by współczesną jej definicję. Powyższe potwierdza, że problem oszustw ubezpieczeniowych jest nadal aktualny, jedynie sposoby do­konania oszustwa mogą być inne.

1. Periodyzacja przestępczości ubezpieczeniowej

Historię ubezpieczeń ogniowych w aspekcie przyczyny i skutków pożarów wyznaczają dwa zasadnicze okresy, które stykają się w 1924 r. W okresach tych występowanie pożarów rozwijało się w diametralnie przeciwnych kierunkach: ilość pożarów spadała od 1919 r. do 1924 r., wzrastała natomiast nieprzerwalnie od 1924 r., osiągając maksimum w 1929 r.[2] Kolejne lata przedstawiały podobny poziom, jak w okresie bezpośrednio poinflacyjnym.

W tabeli przedstawiono dane statystyczne, jakie zebrała Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych (od 1927 r. Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych) w najważniejszym i największym dla ubezpieczyciela Dziale I – przymusowych ubezpieczeń od ognia:

Tabela nr 1. Opracowanie własne na podstawie źródeł: 1) Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdania rachunkowe za lata 1918-1926[3]; 2) Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdania rachunkowe za lata 1927-1937[4]; 3) Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdania statystyczne za lata 1928-1937[5].

 

Rok

zebrana składka ubezpieczeniowa

wypłacone odszkodowania

% odszkodow.
w stos. do składek

1918

10 493 993 Mk

5 518 807 Mk

52

1919

20 491 283 Mk

8 650 16 Mk

43

1920

48 922 062 Mk

19 847 512 Mk

41

1921

528 297 265 Mk

261 838 348 Mk

49,5

1922

5 391 400 474 Mk

1 588 982 377 Mk

32,1

1923

296 275 000 Mk

62 771 000 Mk

22

1924

22 435 310 zł

8 433 355 zł

30

1925

26 057 000 zł

11 442 000 zł

36,6

1926

40 341 790 zł

14 996 794 zł

37,2

1927

45 237 467 zł

22 798 972 zł

50,4

1928

48 430 200 zł

27 085 900 zł

55,9

1929

74 985 300 zł

54 161 100 zł

72,2

1930

76 489 400 zł

55 478 500 zł

72,6

1931

67 095 400 zł

49 472 300 zł

73,7

1932

50 499 100 zł

28 104 800 zł

55,7

1933

46 072 300 zł

23 199 100 zł

50,4

1934

41 182 400 zł

26 199 800 zł

63,6

1935

39 396 100 zł

23 647 100 zl

60

1936

34 889 600 zł

20 429 200 zł

51,8

1937

35 641 600 zł

19 730 200 zł

49,2

Jak widać okres do 1924 r. wskazuje na powolny spadek szkód spowodowanych przez pożar, by w 1922 r. osiągnąć minimum ilości szkód pożarowych[6]. Od 1924 r. zaobserwowano stały wzrost ilości szkód spowodowanych przez pożar.

Powyższy stan był wynikiem sytuacji gospodarczej Polski. Ubez­pieczenia gospodarcze stały się popularne w chwili, gdy w 1921 r. – w oparciu o ustawę o przymusie ubezpieczenia budowli od ognia i Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych[7] – obowiązkiem ubez­pieczenia zostały objęte budowle znajdujące się na terenach Mało­pol­ski i na Kresach Wschodnich. Pierwsze lata wolnej Polski to okres rozwoju gos­po­dar­czego, który zakłócony został przez lawinowo na­rastającą inflację, przechodzącą w 1923 r. w hiperinflację. Inflacja po­wodowała szybki spadek realnej wartości pieniądza[8]. W dziale obo­wiązkowych ubez­pie­czeń ogniowych ucieczka z pieniądza do innych dóbr stałych spo­wo­dowała zmniejszenie wartości sumy ubezpieczenia wskazanej w za­wartej umowie (polisie), co w przypadku obowiązku wypłaty świad­czenia z tytułu wystąpienia pożaru powodowało zna­cz­ne obniżenie wysokości tego świadczenia. Zdarzało się często, że ubezpieczenie w chwili zapłaty składki traciło już całą swoją wartość, jaką miało w chwili złożenia wniosku[9]. W razie wystąpienia pożaru, poszko­do­wany tracił możliwość korzystania i na przykład zarob­ko­wania ze spa­lonego obiektu, dodatkowo tracił na skutek dewaluacji sumy ubez­pie­czeniowej wskazanej na polisie przy zawarciu ubez­pie­czenia, która to suma, w chwili wypłaty odszkodowania była często równa lub zbli­żo­na do zera. Z tych powodów zupełnie nieopłacalne były podpalenia nieruchomości w celu osiągnięcia korzyści z wypłaty przez ubez­pie­czyciela świadczenia.

Stabilizacja pieniądza, a wraz z nim uczucie powszechnego uspo­kojenia i uzyskania mocnego oparcia dla wszelkich objawów życia gospodarczego nastąpiło w 1924 r. Od tego czasu rozpoczął się też fiskalizm podatkowy, który nie przynosił już społeczeństwu zysków z opóźnienia płacenia podatków, takich jak w trakcie trwania inflacji. Społeczeństwo dotychczas nie odczuwało ciężkości danin państwo­wych, które w chwili swojej wymagalności były zdewaluowane. Skoń­czył się też czas szybkich, nie mających podłoża ekonomicznego, zys­ków i interesów inflacyjnych[10].

W zakresie ubezpieczeń, a zwłaszcza ubezpieczeń obowiązkowych od ognia, stabilizacja gospodarki stworzyła dla ubezpieczonych ko­rzystne podłoże dla oszustw ubezpieczeniowych. Stabilizacja przy­nio­sła z jednej strony ubezpieczonym i w ogóle większości społeczeń­stwa „kryzys poinflacyjny”, z drugiej zaś zniosła dla ubezpieczonych „ujemne strony spadku waluty” na wypadek pożaru[11].

2. Dział ogniowy najbardziej narażony na oszustwa

asekuracyjne

Najbardziej popularnym oszustwem ubezpieczeniowym II Rze­czypospolitej było podpalenie nieruchomości mające na celu uzy­ska­nie odszkodowania od ubezpieczyciela. Do podpalenia dochodziło zazwyczaj, gdy wartość nieruchomości wskazana w umowie ubez­pie­czenia była przeszacowana w stosunku do jej wartości rzeczywistej. Sytuacja taka miała miejsce szczególnie we wschodnich i południo­wych częściach kraju, gdzie Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajem­nych objęła przymusem ubezpieczenia przeszło 6 000 000 budowli. Rejestrowanie i szacowanie budowli przez ubezpieczyciela odbywało się sposobem skróconym, sumarycznie, wedle pewnych zasadniczych typów budowli. Było to wystarczające w czasie dewaluacji, która au­to­matycznie wyrównywała niedoskonałości, jednakże po przewa­luto­wa­niu na stałą walutę wyszły na jaw usterki i niedostateczność suma­rycznej rejestracji[12].

Właściwym przykładem jest przytoczenie tragicznego w skutkach zdarzenia z 1930 r. ze wsi Daniłowce k/Grodna, gdzie zwyrodniały ojciec, z chęci uzyskania odszkodowania, wymordował całą rodzinę. Wcześniej jednak, w 1929 r. właściciel gospodarstwa Konstanty Dub­rowski ubezpieczył swe zabudowania znacznie ponad rzeczywistą wartość i w ciągu trzech miesięcy od zawarcia ubezpieczenia, podpalił stodołę oraz chlewy. W próbie podpalenia domu mieszkalnego prze­szkodziła jego żona, która ogień zgasiła w zarodku. Zagroziła też, że sprawę przekaże organom ścigania. Właściciel gospodarstwa za spa­lone nieruchomości otrzymał od ubezpieczyciela odszkodowanie, które częściowo przeznaczył na od­budowę, a częściowo roztrwonił. Ponownie próbę wyłudzenia od­szkodowania polegającą na spaleniu gospodarstwa podjął w 1930 r., z tą jednak różnicą, że w celu upo­zo­rowania napadu rabunkowego na mieszkanie zamordował swoją żo­nę, dwójkę nieletnich dzieci i wznie­cił pożar. Dubrowski został za­trzymany i skazany[13].

Skutecznym środkiem do walki ze wskazanym sposobem wyłu­dzenia odszkodowania było zmniejszenie ze strony ubezpieczyciela szacunków, a także wypłata odszkodowania nie w formie jedno­razo­wej wypłaty, lecz w ratach, uzależnionych od postępu prac zwią­za­nych z odbudową spalonej nieruchomości.

Zdarzały się także przypadki, gdy właściciele nieruchomości, po­mimo stabilnej sytuacji materialnej, w celu spodziewanego dalszego wzbogacenia kosztem ubezpieczyciela, podpalali swoje nierucho­mo­ści. Innym sposobem, znanym w analizowanym okresie, było spalenie nieruchomości wraz w dobytkiem, a następnie zgłoszenie ubez­pie­czycielowi znacznie większej straty, niż w rzeczywistości została po­niesiona. W podręczniku dla użytku policji państwowej uczono roz­różniać sposoby powstawania pożarów. Zwracano uwagę, że jeśli na przykład budynek zapalił się wewnątrz lub ogień powstał na środku dachu krytego gontami, wtedy śledztwo należy skierować przeciwko właścicielowi budynku. Jeżeli śledztwo wykazało, że budynki były stare i wysoko ubezpieczone, właściciel miał je przebudować, czy był znacznie zadłużony, dodatkowo – że wartościowe rzeczy z budynku zostały usunięte w miejsce nieobjęte pożarem, są to dowody świad­czące o tym, że właściciel sam podpalił nieruchomość[14].

Nierzadko też spaleniu ulegały budynki przeznaczone do roz­biór­ki, zysk bowiem właściciela był podwójny: nie ponosił on kosztów rozbiórki, a dodatkowo otrzymywał odszkodowanie. Nawet nisko ubezpieczone nieruchomości wiejskie nie stanowiły przeszkody dla podpalaczy widzących w ubezpieczeniach możliwość zysku. Przy­kła­dem było podpalanie stodół i zabudowań wiejskich, które stały na przeszkodzie przy rozbudowie miasta i miały być wywłaszczone na rzecz miasta po niskiej cenie szacunkowej. Dla uniknięcia straty, właś­ciciele woleli je podpalić, aby od ubezpieczyciela otrzymać od­szko­do­wanie, wyższe od sumy wywłaszczeniowej. Podobnie sytuacja wyglą­dała przy innych wywłaszczeniach na cele publiczne, np. przy bu­do­wie kolei[15].

W przedsiębiorstwach przemysłowych podpalenia następowały najczęściej ze względu na trudności, jakie napotykał właściciel za­kła­du czy też fabryki przy konieczności modernizacji zakładu pracy. Mo­dernizacja miejsca pracy związana była ze stabilizacją pieniądza i złą koniunkturą, podczas której kurczące się rynki zbytu wymagały od właściciela towaru jednocześnie lepszego i tańszego. W okresie gor­szych zarobków musiał on inwestować sumy pochodzące z oszczęd­ności. Sytuacja dla zakładu stawała się tragiczna, gdy zakład nie po­sia­dał rezerw. Zdarzało się często, że poszczególne przedsiębiorstwa, pomimo ceł ochronnych, nie były w stanie wyprodukować towaru równie dobrego i taniego, jaki był sprowadzany do kraju przez no­wo­cześniejsze przedsiębiorstwa zagraniczne[16]. Trudności związane ze spieniężeniem towarów i duża rozpiętość między wartością polisową budynku a ceną rynkową, stanowiło szerokie pole do działania dla nieuczciwych przedsiębiorców.

Wiele zakładów przemysłowych, które zostały wybudowane w ok­resie inflacji, bez jakichkolwiek analiz ekonomicznych w okresie sta­bi­lizacji gospodarki, stawały się nierentowne i w konsekwencji ulegały podpaleniu celem uzyskania odszkodowania.

Wspomnianą praktykę najlepiej obrazuje przykład czterech łódz­kich przedsiębiorców, oskarżonych o podpalenie fabryki pończoch w celu uzyskania odszkodowania. Sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy, a następnie Sąd Apelacyjny w Warszawie. W procesie zostało wyka­za­ne, że doszło do podpalenia fabryki przez wynajętą do tego osobę. Dowiedziono również, że oskarżeni współwłaściciele fabryki ubez­pieczyli ją na 17 000 dolarów na kilka tygodni przed pożarem. Sąd Okręgowy skazał wszystkich współwłaścicieli fabryki oraz na­jem­ne­go podpalacza na 4 lata ciężkiego więzienia. Sąd uznał, że pożar był niebezpieczny dla życia mieszkańców sąsiednich budynków, co spo­wodowało obostrzenie kwalifikacji prawnej. Obrońcy oskarżonych podnosili, że współwłaściciele fabryki nie mieli interesu w jej pod­pa­leniu, gdyż tytułem odszkodowania otrzymaliby mniejszą lub co naj­wyżej taką samą sumę, co wartość spalonej nieruchomości i towaru. Jednak w uzasadnieniu Sąd Apelacyjny wskazał, że „jakkolwiek od­szkodowanie asekuracyjne pozornie nie dawało oskarżonym zysku, to jednak podpalili oni swe mienie, wobec trudności gospodarczych i niemożności uzyskania gotówki za swe towary. Zaś odszkodowanie asekuracyjne dałoby im kapitał obrotowy, o który teraz tak trudno”[17].

Również w Łodzi, w dniu 10 września 1931 r. w fabryce wyrobów trykotażowych należącej do Józefa Frenkla wybuchł pożar. Szybkie opanowanie ognia przez straż pożarną pozwoliło stwierdzić, że skła­dy magazynowe były puste, zaś częściowemu uszkodzeniu uległy je­dynie maszyny znajdujące się w fabryce. Dodatkowo, strażacy uczest­niczący w akcji ratunkowej, znaleźli na drewnianych schodach prowa­dzących z biura do hal fabrycznych, kilkanaście odpadów baweł­nia­nych przesiąkniętych naftą oraz kilka odpadów znajdujących się w ha­lach fabrycznych. Dalsze dochodzenie prowadzone przez policję po­z­woliło na postawienie zarzutów polegających na tym, że Frenkiel podpalił swoją fabrykę w celu zdobycia premii asekuracyjnej (był on ubezpieczony od dnia 12 stycznia 1931 r. w Krakowskim Towa­rzyst­wie Ubezpieczeń na sumę 99 000 złotych)[18].

W czasie, gdy na rynku budowlanym panował sezonowy zastój, notowano przypadki podpalenia obiektów będących w fazie budowy, dokonane przez robotników budowlanych, mających na celu przedłu­żenie czasu i ilości pracy. Na terenach województwa poznańskiego natknięto się nawet na bandy podpalaczy wzniecających pożary na za­mówienie, w zamian za otrzymanie prowizji. Do podpaleń często wykorzystywano ludzi chorych umysłowo. W tych wypadkach, nawet gdy chory wskazywał osobę zlecającą podpalenie, zazwyczaj jego zez­nania traktowane były jako objawy i urojenia chorobowe[19].

W ostatnim okresie rozwoju gospodarczego – w 1928 r. – Pow­szechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych[20] podwyższył szacunki ubezpieczanych budowli zbliżając sumę ubezpieczenia do pełnej war­tości odbudowy[21], co spowodowało znaczny wzrost wystąpienia pod­paleń mających na celu uzyskanie odszkodowania. Jak wskazał ubez­pieczyciel w swoim sprawozdaniu rachunkowym „w okresach bo­wiem kryzysu, a zwłaszcza w okresach głodu gotówki, palność wzras­ta nawet tam, gdzie odszkodowania nie dosięgają pełnej wartości od­budowy. Podwyższenie szacunków dokonane zostało w okresie dob­rej koniunktury, kiedy nie można było przewidzieć jej bliskiego zała­mania a nikt w normalnych czasach nie myślał o kierowaniu się w po­lityce ubezpieczeniowej względami na ewentualne okresy kryzysów gospodarczych. Gdyby dobra koniunktura trwała nadal, pod­wyż­sze­nie szacunków do pełnej wartości odbudowy nie miałoby żadnych ujemnych skutków”[22]. Była to odpowiedź ubezpieczyciela na wyniki związane ze wzrostem pożarów spekulacyjnych występujących w 1929 r. (wzrost wypłaty wszystkich odszkodowań z działu I – przy­musowych ubezpieczeń od ognia – wyniósł w 1929 r. 72,2% zebranej składki, podczas gdy przed podwyższeniem szacunków w 1928 r. wy­sokość wypłaconych odszkodowań wynosiła 55,9% zebranej skład­ki)[23].

Kryzys gospodarczy przełomu lat trzydziestych spowodował duży spadek cen materiałów budowlanych i robocizny. Znacznie spadła cena drewna, stanowiącego w owych czasach główny budulec. Niska cena materiałów budowlanych i robocizny przy wysokim oszaco­wa­niu wartości nieruchomości stanowiła okazję dla nieuczciwych właś­cicieli nieruchomości do wzbogacenia się kosztem ubezpieczycieli. Celem uchronienia się ubezpieczycieli od pożarów spekulacyjnych i ponoszenia wypłat odszkodowań przewyższających wartość spa­lo­nych budowli w dacie pożaru (co było sprzeczne z podstawowymi za­sadami techniki ubezpieczeniowej i obowiązującymi przepisami pra­wa), poddano rewizji dotychczasowe wartości nieruchomości. Tylko w 1930 r. Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych skontro­lo­wał i obniżył szacunek 367 000 nieruchomości znajdujących się w 22 powiatach, w których występował jednolity spadek cen mate­ria­łów budowlanych[24]. Obniżka szacunków oraz urealnienie sumy od­szkodowania do wartości rzeczywistej spalonych budynków już w ro­ku następnym dało wymierne korzyści poprzez znaczne zmniejszenie ilości pożarów, w tym niewątpliwie znacznej ilości pożarów spe­ku­la­cyjnych. O tym, że faktyczne obniżenie się sumy odszkodowań wy­wołane zostało nie tylko redukcją wysokości tych odszkodowań, lecz również i zmniejszoną ilością pożarów i szkód, świadczy następujące porównanie: 

Tabela nr 2. Opracowanie własne na podstawie źródeł: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdania rachunkowe za rok 1931-1932.

Rok

Ilość wynikłych

pożarów:

szkód:

1932

16 358

28 492

1931

20 276

35 563

Wpływ na ilość podpaleń miały też pośrednio same zakłady ubez­pieczeń, które z uwagi na ogromną konkurencję występującą na ryn­ku ubezpieczeniowym, zmuszone były obniżać stawki, a tym samym redukować własne koszty administracyjne. Jednym ze sposobów ob­niżenia kosztów było zatrudnianie na niskie pensje niewykwali­fiko­wa­nej kadry. Nieuczciwy właściciel nieruchomości już na etapie sza­co­wania mienia do ubezpieczenia mógł w różny sposób wpływać na niedoświadczonego pracownika ubezpieczyciela, np. nagminne było podawanie szeregu nieprawdziwych danych, których pracownik, z uwagi na brak doświadczenia, nie był w stanie zweryfikować[25].

3. Wyłudzenia odszkodowań w pozostałych działach

ubezpieczeń

Pomimo że najczęściej próby wyłudzenia odszkodowania w dwu­dziestoleciu międzywojennym widoczne były w obowiązkowym dzia­le ubezpieczeń ogniowych, nie oznacza, że pozostałe działy – ubez­pieczeń dobrowolnych, wolne były od oszukańczych prób wzboga­ce­nia się kosztem ubezpieczyciela. Przeciwnie, wszędzie gdzie w ocenie nieuczciwego ubezpieczonego czy też pracownika ubezpieczyciela ist­niała możliwość uzyskania wypłaty świadczenia, zdarzały się próby wyłudzeń.

Sąd Okręgowy w Przemyślu rozpoznawał w dniach od 20 do 24 października 1930 r.[26] sprawę, w której nieuczciwy pracownik zakładu ubezpieczeń oskarżony został o zbrodnię polegającą na tym, że od października 1925 r. do 24 czerwca 1929 r. w Przemyślu – jako agent reasekuracyjny towarzystwa ubezpieczeniowego – powierzone mu rzeczy w kwocie 2 200 zł oraz premie asekuracyjne (opłaty składki ubezpieczeniowej) w łącznej kwocie 13 462 60 dolarów amerykań­skich i 1 706 90 zł zatrzymał i sobie przywłaszczył. Wyrokiem z dnia 24 października 1930 r. sąd skazał nieuczciwego pracownika ubez­pie­czyciela na karę jednego roku ciężkiego więzienia, przy czym na mocy amnestii z dnia 22 czerwca 1928 r. połowę kary darowano, drugą zaś połowę zamieniono na karę w zawieszeniu na okres trzech lat[27].

Wielka afera ubezpieczeniowa miała miejsce w Katowicach, gdzie dyrektor katowickiego Oddziału Banku Darmstadzkiego wraz z agentem ubezpieczeniowym sprzedawali polisy na życie nie­miec­kiego towarzystwa ubezpieczeniowego „Aliance” z siedzibą w Stutt­garcie. Przeprowadzone dochodzenie wykazało, że ubezpieczonych zostało kilka tysięcy osób. Oszustwo polegało na tym, że na polisach w miejsce zamieszkania osób ubezpieczonych wpisywano miasta le­żą­ce na terenach niemieckich, co powodowało, że od wystawionych po­lis nie płacili podatków w Polsce. Dodatkowo, po kilku miesiącach od wystawienia polisy oszuści udzielali pod nie pożyczki. Po wykryciu afery oszustom udało się zbiec na tereny niemieckie. Państwo polskie poniosło wielomilionowe straty[28].

Również ubezpieczenia życiowe i od nieszczęśliwych wypadków zmagały się z problemem oszustw ubezpieczeniowych. Ogólne wa­runki ubezpieczeniowe większości towarzystw działających w Polsce w okresie dwudziestolecia międzywojennego, pod pewnymi wyłącze­niami, ochroną ubezpieczeniową obejmowały przypadki samo­bój­stwa. Jednym z wyłączeń był brak ochrony ubezpieczeniowej w przy­padku wystąpienia samobójstwa w pierwszym ustalonym okresie po zawarciu umowy ubezpieczenia. Ubezpieczyciele wychodzili bowiem z założenia, że jeżeli ktoś świadomie ubezpiecza się na życie w za­mia­rze popełnienia samobójstwa, aby zabezpieczyć materialnie rodzinę kosztem ubezpieczyciela, to te pierwsze lata płacenia składek bez ochrony ubezpieczeniowej mogą być wystarczające do tego, aby ubezpieczony zaniechał swego pierwotnego zamiaru. Z drugiej stro­ny ubezpieczyciele wychodzili z założenia, że płacenie składek w cią­gu określonego szeregu lat wymaga poświęcenia pewnej kwoty, która winna stanowić pewną blokadę dla tego rodzaju zakusów speku­la­cyj­nych, a to chociażby z tego względu, że osoby noszące się z za­mia­rem popełnienia oszustwa ubezpieczeniowego kosztem swego życia, zazwyczaj nie rozporządzają dostatecznymi środkami finansowymi do opłacenia składek ubezpieczeniowych przez wymagany okres karen­cji[29].

Sytuacja gospodarcza i społeczna przyniosła dla ubezpieczycieli życiowych wielkie rozczarowanie, bowiem założenia, jakie płynęły z ogólnych warunków ubezpieczenia nie zabezpieczały w pełni in­te­resów ubezpieczycieli przed oszustwami ubezpieczeniowymi.

Na łamach «Gazety Codziennej „Ziemia Radomska”» donoszono, że w Łodzi miała miejsce afera ubezpieczeniowa o dotychczas nie no­towanych w archiwach ubezpieczyciela okolicznościach. Mianowicie, na Policję zgłosił się znany łódzki kupiec twierdząc, że od dłuższego czasu nachodzi go bezrobotny Adam Włodarczyk, szantażuje go, wy­łudza pieniądze i grozi śmiercią. Policja podjęła dochodzenie i po przesłuchaniu bezrobotnego ustaliła następujący stan faktyczny: w ok­resie kiedy Włodarczyk pozostawał bez pracy, został eksmi­to­wa­ny i wraz z rodziną zamieszkał w komórce. Pewnego dnia w komórce zjawił się łódzki kupiec, który wręczył bezrobotnemu 20 zł i podał swój adres z prośbą, aby bezrobotny stawił się u niego. Nazajutrz bezrobotny przyszedł do mieszkania kupca, gdzie ten ugościł go za­kąskami i alkoholem. Gdy Włodarczyk był już pijany, kupiec wręczył mu 500 zł i pistolet z prośbą o zastrzelenie kupca. Bezrobotny wy­straszył się, uciekł z mieszkania i udał się do swojej komórki. Na podstawie zeznań bezrobotnego Policja przeprowadziła rewizję w mieszkaniu kupca, podczas której stwierdzono, że w okresie bez­pośrednio przed tym wydarzeniem kupiec ubezpieczył się na kwotę 105 000 dolarów. Ustalono też, że interesy kupca podupadły, stąd też – chcąc zabezpieczyć rodzinę – postanowił początkowo sam odebrać sobie życie, aby rodzina mogła podjąć odszkodowanie. Doszedł jed­nak do wniosku, że ubezpieczyciel stwierdzając samobójstwo jako przyczynę zgonu, mógłby rodzinie odmówić wypłaty odszkodowania. Postanowił więc poszukać mordercy. Ponieważ plan się nie udał, a obawiał się, że bezrobotny doniesie Policji o propozycji przed­sta­wionej przez kupca, postanowił go uprzedzić i złożył zawiadomienie o rzekomym szantażu ze strony bezrobotnego[30].

Inny finał miała sprawa kupca, który przyszedł do jednego z biur ubezpieczyciela z obowiązującą od trzech lat i opiewającą na pokaźną sumę polisą ubezpieczenia na życie. Ów kupiec wyjaśnił, że na skutek zaistniałego kryzysu gospodarczego jest na krawędzi bankructwa, wo­bec czego nie pozostaje mu nic innego, jak tylko popełnienie samo­bójstwa. Kupiec zaproponował następnie, że gotowy jest zaniechać tego zamiaru, o ile ubezpieczyciel zgodzi się na wypłatę połowy sumy ubezpieczenia wskazanej na polisie. Ponieważ towarzystwo odrzuciło propozycję (wiedząc, że gdyby ją przyjęło, w przeciągu tylko tygodnia znalazłoby się w obliczu setek podobnych ofert), kupiec popełnił sa­mobójstwo, a ubezpieczyciel wypłacił całą sumę ubezpieczenia spad­kobiercom[31].

Kolejny przykład oszustwa ubezpieczeniowego dotyczył sprawy rozpoznawanej przez Sąd Okręgowy w Cieszynie, Wydział III Hand­lowy, z powództwa Teresy Hanel przeciwko Towarzystwu Ubez­pie­czeń na Życie o zapłatę kwoty 1 500 dolarów amerykańskich. Stanem faktycznym roszczeń powódki było zdarzenie z dnia 18 września 1930 r., w którym to zmarł w szpitalu powszechnym w Bielsku mąż powódki śp. Karol Hanel. Ponieważ zmarły był ubezpieczony w poz­wanym Towarzystwie na kwotę 1 500 dolarów amerykańskich na ży­cie i na wypadek śmierci, a uposażonym była powódka, dzień po śmierci powódka zgłosiła szkodę u pozwanego. Pozwany prze­pro­wa­dził postępowanie likwidacyjne i odmówił wypłaty odszkodowania wskazując, że przy zawieraniu umowy ubezpieczenia zmarły podał nieprawdziwe dane odnośnie do stanu zdrowia, chorób przebytych i obecnych w chwili zawarcia ubezpieczenia. W odmownej decyzji ubezpieczyciel wykazał, że pośrednią przyczyną zgonu była choroba, która została zatajona w chwili zawierania ubezpieczenia. Sąd Okrę­gowy oddalił roszczenia powódki, w uzasadnieniu wskazując, że udzielenie prawdziwych odpowiedzi w kwestionariuszu pozwanego Towarzystwa stanowiącym załącznik do umowy ubezpieczenia ma wpływ na zawarcie umowy ubezpieczeniowej, gdyż chodzi o kontrakt ubezpieczenia na życie, które polega na objęciu ubezpieczającego w zamian za pewne określone składki płacone przez ubezpieczonego, ryzyka, które jest tym większe im większą ilością chorób lub jej ro­dzajami dotknięty jest ubezpieczony. Następnie Sąd Okręgowy wy­jaśnił, że gdyby pozwane Towarzystwo wiedziało, że ubezpieczony śp. K. Hanel jest chory, to albo nie zawarłoby umowy ubezpieczenia lub do zawarcia umowy doszłoby, ale z uwzględnieniem wyższych stawek.

4. Próby walki z oszustwami ubezpieczeniowymi

W zapobieganie lub przynajmniej w zmniejszenie plagi podpaleń zaangażowanych było wiele instytucji państwowych, a przede wszyst­kim, gdy sprawa dotyczyła podpaleń wyrachowanych, z chęci zysku, najbardziej zainteresowani byli sami ubezpieczyciele. Walka z podpa­leniami była walką bardzo trudną, jak to określił jeden z niemieckich specjalistów z zakresu przestępstw wywołanych przez pożar: „łatwiej jest na dziesięć popełnionych morderstw wykryć dziewięć morderstw, niż na dziesięć popełnionych podpaleń wykryć jedno”[32]. Trudność ta polegała przede wszystkim na tym, że do podpaleń dochodziło na wiele różnych sposobów, od tych najbardziej prymitywnych, za po­mocą zapałek czy świeczki, poprzez użycie łatwopalnych płynów (nafty, spirytusu, benzyny), kończąc na specjalnie przygotowanych urządzeniach do wzniecania pożarów. Problem stanowił też często brak śladów podpalenia, które zazwyczaj były zatarte przez pożar. Ist­niało również przyzwolenie ze strony społeczeństwa, które często w ubezpieczycielu widziało instytucję nakładającą coraz to nowe po­datki. Stąd też bardzo ważna była współpraca możliwie jak naj­więk­szej liczby instytucji przy zwalczaniu plagi podpaleń. Oczywiście, współpraca ta polegała na wykonywaniu przez każdą z instytucji za­dań na nie nałożonych. I tak, straże pożarne, częściowo dotowane ze składek Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych i przez ubezpieczycieli prywatnych (na podstawie art. 44 i 45 ustawy z dnia 23 czerwca 1921 r. oraz art. 48 rozporządzenia z dnia 27 maja 1927 r.[33]), stale powiększały liczbę straży w dzielnicach, znanych z podpaleń[34]. Tylko w 1929 r. Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych prze­znaczył na akcje zapobiegawcze kwotę około dwóch milionów zło­tych. Kwota została częściowo przeznaczona na popieranie budow­nictwa ogniotrwałego poprzez udzielanie pożyczek ulgowych pogo­rzelcom, na odbudowę ogniotrwałą oraz związkom samorządowym na zakładanie wytwórni i składów ogniotrwałych materiałów budow­lanych. W dalszej części kwota została przeznaczona na organizo­wa­nie i popieranie obrony przeciwpożarowej poprzez udzielanie za­sił­ków bezzwrotnych organizacjom strażackim oraz przez udzielanie sa­morządom zasiłków zwrotnych na cele tworzenia i doskonalenia ob­rony przeciwpożarowej[35].

Ubezpieczyciele, by zminimalizować opłacalność oszustw ubez­pie­czeniowych, dążyli do zmniejszania sumy ubezpieczenia, a w pew­nych przypadkach nawet celowo zaniżali sumę ubezpieczenia utrzy­mując ją znacznie poniżej wartości ubezpieczonej nieruchomości, stosując tym samym skuteczną metodę „samoubezpieczenia”. Ważne po stronie zakładów ubezpieczeń było też wyeliminowanie z kadry pracowniczej niesumiennych agentów ubezpieczeniowych, którzy kie­rując się chęcią uzyskania jak najwyższej prowizji z podpisanej umo­wy ubezpieczeniowej, przyjmowali do ubezpieczenia nieruchomości o wysokim stopniu ryzyka czy też podwyższali nadmiernie sumy ubezpieczenia. Podobnie rzecz dotyczyła nieuczciwych likwidatorów, którzy – szacując straty pogorzelowe – znacznie zawyżali zakres strat, jak i wartość uszkodzonego mienia. Skutecznym środkiem był też stosowany przez ubezpieczyciela obowiązek odbudowy i wypłata od­szkodowania ratami zgodnie z postępującymi pracami. Wielkiej ost­rożności natomiast, ze względu na możliwość wystąpienia procesu i związane z nim koszty, wymagał stosowany przez ubezpieczyciela sposób polegający na szerzeniu trudności przy wypłacie odszko­do­wa­nia lub też zaniżaniu wartości odszkodowania.

Ubezpieczyciele przy pomocy organów policji i innych zainte­re­so­wanych podmiotów (w tym przedstawicieli społeczeństwa) organi­zo­wali konferencje, gdzie przedstawiano statystyki pożarów i ustalano wspólnie plan przeciwdziałania podpaleniom. Jedna z takich konfe­rencji odbyła się 18 października 1928 r. w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu, w następstwie której zacieśniła się współpraca Komendy Wojewódzkiej Policji Państwowej z Krajowym Ubezpieczeniem Og­niowym z siedzibą w Poznaniu[36]. Poznański ubezpieczyciel tylko w la­tach 1928-1931 przeznaczył dobrowolnie (poza ustawowym obowiąz­kiem) około milion złotych na akcję przeciwpożarową, w której to kwocie mieściły się znaczne sumy przekazane Policji na walkę z pod­palaczami, a także nagrody za wykrycie przestępców oraz na premie za udział w akcjach ratunkowych. Zwiększono liczbę patroli w okrę­gach zagrożonych pożarem, a w konsekwencji na terenie całej Polski wprowadzono specjalne brygady śledcze dla podpaleń, których za­da­niem była walka z podpalaczami. Wracano również do śledztw umo­rzonych z powodu niewykrycia sprawcy i w razie ujawnienia nowych okoliczności obciążających podejrzanych pogorzelców otwierano je na nowo. Prowadzono także akcje kulturalno-społeczne w postaci urządzania specjalnych kursów przeciwpożarowych, akcje mające uś­wiadomić o stratach, jakie przynoszą pożary dla całego społe­czeń­stwa, utrzymywano stały kontakt z władzami kościelnymi oraz szkol­nictwem informując je o stanie pożarów i podpaleń[37].

Przedstawione dotychczas sposoby walki ubezpieczycieli z oszu­stwami ubezpieczeniowymi i obrona interesów ubezpieczycieli po­przez np. odmowę wypłaty świadczenia w przypadku wykrycia in­nych okoliczności zdarzenia, czy też obowiązek dopłaty składki przez ubezpieczonego albo wypowiedzenie przez ubezpieczyciela umowy w przypadku stwierdzenia niezgodności podanych przez ubezpieczo­nego danych przy zawieraniu ubezpieczenia, stanowiły „broń cy­wil­ną” w walce z oszustami. W przypadku jednak, gdy wskazane skutki cywilno-prawne stanowiły zbyt łagodną lub wręcz niesku­teczną san­kcję, należało stosować dyspozycje norm karnych wskaza­nych w obowiązujących w dwudziestoleciu międzywojennym przepi­sach kodeksowych i innych przepisach szczególnych dotyczących oszust­wa ubezpieczeniowego.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości utrzymana została moc obowiązująca kodeksów karnych państw zaborczych, mianowi­cie: na terenach byłego zaboru austriac­kiego obowiązywał kodeks karny austriacki z 1852 r., w byłym zaborze pruskim utrzymał moc obowiązującą kodeks karny Rzeszy Niemieckiej z 1871 r., na terenach byłego zaboru rosyjskiego i na kresach wschod­nich obowiązywał ko­deks karny rosyjski z 1903 r., na terenie Spisza i Orawy obowiązy­wało przejściowo (do 1922 r., po którym rozciągnięto na te tereny usta­wo­dawstwo karne austriackie) prawo węgierskie, tj. ustawa karna z 1878 r. i prawo o wykroczeniach z 1879 r. Wskazane wyżej kodeksy obowią­zywały do roku 1932, tj. do wejścia w życie polskiego kodeksu kar­ne­go[38]. Do najważniejszych przepisów dotyczących ochrony ubez­pie­czycieli przez oszustwami ubezpieczeniowymi należały: art. 306-308, art. 311-312 kodeksu karnego niemieckiego, według których karze ciężkiego więzienia (minimum dziesięć lat lub dożywotniego cięż­kie­go więzienia) podlegał ten, kto umyślnie podpalał budynki, statki wodne, chaty, kopalnie, magazyny, zapasy towarów złożone na prze­znaczonych do tego placach publicznych, zapasy płodów rol­nych, materiałów budowlanych lub opałowych, plony w polu, lasy lub tor­fowiska, jeżeli przedmioty powyższe należą do kogo innego, bądź mimo iż należą do podpalacza, z powodu swej natury lub poło­żenia mogły przenieść pożar na inne mienie. Analogicznej karze podlegał ten, kto w zamiarze oszukańczym podpalał rzecz ubezpie­czoną lub powodował zatonięcie lub osadzenie statku wodnego (art. 265 ko­dek­su karnego niemieckiego). Oszustwo ubezpieczeniowe polegające na podaniu fałszywych danych (np. przy zawieraniu ubez­pieczenia lub przy zgłoszeniu okoliczności szkody) podlegało karze więzienia, za­płaty grzywny lub utraty praw publicznych (art. 263 ko­deksu karnego niemieckiego)[39]. Pozostałe kodeksy obowiązujące na ziemiach pol­skich w podobny sposób regulowały odpowiedzialność za oszustwa ubezpieczeniowe.

Ponieważ stosowane kary nie były skuteczne, ubezpieczyciele oraz organizacje ochrony przeciwpożarowej, w działaniach profilaktycz­nych i przestrzegających przed próbami przestępstw ubezpieczenio­wych wykorzystywali, jako ostrzeżenie, rozporządzenie Rady Mini­strów z dnia 2 września 1931 r.[40] wprowadzające w życie postępowa­nie doraźne[41] przewidziane w rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypo­spolitej z dnia 19 marca 1928 r.[42] Postępowanie doraźne wprowa­dzo­no na obszarze całego Państwa polskiego i – niezależnie od ogło­sze­nia w „Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej” – wiadomość o jego wprowadzeniu podano do powszechnej wiadomości poprzez umieszczenie komunikatów w miejscach publicznych. W komunika­tach wskazywano dokładnie na skutki, jakie postępowanie doraźne powodowało dla przestępców, mianowicie: jeśli oskarżony został uz­nany przez sąd winnym, za przestępstwo które w postępowaniu zwy­czajnym zagrożone było co najmniej karą ciężkiego więzienia, w po­stępowaniu doraźnym należało wymierzyć karę śmierci. Postępo­wa­nie doraźne odbywało się bez śledztwa, a wyrok śmierci należało wy­konać w ciągu dwudziestu czterech godzin po ogłoszeniu wyroku. Ku przestrodze, każdy z wykonanych wyroków śmierci, podobnie jak informację o wprowadzeniu postępowania doraźnego, należało po­dać do powszechnej wiadomości wraz z podaniem sądu orzekają­cego, osoby skazanej, a także istoty i miejsca przestępstwa. Najpraw­dopodobniej pierwszą sprawą rozpoznaną w postępowaniu doraź­nym w Polsce była sprawa dotycząca podpalenia fabryki przez Józefa Frenkla – postępowanie doraźne prowadzono w dniu 10 września 1931 r., tj. w dniu podpalenia fabryki. Prowadzący postępowanie pro­kurator dr Markowski wnosił, aby sprawa rozpoznawana była w po­stępowaniu doraźnym, a decyzję swą uzasadnił tym, że fabryka znaj­dowała się w domu mieszkalnym i pożar poważnie zagrażał miesz­kańcom znajdującym się w bezpośrednim sąsiedztwie z fa­bryką[43].

Zakończenie

Reasumując, należy stwierdzić, iż oszustwa ubezpieczeniowe w ok­resie dwudziestolecia międzywojennego były niewątpliwie zagro­żeniem dla funkcjonowania rynku ubezpieczeniowego. Skutkiem oszustw były wypłaty nienależnych odszkodowań (głównie w wyniku podpaleń), co wpływało bezpośrednio na końcowy stan majątkowy ubezpieczyciela. Przy dużej skali zjawiska przestępczość ubezpiecze­niowa mogła doprowadzić do niewypłacalności zakładu i jego upad­ku. Niewypłacalność towarzystwa stanowiła poważne zagrożenie dla ubezpieczonych[44]. Rekompensowanie poniesionych strat następo­wa­ło poprzez podnoszenie stawek ubezpieczeniowych, a to z kolei po­wodowało utratę zaufania do ubezpieczyciela, spadek zawieranych umów ubezpieczeniowych i w konsekwencji zahamowanie rozwoju rynku ubezpieczeniowego.

By skutecznie walczyć z powstałymi już oszustwami i zapobiegać kolejnym, ubezpieczyciele łączyli swoje siły ze strażami ogniowymi oraz specjalnie przygotowanymi do walki z oszustwami ubezpiecze­niowymi jednostkami policji. Wspólna systematyczna działalność pre­wencyjna przynosiła wymierne korzyści nie tylko ubezpieczycie­lom, którzy wypłacali mniejsze kwoty odszkodowań, ale również po­zo­sta­łym służbom, które ograniczały ilość akcji ratowniczych czy też po­stępowań śledczych.

Występowanie przestępczości ubezpieczeniowej nie było charak­terystyczne jedynie dla międzywojennej Polski. Istniało w zasadzie od chwili, gdy ludzie podjęli próby zabezpieczenia swoich interesów i swojego majątku przed nieoczekiwanymi, a niekorzystnymi dla nich zdarzeniami i gdy pojawiły się organizmy gospodarcze, których celem było udzielanie takiej ochrony[45]. W literaturze ubezpieczeniowej opi­sany został proceder, który miał miejsce w połowie XIX w. w Króle­stwie Polskim. Wykryty i ujawniony w 1854 r. stał się symbolem po­mysłowości osób parających się przestępczością ubezpieczeniową. Otóż, grupa oszustów systematycznie ubezpieczała w Dyrekcji Ubez­pieczeń zmyślone bu­dowle w nieistniejących nawet wsiach i następnie zgłaszała ich fikcyjne pożary, otrzymując za nie wysokie odszko­do­wania. W ten sposób w latach 1849-1854 wyłudzono z Kasy Dyrekcji dwieście tysięcy rubli. Sprawa sądowa skierowana przeciwko 216 oso­bom oskarżonym o zorganizowanie bandy „przez fałsze i oszustwa dążącej do zagarnięcia funduszu ubezpieczeń”, za­kończyła się do­pie­ro w 1862 r. (w Sądzie Apelacyjnym odbyło się blisko 100 pełnych posiedzeń sądowych)[46]. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził m.in.: „W łonie chciwości poczęta myśl nieprawnego korzystania z fun­du­szu ubezpieczeń przechodząc w czyn, naprzód w szczupłym zakresie oględnością nakreślonych granic, stopniowo po­wodzeniem ośmie­lo­na, nie znając już miary zuchwalstwa swego, wiel­kie złe zrządziła. Przez lat trzy swobodnie spełniane bezprawia wy­darły stowa­rzyszo­nym znakomity fundusz, a nadto sprawiły szko­dliwy rozgłos dla uży­tecznej instytucji kraju. Sprawców surowo uka­rano, a fundusze ubez­pieczeń w znacznej części zostały odzyskane”[47].

Straty współczesnych zakładów ubezpieczeń z tytułu przestępstw ubezpieczeniowych kształtują się na poziomie 25-30% łącznej warto­ści wypłaconych odszkodowań[48], co potwierdza występowanie pro­blemu na podobnym poziomie, z którym zmagały się poprzednie po­kolenia. Potwierdza również, że z jednej strony z oszustwami ase­ku­racyjnymi należy walczyć wszystkimi możliwymi sposobami tak, aby ograniczyć jego występowanie do minimum, zaś z drugiej strony po­twierdza, że z patologią występującą na rynku ubezpieczeniowym w całości wygrać nie można.

Bibliografia

Źródła prawa

Kodeks karny Rzeszy Niemieckiej z dnia 15 maja 1871 r. z późniejszymi zmianami i uzupełnieniami po rok 1918 wraz z ustawą wprowadczą do kodeksu karnego dla Związku Północno-Niemieckiego (Rzeszy Niemieckiej) z dnia 31 maja 1870 r. przekł. urzędowy Departamentu Sprawiedliwości Ministerstwa B. Dziel­ni­cy Pruskiej.

Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1921, Warszawa: Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1922.

Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie za la­ta 1923-1924 i bilans w złotych na dzień 1 stycznia 1925 roku, Warszawa: Polska Dy­rekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1925.

Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie za rok 1925, War­szawa: Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1926.

Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie za rok 1926, War­szawa: Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1927.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachun­ko­we za rok 1929, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1930.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1930, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1931.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1931, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1932.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1932, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1933.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1933, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wza­jem­nych, 1934.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1934, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1935.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1937, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1938.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Spra­woz­danie statystyczne za rok 1929, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wza­jemnych, 1930.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie sta­ty­styczne za rok 1932, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1933.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Spra­wozdanie statystyczne za rok 1936, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1937.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1928, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1928.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1930, Warszawa: Powszechny Za­kład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1931.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1931, War­szawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1932.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1933, Warszawa: Powszechny Zakład Ubez­pieczeń Wzajemnych, 1934.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1934, Warszawa: Po­wszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1935.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1935, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1936.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie statystyczne za rok 1937, Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1938.

Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie za rok 1928, War­sza­wa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1929.

Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 19 marca 1928 r. o po­stępowaniu doraźnym, Dz. U. Nr 33, poz. 315.

Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 27 maja 1927 r. o przy­mu­sie ubezpieczenia od ognia i o Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń Wzajem­nych, Dz. U. Nr 46, poz. 410.

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 2 września 1931 r. o wprowadzeniu po­stępowania doraźnego, Dz. U. Nr 79, poz. 622.

Ustawa z dnia 23 czerwca 1921 r. o przymusie ubezpieczenia budowli od ognia i Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych, Dz. U. Nr 64, poz. 395.

Literatura

[brak inf. o autorze]. 1923. Służba śledcza. Podręcznik dla użytku policji państwo­wej. Warszawa: Skład główny w Księgarni F. Hoesicka.

[brak inf. o autorze]. 1930. „Ponura tragedja rodzinna. Zwyrodniały ojciec wymordował całą rodzinę.” Nowy Kurjer 235:6.

[brak inf. o autorze]. 1931. „Afera ubezpieczeniowa jakiej jeszcze nie było.” Gazeta Codzienna „Ziemia Radomska” 198:4.

[brak inf. o autorze]. 1931. „Frenkiel stanie przed sądem doraźnym.” Ilustro­wana Republika 249:1.

[brak inf. o autorze]. 1931. „Kronika krajowa.” Przegląd Ubezpieczeniowy [Cza­so­pismo poświęcone sprawom ubezpieczeniowym i ekonomicznym. Organ Związku Prywatnych Zakładów Ubezpieczeniowych w Polsce] 10 (4):28.

[brak inf. o autorze]. 1931. „Pożar fabryki w Łodzi.” Ilustrowana Republika 248:2.

[brak inf. o autorze]. 1932. „O samobójstwie w ubezpieczeniach na życie i od nieszczęśliwych wypadków.” Przegląd Ubezpieczeniowy [Czasopismo po­świę­cone sprawom ubezpieczeniowym i ekonomicznym. Organ Związku Prywat­nych Zakładów Ubezpieczeniowych w Polsce] 11 (6):41-42.

[brak inf. o autorze]. 1932. „Walka z podpaleniami na zachodzie Polski.” Przegląd Ubezpieczeniowy [Czasopismo poświęcone sprawom ubezpieczeniowym i eko­nomicznym. Organ Związku Prywatnych Zakładów Ubezpieczeniowych w Pol­sce] 11 (5):57-59.

Buczkowski, Konrad. 2015. Oszustwo asekuracyjne jako jeden z przejawów prze­stęp­czości ubezpieczeniowej. Warszawa: Lex a WoltersKluwer business.

Jaroch, Waldemar. 2002. Przestępczość na rynku ubezpieczeń. Warszawa: Wydaw­nictwo Poltext.

Kaliński, Janusz, i Zbigniew Landau. 1999. Gospodarka Polski w XX wieku. Warszawa: Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne.

Landau, Zbigniew, i Jerzy Tomaszewski. 1986. Zarys historii gospodarczej Polski (1918-1939). Warszawa: Książka i Wiedza.

Mayzel, Bronisław. 1900. Przegląd historyczny rozwoju instytucyj ubezpieczeń w Królestwie Polskiem: z dodaniem obrazu bibliograficznego polskiej literatury ase­kura­cyjnej. Warszawa: nakł. aut.: skł. gł. w Księgarni i Składzie Nut Kon­stantego Treptego.

Rogowski, Mieczysław. 1932. „Walka z podpaleniami.” Przegląd Ubezpiecze­niowy [Czasopismo poświęcone sprawom ubezpieczeniowym i ekonomicznym. Organ Związku Prywatnych Zakładów Ubezpieczeniowych w Polsce] 11 (3-4):5.

Rosiński, Lucjan. 1930. Pożary w województwie poznańskim w latach 1919-1929. Poznań: Wydawnictwo Krajowego Ubezpieczenia Ogniowego w Pozna­niu.

Sójka-Zielińska, Katarzyna. 2011. Historia prawa. Warszawa: LexisNexis Sp. z o.o.

Szczęśniak, Marian. 2003. Zarys dziejów ubezpieczeń na ziemiach polskich. War­szawa: Wyższa Szkoła Ubezpieczeń i Bankowości.

Zdziechowski, Jerzy. 1925. Finanse Polski w latach 1924 i 1925. Warszawa: In­stytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska”.

 

Przestępstwa ubezpieczeniowe w międzywojennej Polsce

Streszczenie

Artykuł stanowi próbę przedstawienia problemu oszustw ubezpieczeniowych, z jakimi borykali się ubezpieczyciele w Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym. Autor definiuje oszustwo ubezpieczeniowe i przedstawia przyczyny powstawania tego zjawiska. Analizuje wpływ gospodarki na rynek ubezpieczeń oraz zależność pomiędzy zmianami występującymi w gospodarce, a ilością oszustw ubezpiecze­nio­wych. W artykule autor ukazuje zmagania ubezpieczycieli z różnego rodzaju oszust­wami, gdzie pierwszeństwo stanowi podpalenie mienia mające na celu wyłudzenie odszkodowania. Poza teorią, autor przedstawia wiele spraw prowadzonych przez organa śledcze i sądy powszechne, dotyczących oszustw ubezpieczeniowych. Dok­ładnej analizie poddano sposoby, jakimi ubezpieczyciele zabezpieczali się przed zjawiskiem wypłaty nienależnego odszkodowania, a także – w jaki sposób re­kom­pensowali poniesione już straty. Analizie poddano również przepisy karne obo­wią­zujące w dwudziestoleciu. Wskazano również na działalność prewencyjną ubez­pie­czycieli prowadzoną łącznie ze strażami ogniowymi oraz specjalnie przygoto­wa­ny­mi do walki z oszustwami ubezpieczeniowymi jednostkami policji. Na koniec oce­nie poddano konsekwencje ekonomiczne oszustw ubezpieczeniowych i wysnuto wniosek, że z jednej strony z oszustwami asekuracyjnymi należy walczyć wszystkimi możliwymi sposobami, aby ograniczyć jego występowanie do minimum, zaś z dru­giej strony, że z patologią występującą na rynku ubezpieczeniowym w całości wyg­rać nie można.

Słowa kluczowe: oszustwo ubezpieczeniowe, oszustwo asekuracyjne, odszko­do­wanie, podpalenie wyłudzenie, ubezpieczyciel, historia ubezpieczeń, dwu­dzie­sto­lecie

 

Insurance Crime in Inter-War Poland

Summary

This article is an attempt to introduce the problem of insurance fraud faced by Polish insurers during the twenty-year period between World Wars I and II. The author defines insurance fraud and posits causes of the origination of this phe­no­menon. It shows the influence of the economy on the insurance market and the in­terdependence between economic changes and the amount of insurance fraud. In the article, the author portrays the insurers’ struggles with different forms of fraud, most frequently arson with a goal of swindling compensation. In addition to theo­ry, the author introduces a number of cases conducted by investigatory agencies and judicial courts regarding insurance fraud. A precise analysis is presented of the ways in which insurers guarded against payment of undue compensation, and the method in which they compensated for losses. Additional analysis is made of the criminal regulations operating in the inter-war period. The author also portrays the preventive measures taken by insurers along with firefighters and police who were specially prepared to fight against insurance fraud. Finally, an estimate is made of the economic consequences of insurance fraud, and the conclusion is made that on the one hand it is necessary to fight against insurance fraud with every possible means in order to limit its occurrence to a minimum, while on the other hand, it is impossible to completely win against the pathology existing in the insurance mar­ket.

Key words: insurance fraud, compensation, arson, insurer, history of insurance, Inter-War Poland

Information about Author: Wojciech Kasperski, Ph.D. Student in Department of History of Judicial Proceedings, Faculty of Law, Canon Law and Adminis­tration at the John Paul II Catholic University of Lublin, ul. Szpitalna 40, 22-100 Chełm, Poland, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



[1] W. Jaroch, Przestępczość na rynku ubezpieczeń, Warszawa: Wydawnictwo Poltext, 2002, s. 35 n.

[2] L. Rosiński, Pożary w województwie poznańskim w latach 1919-1929, Poznań: Wy­daw­nictwo Krajowego Ubezpieczenia Ogniowego w Poznaniu, 1930, s. 5 n.

[3] Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych: Sprawozdanie rachunkowe za rok 1921 [Warszawa: Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1922]; Sprawozdanie za la­ta 1923-1924 i bilans w złotych na dzień 1 stycznia 1925 roku [Warszawa: Polska Dy­rekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1925]; Sprawozdanie za rok 1925 [Warszawa: Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1926]; Sprawozdanie za rok 1926 [Warszawa: Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, 1927].

[4] Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych: Sprawozdanie za rok 1928 [War­sza­wa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1929]; Sprawozdanie rachun­ko­we za rok 1929 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1930]; Sprawozdanie rachunkowe za rok 1930 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1931]; Sprawozdanie rachunkowe za rok 1931 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1932]; Sprawozdanie rachunkowe za rok 1932 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1933]; Sprawozdanie rachunkowe za rok 1933 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wza­jem­nych, 1934]; Sprawozdanie rachunkowe za rok 1934 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1935]; Sprawozdanie rachunkowe za rok 1937 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1938].

[5] Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych: Sprawozdanie statystyczne za rok 1928 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1928]; Spra­woz­danie statystyczne za rok 1929 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wza­jemnych, 1930]; Sprawozdanie statystyczne za rok 1930 [Warszawa: Powszechny Za­kład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1931]; Sprawozdanie statystyczne za rok 1931 [War­szawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1932]; Sprawozdanie sta­ty­styczne za rok 1932 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1933]; Sprawozdanie statystyczne za rok 1933 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubez­pieczeń Wzajemnych, 1934]; Sprawozdanie statystyczne za rok 1934 [Warszawa: Po­wszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1935]; Sprawozdanie statystyczne za rok 1935 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1936]; Spra­wozdanie statystyczne za rok 1936 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1937]; Sprawozdanie statystyczne za rok 1937 [Warszawa: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, 1938].

[6] Na terenie województwa poznańskiego ubezpieczyciel – Krajowe Ubezpieczenie Ogniowe – odnotował w 1922 r. jedynie 904 pożary, zaś w 1919 r. – 1489 po­ża­rów, w 1920 r. – 1434 pożary, a w 1921 r. – 1394 pożary. Rosiński, Pożary w woje­wództwie poznańskim, s. 5 n.

[7] Ustawa z dnia 23 czerwca 1921 r. o przymusie ubezpieczenia budowli od ognia i Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych, Dz. U. Nr 64, poz. 395.

[8] Szerzej zob.: J. Zdziechowski, Finanse Polski w latach 1924 i 1925, Warszawa: In­stytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska”, 1925, s. 13 n. oraz J. Kaliński, Z. Lan­dau, Gospodarka Polski w XX wieku, Warszawa: Polskie Wydawnictwo Ekono­miczne, 1999, s. 71 n.

[9] Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za lata 1923-1924, s. 6.

[10] Por. Z. Landau, J. Tomaszewski, Zarys historii gospodarczej Polski (1918-1939), War­szawa: Książka i Wiedza, 1986, s. 102 n.

[11] Rosiński, Pożary w województwie poznańskim, s. 8.

[12] Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za lata 1923-1924, s. 9.

[13] [brak inf. o autorze], Ponura tragedja rodzinna. Zwyrodniały ojciec wymordował całą ro­dzi­nę, „Nowy Kurjer” nr 235 z 10 października 1930 r., s. 6.

[14] [brak inf. o autorze], Służba śledcza. Podręcznik dla użytku policji państwowej, War­sza­wa: Skład główny w Księgarni F. Hoesicka, 1923, s. 105.

[15] Rosiński, Pożary w województwie poznańskim, s. 8.

[16] M. Rogowski, Walka z podpaleniami, „Przegląd Ubezpieczeniowy” [Czasopismo poświęcone sprawom ubezpieczeniowym i ekonomicznym. Organ Związku Pry­watnych Zakładów Ubezpieczeniowych w Polsce], Rok XI (1932), z. 3-4, s. 5.

[17] [brak inf. o autorze], Kronika krajowa, „Przegląd Ubezpieczeniowy” [Czasopismo poświęcone sprawom ubezpieczeniowym i ekonomicznym. Organ Związku Pry­watnych Zakładów Ubezpieczeniowych w Polsce], Rok X (1931), z. 4, s. 28.

[18] [brak inf. o autorze], Pożar fabryki w Łodzi, „Ilustrowana Republika” nr 248 z 11 września 1931 r., s. 2 oraz [brak inf. o autorze], Frenkiel stanie przed sądem doraźnym, „Ilustrowana Republika” nr 249 z 12 września 1931 r., s. 1.

[19] Rogowski, Walka z podpaleniami, s. 4.

[20] Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych została zreorganizowana rozpo­rzą­dzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 10 października 1924 r. o reor­ga­ni­zacji Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych (Dz. U. Nr 92, poz. 862) i otrzymała naz­wę: Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych.

[21] Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1929, s. 9 n.

[22] Tamże.

[23] Por. dane z Tabela nr 1.

[24] Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1930, s. 11 n.

[25] Rogowski, Walka z podpaleniami, s. 6.

[26] Sygn. akt III. 1. K. 25/30/49.

[27] Kronika krajowa, s. 28.

[28] Tamże.

[29] [brak inf. o autorze], O samobójstwie w ubezpieczeniach na życie i od nieszczęśliwych wy­padków, „Przegląd Ubezpieczeniowy” [Czasopismo poświęcone sprawom ubez­pieczeniowym i ekonomicznym. Organ Związku Prywatnych Zakładów Ubez­pieczeniowych w Polsce], Rok XI (1932), z. 6, s. 41-42.

[30] [brak inf. o autorze], Afera ubezpieczeniowa jakiej jeszcze nie było, «Gazeta Codzienna „Zie­mia Radomska”» nr 198 z 30 sierpnia 1931 r., s. 4.

[31] O samobójstwie w ubezpieczeniach, s. 42.

[32] Rogowski, Walka z podpaleniami, s. 6.

[33] Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 27 maja 1927 r. o przymusie ubezpieczenia od ognia i o Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń Wzajemnych, Dz. U. Nr 46, poz. 410.

[34] Na przełomie lat trzydziestych liczba straży pożarnych wynosiła ponad 8 000, tak że na każdy powiat przypadało średnio około 40 straży, gdy w pierwszych latach po wojnie w wielu powiatach nie było ani jednej straży. Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, Sprawozdanie rachunkowe za rok 1929, s. 18 n.

[35] Tamże, s. 17 n.

[36] [brak inf. o autorze], Walka z podpaleniami na zachodzie Polski, „Przegląd Ubez­pie­czeniowy” [Czasopismo poświęcone sprawom ubezpieczeniowym i ekono­micz­nym. Organ Związku Prywatnych Zakładów Ubezpieczeniowych w Polsce], Rok XI (1932), z. 5, s. 57-59.

[37] Tamże.

[38] K. Sójka-Zielińska, Historia prawa, Warszawa: LexisNexis Sp. z o.o., 2011, s. 622.

[39] Kodeks karny Rzeszy Niemieckiej z dnia 15 maja 1871 r. z późniejszymi zmia­na­mi i uzu­pełnieniami po rok 1918 wraz z ustawą wprowadczą do kodeksu karnego dla Związku Pół­nocno-Niemieckiego (Rzeszy Niemieckiej) z dnia 31 maja 1870 r. przekł. urzędowy De­partamentu Sprawiedliwości Ministerstwa B. Dzielnicy Pruskiej.

[40] Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 2 września 1931 r. o wprowadzeniu po­stępo­wania doraźnego, Dz. U. Nr 79, poz. 622.

[41] M. Szczęśniak, Zarys dziejów ubezpieczeń na ziemiach polskich, Warszawa: Wyższa Szkoła Ubezpieczeń i Bankowości, 2003, s. 226.

[42] Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 19 marca 1928 r. o po­stę­po­wa­niu doraźnym, Dz. U. Nr 33, poz. 315.

[43] Frenkiel stanie przed sądem doraźnym, s. 1.

[44] Jaroch, Przestępczość na rynku ubezpieczeń, s. 63.

[45] K. Buczkowski, Oszustwo asekuracyjne jako jeden z przejawów przestępczości ubez­pie­cze­niowej, Warszawa: Lex a WoltersKluwer business, 2015, s. 19.

[46] B. Mayzel, Przegląd historyczny rozwoju instytucyj ubezpieczeń w Królestwie Polskiem: z do­daniem obrazu bibliograficznego polskiej literatury asekuracyjnej, Warszawa: nakł. aut.: skł. gł. w Księgarni i Składzie Nut Konstantego Treptego, 1900, s. 18 n.

[47] Tamże.

[48] Jaroch, Przestępczość na rynku ubezpieczeń, s. 66.

Zbrodnia Wołyńska stanowiła jedną z najbardziej nieludzkich zbrodni popełnionych w XX w. w okresie II Wojny Światowej, a skie­rowanej wobec ludności cywilnej – wobec Polaków. Postrzeganie tra­gicznych zdarzeń i faktów na Wołyniu z punktu obowiązujących prze­pisów prawa w Polsce nie budzi aktualnie żadnych wątpliwości. Zbrodnia ta jest kwalifikowana jako zbrodnia ludobójstwa. Wie­lo­krot­nie podczas dyskursu społecznego w różnych wystąpie­niach po­lemicznych w aspekcie faktu zbrodni narracyjnie przedsta­wiano te tragiczne wydarzenia w różny, niejednokrotnie odmienny spo­sób. Ist­nieją bowiem różnice w sposobie opisywania Zbrodni Wołyń­skiej i jej oceniania z punktu widzenia historii przez historyków i oceny praw­nej dokonywanej przez prawników. Dlatego też warto jest podjąć skromną próbę uporządkowania pojęć w tej kwestii.

1. Odmienności terminologiczne używane przez historyków

i prawników w aspekcie Zbrodni Wołyńskiej

Historycy czerpią wiedzę z konkretnych źródeł archiwalno-histo­rycznych. Postrzeganie i ocena wydarzeń Zbrodni Wołyńskiej przez historyków polskich i ukraińskich jest i bywa zróżnicowana. „Histo­rycy ukraińscy poruszając ten temat mówią o Tragedii Wołynia, Kon­flikcie Polsko-Ukraińskim czy Wołyńskiej Tragedii, czy wzajemnej krwawej masakrze. Polscy historycy używają zgoła innych terminów takich jak – masakra… eksterminacja, ludobójstwo”[1]. Historycy mó­wiąc narracyjnie o wydarzeniach wołyńskich przekazują nam swoje nastawienie emocjonalne do opisywanych wydarzeń i swoją opinię historyczną opartą na zdobytej wiedzy historyczno-archiwalnej.

Prawnika niewątpliwie odmiennie, niż to przedstawiono wyżej, obowiązuje dyscyplina zawodowo-wewnętrzna, związana ze ścisłym i precyzyjnym stosowaniem określonych terminów. Prawnik opiera się na definicjach ustawowych przewidzianych dla danej kategorii czy­nów. Nie ma to nic wspólnego z jego stosunkiem osobistym czy emo­cjonalnym i tak, albo dany czyn nosi znamiona opisane w danym przepisie, albo nie. W sytuacji, gdy prawnik badając dane wydarzenie stwierdza, że spełnia ono wszystkie znamiona opisanego w danym akcie normatywnym czynu, który ustawa nazywa ludobójstwem, dal­sze dyskusje w zasadzie są bezpodstawne. Można co najwyżej rozwa­żać, czy prokurator zakwalifikował dany czyn poprawnie czy też wadli­wie. Prawnik nie może uciekać od prawdy poprzez używanie łagodniejszych sformułowań określających dany czyn czy zdarzenie. Będąc urzędnikiem państwowym ma obowiązek skupiać się na fak­tach, a następnie nazywać je przy pomocy odpowiednich instrumen­tów praw­nych określonych przepisami ustaw. Prokurator, podobnie jak historyk, bada dostępne źródła – dotyczące zbrodni, tj. doku­men­ty, złożone relacje bezpośrednie i pośrednie, etc. W pierwszej jednak kolejności, w prowadzonych śledztwach, opiera się na zeznaniach naocznych świadków, gromadzi dowody z tzw. osobowych źródeł dowodowych. Niejednokrotnie są to zeznania osób, które uzyskały w śledztwach Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Pol­skiemu status osób pokrzywdzonych. Można mieć zastrzeżenia co do szczegółowości, kompletności zeznań składanych po tylu latach od tragicznych wydarzeń itd. Niewątpliwie jednak mają one jeden walor – składane są pod przysięgą przed niezależnym organem prokurator­skim. Świadek, pod groźbą odpowiedzialności prawnej składa relacje prokuratorowi – niejednokrotnie odmiennie niż wówczas, gdy od­biera notację historyk. Materiał gromadzony przez prokuratora jest kalką, kliszą obiektywnej prawdy, a przynajmniej taki być powinien. Można mieć nieodparte wrażenie, że od historyka w dzisiejszych cza­sach oczekuje się analizy sytuacji oraz wyciągania wniosków. Nie jest on już kronikarzem. Oczekuje się też, aby w swojej ocenie opowie­dział się po jednej ze stron i wskazał, kto jest ofiarą, a kto katem. To z kolei niesie ze sobą niebezpieczeństwo relatywizmu. Śledztwa pro­ku­ratorskie prowadzone w Instytucie Pamięci Narodowej, przez nie­których określane „śledztwami historycznymi”, dążą do ustalenia prawdy obiektywnej i są odwrotnością pokusy postawy relatywistycz­nej co do ustalania perspektywy oceny tych historycznych wydarzeń. Bez względu na to, jak gorący będzie dyskurs społeczno-polityczny, np. na kanwie filmu „Wołyń”, i jaka będzie wielka ilość „narracji histo­rycznych”, prokurator będzie niezmiennie realizował obowiązki wynikające z obowiązującego prawa i złożonej przysięgi w interesie Państwa Polskiego – Rzeczpospolitej Polskiej.

2. Polskie prawo kwalifikuje Zbrodnię Wołyńską

jako ludobójstwo

W polskim prawie karnym regulacja karno-prawna dotycząca ludo­bójstwa znajduje się w art. 118 kodeksu karnego[2], w którym ustawo­dawca postanowił: „§ 1. Kto w celu wyniszczenia w całości albo w części grupy narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyzna­nio­wej lub grupy o określonym światopoglądzie, dopuszcza się za­bój­stwa albo powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu osoby należącej do ta­kiej grupy podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolność”. W § 2 wskazano, że kto w celu określonym § 1, stwarza dla osób należących do takiej grupy warunki życia gro­żące jej biologicznym wyniszczeniem, stosuje środki mające służyć do wstrzymania urodzeń w obrębie grupy lub przymusowo odbiera dzie­ci osobom do niej należącym podlega karze pozbawienia wolno­ści na czas nie krótszy od lat 5 albo larze 25 lat pozbawienia wolności. Da­lej, w § 3 tego samego artykułu ustawodawca statuuje: „Kto czyni przygotowania do przestępstwa określonego w § 1 lub 2, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3”.

Zacytowany wyżej artykuł polskiego kodeksu karnego jest od­zwier­ciedleniem prawnym faktu ratyfikowania przez Rzeczpospo­litą Polską Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludo­bój­stwa, zgodnie z ustawą z dnia 18 lipca 1950 r.[3] Konwencja została uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 9 grudnia 1948 r. i weszła w życie w 1951 r. Jej stronami sygnata­riuszami jest 147 państw[4]. Według tejże Konwencji, ludobójstwem jest „jakikolwiek z następujących czynów dokonany w zamiarze znisz­czenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich a) zabójstw członków grupy, b) spo­wo­do­wa­nie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicz­nego członków grupy, c) rozmyślnego stworzenie dla człon­ków gru­py warunków życia obliczonych na spowodowanie ich całko­witego lub częściowego zniszczenia fizycznego, d) stosowania środ­ków, któ­re mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy”[5]. Kon­wencja uznaje ludobójstwo, popełnione zarówno w czasie wojny, jak i pokoju stanowiące zbrodnię w obliczu prawa międzynarodo­wego. Karze podlega zarówno ludobójstwo, jak i zmowa w celu jego popełnienia, bez­po­śred­nie i publiczne podżeganie, usiłowanie i współudział. Os­kar­żeni mają być sądzeni przed sądami państwa, na którego teryto­rium czyn został popełniony, lub przez międzynarodowy trybunał karny powołany przez strony Konwencji.

W myśl Konwencji z 1968 r. o niestosowaniu przedawnienia wo­bec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości[6] (przyjętej z ini­cja­tywy Polski), ludobójstwo zostało załączone do katalogu zbrodni, które nie ulegają przedawnieniu, nawet jeśli taki czyn nie stanowi naruszenia prawa wewnętrznego kraju, w którym został popeł­niony. Ludobójstwo zostało również włączone do projektu kodeksu zbrodni przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu ludzkości, przyjętego w 1996 r. przez Komisję Prawa Międzynarodowego ONZ[7].

3. Geneza – wpływ polskiej myśli prawnej na współczesne

ustawodawstwo w sprawie zbrodni ludobójstwa

Polska myśl prawnicza miała niebagatelny wpływ na kształtowanie się nie tylko polskiego, ale i międzynarodowego prawa karnego w sprawie zbrodni ludobójstwa.  Stanowiska i poglądy polskich myśli­cieli oraz pewne istotne konflikty międzynarodowe miały wpływ na kształt polskiego ustawodawstwa w sprawie ludobójstwa oraz pojęć, jakich aktualnie używa się do opisywania tego rodzaju zbrodni. Na marginesie należy wskazać, że kwestia ta nie tylko wynikała z postaw patriotycznych, czy braku akceptacji do uznania za w ogóle możliwe, że przedstawiciele narodów europejskich mogli dopuszczać się tak potwornych zbrodni – ale w istocie stanowiła obowiązek dążenia do prawdy obiektywnej i prawnego ustalenia oraz zdefiniowania zaistnia­łych tragicznych faktów. Aby zrozumieć różnice terminologiczne nieodzowne jest odwołanie się do historii myśli prawnej dotyczącej prawa narodów i prawa naturalnego.

Doktryna prawa narodów (ius gentium) odwołująca się w istocie do prawa naturalnego powstała już w średniowieczu. Do jej zapoczątko­wania, a de facto powstania, przyczynili się Polacy: Paweł Włodkowic, Stanisław ze Skarbimierza czy Maciej z Lubieszyna na kanwie istnieją­cego zatargu i wojny z zakonem krzyżackim. Między innymi to wyżej wymienieni wybitni przedstawiciele polskiej myśli prawniczej byli twórcami doktryny prawa narodów, zaś badania mediewistyczne po­twierdzają jedynie, że doktryna ta powstała 150 lat wcześniej niż wyra­żona została przez filozofa, myśliciela i prawnika Hugo Grocju­sza, powszechnie uważanego przez filozofów prawa za twórcę prawa narodów.

Prawo narodów wskazuje, że źródłem wszelkich norm prawnych jest natura człowieka odzwierciedlająca te zasady i normy postępowa­nia, które są wrodzone wszystkim ludziom. W dużym uproszczeniu mogliśmy sprowadzić założenia tej doktryny do tez: nie czyń innym czego nie chcesz, aby tobie czyniono oraz czyń innym to, co chciał­byś, aby inni tobie czynili. Urodzony w 1370 r. Paweł Włodkowic potępiał militaryzm i ludobójstwo realizowane przez państwo krzy­żac­kie i już wówczas na płaszczyźnie prawno-międzynarodowej wzy­wał do ścigania i karania takich zbrodni, kilka wieków później nazwa­nych zbrodnią ludobójstwa, a które znalazły swój wyraz w usta­wo­dawstwie międzynarodowym dopiero w XX w., po doświadcze­niach II Wojny Światowej i dzięki ogromnemu poświęceniu i pracy nauko­wej innego wielkiego Polaka prof. Rafała Lemkina.

Wynikające z ius gentium prawa człowieka to przede wszystkim pra­wo do życia i jego ochrony. Władkowic wyrażał przekonanie, że wszel­kie prawo musi mieć u swoich podstaw uznanie życia za wartość fundamentalną, wymagającą poszanowania i ochrony. Odwoływał się do generalnych wskazówek prawa naturalnego, do Dekalogu i do obowiązującego chrześcijan prawa miłości[8].

Druga kwestia dotyczy zasadniczego zwrotu w podejściu prawni­czym i myśli prawniczej od aksjomatów pozytywistycznych XIX i XX w. Nastąpiło to po doświadczeniach najbardziej z haniebnych i okrut­nych wojen – II Wojny Światowej, podczas której dokonano m.in. Zbrodni Wołyńskiej. Chodzi o zwrot w kierunku uwzględnienia wpływu obowiązywania prawa naturalnego. To właśnie podczas pro­cesu w Norymberdze nastąpił przełom dotyczący kwalifikowania odpowiedzialności sprawców zbrodni ludobójstwa. Chociaż w samym wyroku nie użyto pojęcia „ludobójstwa”, opisywał on dość dokładnie to, co w istocie było tą zbrodnią. Lemkin pisał później: „Dowody do­starczone w procesie norymberskim dały wielkie wsparcie dla idei lu­dobójstwa”[9].

W 1946 r. społeczność międzynarodowa, dokonując w trakcie pro­cesu norymberskiego rozrachunku z prawem obowiązującym w cza­sie wojny, jednoznacznie potępiła takie rozumienie prawa stanowio­nego pozytywnego (pozytywistycznego), które dopuszczało i uspra­wie­dliwiało popełnianie zbrodni w imię obłędnych ideologii. Uwzględ­niono natomiast w orzekaniu ponadczasową moc prawa na­turalnego i wynikających z tego prawa aksjomatów. Oskarżyciele w procesie norymberskim wielokrotnie powoływali się na ludobój­stwo, uznając je jednak za kwalifikowaną formę zbrodni przeciw ludz­ko­ści[10]. Dostrzeżone zostały również poglądy (nomen omen) Niemca, profe­sora prawa Gustawa Radbrucha, którego zdaniem – w przy­pad­ku, gdy sprzeczność staje się nie do zniesienia – prawo pozytywne musi ustąpić przed sprawiedliwością.

Jedynie w kontekście tych dwóch obszarów – prawa naturalnego (ius naturale) i prawa narodów (ius gentium) – dających podstawy i egze­gezę uniwersalnych wartości, jakimi są prawda i sprawiedliwość, można i należy we właściwych proporcjach rozumieć skalę, charakter i znaczenie zbrodni dokonanych na Wołyniu.

4. Karno-prawna ocena Zbrodni Wołyńskiej

Prokuratorzy Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Pol­skiemu dokonują prawno-karnej oceny czynów popełnionych na Wo­łyniu. Przyjmują kwalifikację prawną tych wydarzeń sięgając, jak już wspomniano, do prawa międzynarodowego, czyli do Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, której Polska jest stroną, oraz do prawa polskiego – art. 118 k.k. W praktyce, pro­kurato­rzy Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Pol­skiemu posiłkują się – uzupełniając kwalifikację prawną czynu – przepi­sem art. 3 ustawy o IPN, w którym doprecyzowano, że „Zbrod­niami prze­ciwko ludzkości są w szczególności zbrodnie ludo­bójstwa w rozumie­niu Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, przyjętej w dniu 9 grudnia 1948 r. (Dz. U. z 1952 r., poz. 9, 10 i 213 oraz z  1998 r. poz. 177), a także inne po­ważne prześladowanie z po­wodu przynależności osób prześladowa­nych do określonej grupy na­rodowościowej, politycznej, społecznej, rasowej lub religijnej, jeżeli były dokonywane przez funkcjonariuszy publicznych albo przez nich inspirowane lub tolerowane”[11]. Śledztwa w sprawach zbrodni wo­łyń­skich mają niezwykle skomplikowany cha­rakter, ponieważ zarówno ofiar, jak i sprawców zbrodni było bardzo wielu. Okoliczność ta wy­maga dokonania precyzyjnej oceny przez prokuratora poszcze­gól­nych zdarzeń mordów i innych zbrodni, wszechstronnie zarówno co do istoty zbrodni, zamiaru sprawców, jak i jej form stadialnych, zja­wiskowych oraz skutków. Dokonując oceny prawno-karnej czynu nie można zapominać o masowym charakterze zbrodniczego i nie­ludz­kiego zjawiska, jakie miało miejsce na Woły­niu. Masowy charakter dokonywanych zbrodni ludobójstwa determi­nuje konieczność indy­widualizowania winy sprawców, co do tych którzy wydawali polecenia i rozkazy, a także innych uczestników – sprawców w aspekcie przy­go­towania, kierowania akcją ekstermina­cyjną i jej bezpośredniego wyko­nywania.

Na podstawie zakresu art. 118 k.k. chroniona jest najważniejsza i uniwersalna wartość człowieka, jaką jest życie oraz zdrowie ludzi. Zbrodnia określona tym przepisem może być popełniona w zamiarze bezpośrednim oraz kierunkowym [§ 1 – w celu wyniszczenia (…), § 2 – w celu określonym (…)]. W zależności od sposobu (formy, metody, taktyki) działania sprawców, wyróżnia się dwie formy lu­do­bójstwa określone w paragrafie 1 i 2, zaś cel jest w istocie taki sam, ja­ki chce osiągnąć sprawca. Działania sprawcy(ów) – czynności spraw­cze – skierowane są wobec ludzi wchodzących w skład grupy naro­do­wej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej czy grupy o określo­nym światopoglądzie. Zbrodnia z art. 118 § 1 k.k. jest typem kwali­fi­kowa­nym – „dopuszcza się zabójstwa albo powoduje ciężki uszczer­bek na zdrowiu”, ponieważ w działaniu sprawcy(ów) inna jest mo­ty­wacja niż określona przepisami art. 148 k.k. (zabójstwo) czy art. 156 k.k. (cięż­kie uszkodzenie ciała). Paragraf 3 penalizuje formę stadialną tej zbrodni – przygotowanie zbrodni ludobójstwa. Przygotowanie może polegać na planowaniu zbrodni, gromadzeniu informacji i środków do jej popełnienia, podejmowania czynności spiskowych czy strate­giczno-politycznych. Sygnalnie należy wspomnieć, że art. 119 k.k. ty­pizuje również przestępstwo zbrodni, ale zbrodni prze­ciw­ko ludzko­ści, które to bezprawne zachowanie mieści się w lżejszym aspek­cie działania niż zbrodnia ludobójstwa, chociaż łączy się celem działania sprawcy(ów) wobec grupy osób o określonych przymiotach.

Można w tym miejscu podjąć próbę refleksji, czy działania spraw­ców w aspekcie Zbrodni Wołyńskiej było realizowaniem celu zamie­rzonego, a określonego w przepisie, tj. zabójstw Polaków, ekstermina­cji ludności polskiej, czy też cel ten był bardziej daleko idący w po­staci uzyskania terenów poprzednio zamieszkiwanych przez ludność polską jako terenów czystych etnicznie. Należałoby się skłaniać do tego, iż w tym konkretnym studium zbrodni, celem sprawców po­przez swoje zbrodnicze zachowanie było osiągnięcie jeszcze dodatko­wego celu społeczno-polityczno-narodowego.

5. Perspektywa śledztw w sprawach Zbrodni na Wołyniu

Perspektywa śledztw w sprawie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu jest trudna do zdefiniowania. Prowadzonych było i jest kilkadziesiąt śledztw dotyczących zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjo­na­listów na Wołyniu. Podczas ich prowadzenia przesłuchano setki osób pokrzywdzonych, zgromadzono obszerny materiał dowo­dowo-archiwalny, poczyniono również w toku tych postępowań istotne us­talenia, co do całokształtu wydarzeń na Wołyniu, w tym roli i zakresu odpowiedzialności osób winnych tej zbrodni. Fakt stanowi­ska Pań­stwa Polskiego w aspekcie prowadzonych w tym obszarze śledztw w sprawie zbrodni na terenie byłego województwa wołyń­skiego II Rzeczypospolitej Polskiej znalazł swoje odzwierciedlenie w podję­tej uchwale sejmowej, gdzie Sejm RP wskazał, że zbrod­nia ta jest zbrodnią ludobójstwa[12]. W uchwale polskiego Sejmu napi­sano: „W lipcu 2016 roku przypada 73. rocznica apogeum zbrodni, której dokonały na ludności cywilnej Kresów Wschodnich II Rzeczpo­spo­litej Polskiej działające na tamtych terenach oddziały Orga­nizacji Uk­raińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstań­czej Armii (UPA), a także dywizja SS Galizien oraz inne ukraińskie formacje współpracujące z Niemcami. W wyniku popełnionego w latach 1943-1945 ludobójstwa zamordowanych zostało ponad sto tysięcy oby­wa­teli II Rzeczpospolitej Polskiej, głównie chłopów. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a wielu z nich wciąż nie docze­kało się godnego pochówku i upamiętnienia. Wśród zamordowanych obok Polaków byli także Żydzi, Ormianie, Czesi, przedstawiciele innych mniejszości narodowych, a także Ukraińcy, którzy stanęli po stronie ofiar (…)”, i dalej: „Ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały w sposób należyty upamięt­nione, a masowe mordy nie zostały nazwane zgodnie z prawdą hi­sto­ryczną ludobójstwem”[13].

***

Podsumowując, można i należy stwierdzić, że koncepcja prawna zbrodni ludobójstwa głęboko wrasta w polską myśl prawniczą. Obo­wiązujące przepisy prawa jednoznacznie wskazują, że zbrodnie po­peł­nione na Wołyniu w latach 1943-1945 były zbrodniami ludobój­stwa. Dyskutując o wydarzeniach na Wołyniu trzeba stale pamiętać o tym, że dla obydwu Narodów – polskiego i ukraińskiego – są to kwe­stie bardzo trudne i bolesne. Nie można jednak relatywizować prawdy. Zło należy ukarać bez względu na narodowość sprawców czy ofiar i to bez wyjątku, czy byli to obywatele polscy narodowości pol­skiej, czy też dotyczyło to obywateli polskich narodowości ukraiń­skiej. Prawda musi być wartością uniwersalną i pozostaje zawsze obiektywną.

Bibliografia

Źródła prawa

Konwencja o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości, przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zje­dno­czo­nych dnia 26 listopada 1968 r., Dz. U. z 1970 r. Nr 26, poz. 208 z późn. zm.

Obwieszczenie Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 8 wrze­ś­nia 2016 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o Instytucie Pamięci Na­rodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Dz. U. poz. 1575.

Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 22 lipca 2016 r. w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczpospolitej Polskiej w latach 1943-1945, M.P., poz. 726.

Ustawa z dnia 18 lipca 1950 r. o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do kon­wencji z dnia 9 grudnia 1948 r. o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, Dz. U. Nr 36, poz. 325.

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny, Dz. U. Nr 88, poz. 553 z późn. zm.

Literatura

Bednarek, Jerzy, Diana Boyko, Wanda Chudzik et al. 2012. Poland and Ukra­ine in the 1930s and 1940s. Documents from the Archives of the Se­cret Servi­ces. Łódź–Warsaw–Kiev: Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ści­gania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Od­dział.

Flemming, Marian, i Janina Wojciechowska. 1999. Zbrodnie wojenne. Przestęp­stwa przeciwko pokojowi, państwu i obronności. Rozdział XVI, XVII, XVII Ko­deksu karnego. Komentarz. Warszawa: Wydawnictwo C.H. Beck.

Wielgus, Stanisław. 1996. Polska średniowieczna doktryna ius Pentium. Lublin: Redakcja Wydawnictw KUL.

Wielgus, Stanisław. 1996. „Teoria ius gentium w średniowiecznej Pol­sce. Geneza, historia, twórcy, oryginalność, główne problemy.” Człowiek w Kulturze 8:23-58.

Wierczyńska, Karolina. 2010. Pojęcie ludobójstwa w kontekście orzecznictwa mię­dzy­narodowych trybunałów karnych ad hoc. Warszawa: Wydawnictwo Na­uko­we Scholar.

 

Zbrodnia Wołyńska – historia, pamięć, prawo

Streszczenie

Zbrodnia Wołyńska stanowiła jedną z najbardziej nieludzkich zbrodni po­peł­nionych w XX w. w okresie II Wojny Światowej, skierowaną wobec ludności cy­wil­nej – wobec Polaków. Czas trwania Zbrodni Wołyńskiej to lata 1943-1945. Spraw­cami tej zbrodni byli: Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich (OUN) oraz jej zbroj­ne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA). Pojęcie ludobójstwa zostało wpro­wadzone do polskiego prawa wewnętrznego w art. 118 § 1 kodeksu karnego z 1997 r. Zbrodnia Wołyńska posiada wszystkie cechy ludobójstwa wskazane w Konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludo­bój­stwa z 1948 r.

Słowa kluczowe: ludobójstwo, Zbrodnia Wołyńska, odpowie­dzialność karna

 

Volhynia Massacre – History, Memory, Law

Summary

The Volhynia Massacre was one of the most inhumane crimes committed in the twentieth century, during the Second World War, and directed against civilians – against Poles. The time frame of Volhynia Massacre was 1943-1945. The per­pe­tra­tors of the massacre were the Organization of Ukrainian Nationalists (OUN) and its military wing, called the Ukrainian Insurgent Army (UPA). Article 118 § 1 of the Polish Penal Code of 1997 introduced the notion of genocide into Polish domestic law. The Volhynian massacres have all the traits of genocide listed in the 1948 UN Convention on the Prevention and Punishment of the Crime of Genocide.

Translated by Agnieszka Romanko

Key words: genocide, Volhynia Massacre, criminal responsibility

Information about Author: Dariusz Gabrel, Ph.D., prosecutor, The Institute of National Rememberbrance – Commission of the Prosecution of Crimes against the Polish Nation, Warsaw, ul. Gen. A. Kosińskiego 3, 05-825 Grodzisk Mazowiecki, Poland, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



Dr Dariusz Gabrel, prokurator, Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa, ul. Gen. A. Kosińskiego 3, 05-825 Grodzisk Mazowiecki, Polska, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

[1] Poland and Ukraine in the 1930s and 1940s. Documents from the Archives of the Secret Ser­vices, ed. J. Bednarek, D. Boyko, W. Chudzik [et al.], Łódź–Warsaw–Kiev: Insty­tut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Pol­skiemu. Oddział, 2012, s. 351.

[2] Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny, Dz. U. Nr 88, poz. 553 z późn. zm. [dalej cyt.: k.k.].

[3] Ustawa z dnia 18 lipca 1950 r. o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do kon­wencji z dnia 9 grudnia 1948 r. o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, Dz. U. Nr 36, poz. 325.

[4] Dane zaczerpnięte ze strony Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża: https://ihl-databases.icrc.org/applic/ihl/ihl.nsf/Treaty.xsp?documentId=1507EE9200 C58C5EC12563F6005FB3E5&action=openDocument [dostęp: 5.11.2016].

[5] M. Flemming, J. Wojciechowska, Zbrodnie wojenne. Przestępstwa przeciwko pokojowi, państwu i obronności. Rozdział XVI, XVII, XVII Kodeksu karnego. Komentarz, War­szawa: Wydawnictwo C.H. Beck, 1999, s. 283 n.

[6] Konwencja o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości, przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych dnia 26 listopada 1968 r., Dz. U. z 1970 r. Nr 26, poz. 208 z późn. zm.

[7] http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3934257 [dostęp: 4.11.2016].

 

[8] Szerzej zob.: S. Wielgus, Polska średniowieczna doktryna ius gentium, Lublin: Redakcja Wydawnictw KUL, 1996; Tenże, Teoria ius gentium w średniowiecznej Polsce. Geneza, historia, twórcy, oryginalność, główne problemy, „Człowiek w Kulturze” 8 (1996), s. 23-58.

[9] Cyt. za: K. Wierczyńska, Pojęcie ludobójstwa w kontekście orzecznictwa międzynarodowych trybunałów karnych ad hoc, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2010, s. 20.

[10] Tamże, s. 27.

[11] Obwieszczenie Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 8 września 2016 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o Instytucie Pamięci Na­rodowej – Ko­misji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Dz. U. poz. 1575.

[12] Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 22 lipca 2016 r. w sprawie odda­nia hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczpospolitej Polskiej w latach 1943-1945, M.P., poz. 726.

[13] Tamże.

 

Rozwój technologiczny i społeczny powodują zmiany w postrze­ganiu i traktowaniu dóbr kultury. Od wielu lat trwa dyskusja doty­czą­ca sposobów korzystania z utworów chronionych prawem, oraz tak zwa­nej „wolnej kultury”[1], opartej na bezpłatnych licencjach i otwar­tych zasobach. Podobne postulaty wysuwane są w stosunku do nauki,
w kwestii nieodpłatnego dostępu do wyników badań finansowanych
ze środków publicznych, w szczególności w formie publikacji elek­tro­­nicznych. Dyskusja dotycząca sposobów korzystania z utworów toczy się przede wszystkim w zakresie prawa autorskiego, wypada jed­nak spojrzeć na ten problem także z perspektywy publicznego pra­wa gospodarczego, w kontekście wolności gospodarczej, zadań usta­wo­­dawcy i administracji publicznej w określaniu sposobów ko­rzy­stania z twórczości chronionej z poszanowaniem praw oraz interesów jej twórców.

Celem niniejszego opracowania jest analiza istoty opłaty repro­gra­ficznej w sferze nowoczesnych technologii, w szczególności odnośnie do korzystania z dóbr kultury za pomocą urządzeń przenośnych,
w kon­tekście trwającego od dłuższego czasu sporu producentów sprzę­tu elektronicznego i twórców. Opłaty reprograficzne obowiązują od wejścia w życie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
[2].
W os­tatnich latach są one coraz częściej krytykowane przez przed­się­biorców, dla których jawią się jako forma ograniczenia wolności gos­po­darczej. Z punktu widzenia twórców i zgodnie z obowiązującym prawem jest to rekompensata za korzystanie z utworów prawnie chro­nionych w ramach dozwolonego użytku osobistego. Szczególne istotne kontrowersje wzbudza rozszerzenie opłaty od czystych nośni­ków danych na smartfony i tablety umożliwia­jące zwielokrotnianie eg­zemplarzy utworów w formie plików.

1. Zasoby kultury w teorii dóbr publicznych

Punktem wyjścia do dalszych rozważań jest określenie, czym są za­soby kultury, na które w szczególności składają się utwory (ar­ty­s­ty­czne, naukowe) chronione prawem i eksploatowane na różnych po­lach, często zwielokrotniane w skali masowej. Jedna z nielicznych de­fi­nicji legalnych jest zawarta w ustawie o planowaniu i zagospodaro­waniu przestrzennym i określa ona, czym są dobra kultury współczesnej – „nie­będące zabytkami dobra kultury, takie jak pomniki, miejsca pa­mięci, budynki, ich wnętrza i detale, zespoły budynków, założenia ur­ba­nistyczne i krajobrazowe, będące uznanym dorobkiem współcześ­nie żyjących pokoleń, jeżeli cechuje je wysoka wartość artystyczna lub historyczna”[3] – to wąska kategoria związana z gospodarowaniem przes­trzenią. Znacznie szersze jest używane w literaturze pojęcie dzie­dzictwa kulturowego, które „obejmuje obiekty archeologiczne, arte­fak­ty, starożytne i współczesne budownictwo, muzea, archiwa, dzieła sztu­ki i tym podobne. Poza przedmiotami wytworzonymi przez czło­wieka, dziedzictwo obejmuje także niematerialne wartości, jak tra­dy­cje, wiedzę i umiejętności oraz dziedzictwo przyrodnicze (natu­ral­ne)”[4].

Istotną definicję zawiera konwencja o ochronie dóbr kulturalnych
w razie konfliktu zbrojnego
: „W rozumieniu niniejszej Konwencji uwa­ża się za dobra kulturalne, bez względu na ich pochodzenie oraz na oso­bę ich właściciela: a) dobra ruchome lub nieruchome, które posiadają wielką wagę dla dziedzictwa kulturalnego narodu, na przy­kład zabytki architektury, sztuki lub historii, zarówno religijne, jak świeckie; stano­wiska archeologiczne; zespoły budowlane posiadające jako takie zna­cze­nie historyczne lub artystyczne; dzieła sztuki, rę­ko­pi­sy, książki i in­ne przedmioty o znaczeniu artystycznym, historycznym lub archeo­lo­gicznym, jak również zbiory naukowe i poważne zbiory książek, ar­chi­waliów lub reprodukcji wyżej określonych dóbr; b) gma­chy, któ­rych zasadniczym i stosowanym w praktyce przeznacze­niem jest prze­chowywanie lub wystawianie dóbr kulturalnych ruchomych, ok­reś­lonych pod lit. a), na przykład muzea, wielkie biblioteki, skład­nice ar­chiwalne, jak również schrony mające na celu przechowywanie
w ra­zie konfliktu zbrojnego, dóbr kulturalnych ruchomych, określo­nych pod lit. a); c) ośrodki obejmujące znaczną ilość dóbr kul­tu­ral­nych określonych pod lit. a) i b), zwane w dalszym ciągu „ośrodkami za­bytkowymi”[5].

Niektóre dobra kultury można zaliczyć do grupy dóbr pub­licz­nych, czyli wytwarzanych przez sektor publiczny na potrzeby oby­wa­te­li, jednak nie jest to typowy przykład, jak ma to miejsce w przy­pad­ku policji czy służby zdrowia, których świadczenia zasadniczo są bez­płat­ne. Właściwsze wydaje się wskazanie zadań publicznych ad­mi­nistra­cji dotyczących kultury[6]. Ogromna część dóbr kul­tu­ry to dobra prywatne – jakkolwiek związane ze sferami kultury, sztu­ki i rozrywki, to wytwarzane przez sektor prywatny w celach ko­mer­cyj­nych; ewen­tua­lnie dobra wspólnotowe, czyli wytwarzane przez określo­ne zbio­ro­wości ludzkie na potrzeby swoich członków[7].

Aby wskazać miejsce dóbr kultury, wypada przypomnieć klasyczne kryteria wyróżnienia dóbr publicznych spośród innych. Dobra publi­czne „po pierwsze, cechują się nierywalizacyjnością konsumpcji, a to oznacza, że konsumpcja dobra publicznego przez daną jednostkę
nie umniejsza możliwości konsumpcji tego dobra przez kogoś innego oraz że konsumpcja danego dobra przez dodatkowe osoby wiąże się
z zerowymi kosztami krańcowymi; po drugie cechują się niewyklu­czal­­nością z konsumpcji, co oznacza, iż z konsumpcji dobra pub­licz­nego nie można wykluczyć nikogo i nie jest możliwe wyeliminowanie użytkowania danego dobra przez osoby, które nie ponoszą żadnych kosztów”. Pierwsze skojarzenie, jakie może się nasunąć na podstawie powyższych kryteriów, prowadzi do stwierdzenia, że dobra kultury udostępnione za darmo w Internecie spełniają kryteria dóbr publi­cznych pod warunkiem ich darmowego udostępnienia – upub­licz­nie­nie powinno odbywać się z poszanowaniem praw ich twórców (także wykonawców, producentów, etc.). Skoro – przynajmniej teoretycznie – każdy może z nich korzystać, to jedyne wykluczenie, występujące
w tej sferze to wykluczenie cyfrowe. W kwestii kosztów korzystania
z tych dóbr, mogą one być udostępniane za darmo (np. zdigita­li­zo­wane zbiory bibliotek czy filmotek). Z drugiej strony, należałoby się za­stanowić nad kwestią opłat za wstęp do muzeum – jeżeli zwie­dza­jący musi kupić bilet, to oglądane przez niego dobra kultury, w świetle powyższej definicji, niejako przestają być publiczne.

Zarysowana koncepcja dóbr publicznych, stanowiąca fundament ekonomii dobrobytu, ma pewne luki, z których najbardziej istotna do­tyczy owej dostępności dla każdego, która jest w praktyce nie­moż­liwa do zrealizowana. W polskim ustroju gospodarczym, obecnie już nie neoliberalnym, a od około 2001 r. bardziej opartym na zasadach interwencjonizmu, państwo nie może wycofać się ze swojej roli regu­la­cyjnej poprzez zaprzestanie wykonywania funkcji ochronnej w od­niesieniu do tak istotnej sfery aktywności ludzkiej, jaką jest kultura,
w szczególności jeśli chodzi o ochronę dziedzictwa, dorobku artysty­cznego i naukowego, realizacji misji instytucji kultury albo publicznej radiofonii i telewizji. Sformułowanie teorii dóbr publicznych wydaje się być spowodowane zawodnością rynku, ponadto szereg działań podejmowanych w tej sferze przez organy polskiej administracji jest skorelowanych z rozstrzygnięciami Unii Europejskiej.

W XXI w. czynnikami produkcji są już nie tylko ziemia, kapitał
i praca, jak miało to miejsce w ubiegłych stuleciach, zgodnie z uję­ciem klasycznej koncepcji Adama Smitha. Na rozwój współczesnego społeczeństwa, które zwykło się określać mianem informacyjnego, wpły­wają przede wszystkim informacja i własność intelektualna. Pra­wo autorskie, którego główne zręby powstały na początku XX w., zda­je się nie nadążać za rozwojem cywilizacyjnym. Rozpow­szech­nia­nie dóbr kultury, egzemplarzy utworów w postaci książek, czy fono­gra­mów, było stosunkowo łatwe do kontrolowania przed erą cyfrową – zanim zaczęto je kopiować i udostępniać w skali masowej za po­mo­cą Internetu. Często można spotkać się z poglądami, że kradzież
w In­ternecie to co innego niż kradzież rzeczy w świecie realnym – różnica polega na pozbawieniu autora, wykonawcy lub producenta po­tencjalnego zysku, a nie odebraniu czegoś, co już fizycznie posiada. Jednak, czy na pewno można zgodzić się ze stwierdzeniem, że „zbio­rowe organizacje zarządzania prawa autorskiego są dziś przeżytkiem. Nie służą żadnym twórcom poza gwiazdami”
[8]?

Pobieranie muzyki, filmów, nierzadko oprogramowania ze zła­ma­ny­­mi zabezpieczeniami z Internetu stało się zjawiskiem masowym,
nic więc dziwnego, że pojawiają się tezy, według których prawo au­tor­skie w cyberprzestrzeni jest martwe, ze względu na zjawiska określane w literaturze – ujmującej Internet jako dobro wspólne lub swoisty bas­tion wolności, a współdziałanie jego użytkowników jako „pro­du­k­cję partnerską” w „ekonomii daru”, który przynosi wzrost w miejsce kapitału przynoszącego zysk
[9]. 

2. Istota opłaty reprograficznej

Opłaty reprograficzne to, zgodnie z definicją opartą na orze­cze­niach Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, „opłaty pobie­ra­ne od podmiotów, które dysponują sprzętem, urządzeniami i noś­ni­kami zwielokrotniania cyfrowego i które z tego tytułu prawnie lub fak­tycznie udostępniają ten sprzęt osobom prywatnym”, oraz „opłaty pobierane od podmiotów, które świadczą tym sprzętem, urzą­dze­nia­mi i nośnikami usługi zwielokrotniania”[10]. Zostały one uregulowane w dyrektywie 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokre­wnych w społeczeństwie informacyjnym[11]. Dyrektywa dotyczy między innymi rozpowszechniania utworów – wspomniane są w niej wyjątki
i ograniczenia dotyczące prawa do zwielokrotniania i prawa do publi­cznego udostępniania utworu – są one dobrowolne i dotyczą
w szcze­­­gólności dziedziny publicznej. Przepisy krajowe mają zagwa­rantować godziwe rekompensaty dla właścicieli praw w przypadku trzech wyjątków, jakimi są: reprografia, użytek prywatny, emisje wy­ko­nywane przez instytucje społeczne. Zgodnie z przepisem art. 5 ust. 2 lit. b wspomnianej dyrektywy, państwo członkowskie może prze­wi­dzieć wprowadzenie wyjątków lub ograniczeń w odniesieniu do pra­wa zwielokrotniania utworów na dowolnych nośnikach przez osobę fizyczną do prywatnego użytku i do celów ani bezpośrednio, ani po­średnio handlowych, pod warunkiem że podmioty praw autorskich otrzymają godziwą rekompensatę, uwzględniającą zastosowanie lub niezastosowanie środków technologicznych (określonych w art. 6 dy­re­ktywy), w odniesieniu do danych utworów lub przedmiotów objętych ochroną.

Kolejnymi aktami normującymi stosowanie opłat reprogra­ficz­nych są: dyrektywa 2004/48/WE Parlamentu Europejskiego i Rady
z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie egzekwowania praw własności intele­ktu­a­l­nej
[12]. Podstawowe źródła prawa krajowego w tej materii to: usta­wa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, oraz roz­po­rządzenie Ministra Kultury z dnia 2 czerwca 2003 r. w sprawie okreś­le­nia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez producentów
i impor­te­rów
[13]. Zgodnie z rozporządzeniem, opłaty od urządzeń i noś­ni­ków wynoszą od 0,05% do 3% ich cen (wcześniej, od 1995 r. opłata ta wyno­si­ła 3% za wszystkie urządzenia i nośniki – nikt wówczas przeciwko niej nie protestował, jak miało to miejsce w latach 2014-2015).

W Polsce obowiązek wnoszenia opłat przez producentów i impor­te­­rów sprzętu elektronicznego wprowadzono na mocy art. 20 ustawy
o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w którym zawarto zasady po­dzia­łu środków z tych opłat pomiędzy: twórców, artystów wyko­naw­ców, producentów fonogramów i wideogramów, oraz wydaw­ców. Klu­­czowe znaczenie dla funkcjonowania systemu pobierania i roz­dzie­lania opłat reprograficznych ma art. 105 prawa autorskiego, który przyznaje organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi legitymację procesową w tym zakresie. Organizacja „mo­że się domagać udzielenia informacji oraz udostę­pnienia do­ku­mentów niezbędnych do określenia wysokości dochodzo­nych przez nią wynagrodzeń i opłat”.

W sferze audio-wideo pobieraniem i rozdzielaniem opłat repro­gra­ficznych należnych uprawnionym z mocy prawa podmiotom zaj­muje się kilka organizacji upoważnionych do tego rodzaju działal­no­ści przez ministra właściwego do spraw kultury. Stowarzy­szenie Au­to­rów ZAiKS reprezentuje kompozytorów, autorów tekstów piose­nek, dramaturgów, poetów i pisarzy (ale także autorów dzieł nauko­wych, scenarzystów, fotografików i plastyków). Stowarzyszenie Artys­tów Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych SAWP zrzesza głównie muzyków rejestrujących fonogramy, którym należne są tantiemy z tytułu publicznego korzystania z ich artystycz­nych wykonań. Związek Producentów Audio Video (ZPAV) chroni prawa majątkowe producentów nagrań. Stowarzyszenie Filmowców Polskich (SFP) reprezentuje prawa twórców i producentów filmów. Sto­warzy­szenie Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji (ZASP – czyli dawny Związek Artystów Scen Polskich) reprezentuje pra­wa artystów wykonawców – aktorów i artystów scenicznych.
W przy­padku skanerów, kserokopiarek i innych podobnych urządzeń reprografi­cznych właściwe są: Stowarzyszenie Zbiorowego Zarzą­dza­nia Prawami Autorskimi Twórców Dzieł Naukowych i Technicznych KOPIPOL oraz Stowarzyszenie Autorów i Wydawców „Polska Książ­ka” – na rzecz wydawców
[14].

Organizacje zbiorowego zarządzania nie tylko rozdzielają środki uzyskiwane z opłat pomiędzy twórców, ale także, mając formę praw­ną stowarzyszeń, realizują różnorodne cele statutowe, a przez to wspie­rają rozwój twórczości i kultury (np. fundując stypendia czy na­grody w konkursach artystycznych, stwarzając warunki do rozwijania warsztatu w domach pracy twórczej, sprawując opiekę nad emeryto­wanymi twórcami). Producenci i importerzy sprzętu elektronicznego, oprócz oficjalnej misji, czyli dostarczania nowoczesnych urządzeń elektronicznych, to podmioty komercyjne, których głównym celem jest osiągnięcie zysku, co obecnie nie zawsze idzie w parze z res­pek­to­waniem praw twórców do należnego im w świetle prawa wyna­gro­dzenia w postaci opłat reprograficznych. Trzeba jednak jasno stwier­dzić, że bez własności intelektualnej – poczynając od projektu danego urządzenia, przez jego oprogramowanie, kończąc na danych maga­zy­no­wanych w pamięci – te urządzenia nie miałyby racji by­tu.

Opłaty reprograficzne są często w potocznym języku oraz przez krytyków tej konstrukcji, mylnie określane jako „podatek od pi­ractwa”[15], jednak należy zaznaczyć, że takie sformułowanie jest przede wszystkim wewnętrznie sprzeczne, ponieważ tzw. „piractwo”
to nic innego jak forma kradzieży, czyli działanie nie mieszczące się
w granicach dozwolonego użytku osobistego, jakim jest np. wyko­na­nie kopii egzemplarza utworu na własny użytek. Dozwolonego użyt­ku nie można określić mianem piractwa, bo z tym mamy do czynienia
w przypadku osiągania zysku na sprzedaży nielegalnie skopiowanych egzemplarzy utworów, co potwierdza Ministerstwo Kultury. „Opłaty to rekompensata strat ponoszonych przez twórców, artystów wyko­naw­ców, producentów i wydawców w wyniku legalnego kopiowania utworów w ramach osobistego użytku. W związku z tym błędne jest ja­kiekolwiek łączenie tych opłat z piractwem, czyli nielegalnym ko­pio­­waniem utworów”
[16].

Opłata reprograficzna to nie podatek, który jako pojęcie prawne został uregulowany w Ordynacji podatkowej, zgodnie z którą jest
to „publicznoprawne, nieodpłatne, przymusowe oraz bezzwrotne świad­czenie pieniężne na rzecz Skarbu Państwa, województwa, po­wiatu lub gminy, wynikające z ustawy podatkowej”
[17]. Zarówno Try­bu­nał Konstytucyjny, jak i przedstawiciele doktryny, wskazują, że „za nie­konstytucyjne należałoby uznać takie obciążenie podatkowe, które prowadziłoby do zniszczenia źródła opodatkowania, tj. np. do za­prze­stania działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę”[18]. „Prze­pi­sy prawa podatkowego i prawa ubezpieczeń społecznych stanowią je­den z zasadniczych czynników ograniczających wolność gospo­dar­czą”[19], jednak w przypadku opłaty reprograficznej to oddziaływanie na sferę wolności gospodarczej jest niewielkie, a jej celu nie można określić mianem fiskalnego – opłata reprograficzna daje możliwość swobodne­go korzystania z dowolnych utworów prawnie chro­nio­nych, a nieokre­ślonych w sposób konkretny i jest uiszczana na rzecz twórców, a nie Skarbu Państwa.

Rekompensacyjny charakter opłaty reprograficznej potwierdza orzecz­nictwo. „Jednym z założeń dyrektywy było dążenie prawo­daw­cy unijnego do pogodzenia interesów posiadaczy praw z ogólnym in­te­resem publicznym, polegającym na powszechnej dostępności do ut­wo­rów chronionych prawem autorskim. Chodzi zatem o rekom­pen­satę ogólnie rozumianego uszczerbku całego środowiska podmio­tów, którym przysługują prawa autorskie lub prawa pokrewne”[20]. Takie uję­cie opłaty mogłoby sugerować jej publicznoprawny charakter, jed­nak Sąd Najwyższy w kolejnym zdaniu cytowanego wyroku wskazuje
„na cywilnoprawny charakter opłat i roszczenia o ich zapłatę, które ma­ją źródło w prawie autorskim (por. wyrok Sądu Najwyższego
z dnia 19 czerwca 2008 r., V CSK 22/08, OSNC-ZD 2009, nr 1, poz. 15), interpretowanym zgodnie z postanowieniami i celami dyrektywy 2001/29 (motyw 32 preambuły) oraz wykładnią jej art. 5 ust. 2 lit. b, dokonaną wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości”. Podobne ujęcie cy­wilnoprawnego charakteru opłat reprograficznych z kompensatą eko­no­miczną (a nie prawną) potwierdza również dorobek doktryny
[21]. Op­łaty reprograficzne „stanowią szczególną konstrukcję roszczenia cy­wilnoprawnego, niezależnego od podmiotowego prawa twórców oraz prawa własności wydawców, zarówno co do konstrukcji tego pra­wa, podmiotów obowiązanych do wnoszenia opłat i upraw­nio­nych do ich dochodzenia oraz mechanizmu realizacji”[22].

3. Opłaty reprograficzne jako przejaw ingerencji państwa
w stosunki gospodarcze

Postulaty entuzjastów wolnej kultury i swobodnego korzystania
z utworów są akceptowane przez środowiska twórców, którzy są
w sta­nie zarabiać na życie w inny sposób, niż tylko tworząc. Twórca ma prawo dysponowania swoim dziełem w dowolny sposób, jednak nie każdy decyduje się na to, by z własnej woli pozbawić się mo­żli­wości uzyskania wynagrodzenia za swoją pracę, której rezultat staje się przedmiotem obrotu w postaci pliku (chociażby mp3, czy PDF). Urządzenia elektroniczne są rezultatem pracy ich twórców i używa się ich po zapłaceniu konkretnej ceny, dlaczego zatem twórcy kultury mieliby być pozbawieni należnego im zgodnie z prawem wynagro­dzenia? Co więcej, sam Internet również nie jest za darmo – płaci się za dostęp do sieci, za określone wielkości i szybkości transferów, surfując po różnych serwisach użytkownik jest zasypywany reklama­mi, za które płacą zleceniodawcy, a zarabiają właściciele witryn i por­ta­li.

Argument, zgodnie z którym obywateli państw zachodnich stać na uiszczanie opłat reprograficznych ponoszonych przez nabywców urządzeń, które tak naprawdę ponosi koń­cowy odbiorca, czyli klient nabywający urządzenie, jest co najmniej chybiony, mimo, że w Polsce smartfony i tablety mają podobne ceny, jak w Europie Zachodniej (czego nie można powiedzieć o zarob­kach). Po pierwsze, przy niższej wysokości środków przeznaczanych na finan­sowanie kultury w Pol­sce w porównaniu z innymi krajami UE, tym bardziej nie należy re­zygnować z gwarantowanej prawem możliwości pobierania opłat re­pro­graficznych na rzecz twórców. Po drugie, ewentualne wpro­wa­dze­nie opłaty reprograficznej na poziomie 1,5% ceny urządzenia w przy­padku smartfonów i 2% w przypadku tab­letów, wciąż pozostaje
w sfe­rze dyskusji – projekt nowelizacji rozporządzenia wydanego na podstawie art. 20 ustawy o prawie au­tor­skim i prawach pokrewnych przy­go­to­wany przez ZAiKS, SAWP i ZPAV jest trakto­wany jako etap kon­sul­tacji środowiskowych
[23]. Postulowana wysokość opłat jest od 2 do 10 razy niższa w przypadku tabletów i smartfonów niż we Francji
i Niemczech
[24]. Inkaso opłaty reprogra­ficznej per capita w 2012 r. wy­niosło we Francji 2,65 Euro, w Polsce 0,04 Euro[25]. Wydatki na kul­tu­rę i ochronę dziedzictwa narodowego w budżecie państwa na 2015 r. wyniosły 2 034 856 000 zł, co stano­wi­ło 0,593% budżetu państwa[26] (komentarz tego faktu pozostawiam Czytelnikowi).

Charakter prawny opłaty reprograficznej można określić jako przy­kład ingerencji państwa w stosunki gospodarcze, ze względu na konieczność respektowania istotnych interesów twórców, których dzie­ła stanowią przedmiot obrotu nie tylko kulturalnego, ale ze wzglę­du na ich wartość ekonomiczną, także gospodarczego. Kwestię ogranicze­nia wolności gospodarczej przez obowiązek uiszczenia op­łat przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i po­krewnymi jednozna­cznie rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny odpo­wia­dając na pytanie prawne Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu
w kwestii zgodności art. 20 ust. 1 pkt 2, ust. 4 i ust. 5 oraz art. 105 ust. 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach po­k­rew­nych z Konstytucją (w tym w szczególności z art. 21 w związku z art. 31 ust. 3 w związku z art. 64 Konstytucji RP, art. 2 Konstytucji RP, art. 45 ust. 1, art. 92 ust. 1 i art. 22 Konstytucji RP). W wyroku z dnia 11 października 2011 r.
[27] Trybunał stwierdził zgodność art. 105 us­ta­wy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w zakresie dotyczącym opłat z Konstytucją.

W komunikacie wydanym po ogłoszeniu wyroku wskazano, że art. 105 ust. 2 ustawy o prawie autorskim ogranicza wolność działalności gos­podarczej, jednak nie narusza to zasady proporcjonalności, ponie­waż „wskazane ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest środkiem służącym ochronie interesów i wartości konstytucyjnych takich jak: prawa twórców, społeczne przesłanki i ekonomiczne pod­stawy gospodarki rynkowej. Dla ochrony powyższych wartości, oraz uniknięcia ingerencji państwa w sferze masowego dostępu do nowo­czesnych urządzeń reprograficznych i utrwalających, ograniczenie wol­ności działalności gospodarczej w zaskarżonym przepisie jest ko­nie­czne”[28]. Jednocześnie w tym przypadku spełnione są przesłanki okre­ślone kumulatywnie w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP[29], czyli usta­wowa forma ograniczenia, konieczność jego wprowadzenia, związek funkcjo­nalny ograniczenia z bezpieczeństwem państwa, porządkiem publi­cznym, ochroną środowiska, zdrowia i moralności publicznej, wolności i praw innych osób, zakaz naruszania istoty danego prawa lub wolności.

4. Opłaty reprograficzne od smartfonów i tabletów jako przed­miot sporu producentów sprzętu i twórców kultury

Producenci i importerzy sprzętu elektronicznego zrzeszeni
w związku ZIPSEE
[30] krytykują ideę objęcia smartfonów i tabletów op­łatą reprograficzną motywując to rzekomym archaizmem opłat re­prograficznych, mimo że są one stosowane w większości krajów UE. ZIPSEE wskazuje również, że w cytowanej wyżej dyrektywie jest mowa o „uczciwej rekompensacie”, a nie systemie opłat. Motywacja pro­du­centów i importerów jest następująca: „opłaty CL stały się nie tylko dużym ciężarem dla konsumentów, ale i czynnikiem spo­wal­nia­jącym wzrost gospodarczy. Opłaty reprograficzne w XXI w. nie mają racji bytu”[31]. Trudno zgodzić się z taką argumentacją. W latach 2011-2013 średnie ceny smartfonów na świecie spadły o 25%, choć w wię­kszości krajów są w nich zawarte opłaty reprograficzne na często wyż­szym poziomie niż dopuszczalne w Polsce maksimum 3%[32]. Dla zasobnych społeczeństw państw Europy Zachodniej nie stanowią one istotnego obciążenia, a rzekomo spowolniony rozwój gos­po­darczy nastąpił w ostatnich dziesięcioleciach w dużej mierze dzięki uwarunkowaniom kulturowym i ochronie własności intelektualnej. Wydaje się, że produ­centom i importerom zależy na maksymalizacji swoich zysków z pomi­nięciem autorów dzieł, z których korzysta się używając sprzętu elektro­nicznego, do czego ten sprzęt został stwo­rzony.

Związek ZIPSEE zorganizował kampanię przeciwko Stowarzy­sze­niu Autorów ZAiKS, jako największej organizacji chroniącej prawa autorskie w Polsce, traktowanej przez ZIPSEE jako twór administra­cyj­ny żerujący na twórcach[33]. Należy w tym miejscu dobitnie zaz­na­czyć, że ZAiKS to sami twórcy – Stowarzyszenie Autorów, którzy samo­dzielnie ustalają zasady funkcjonowania swojej organizacji, za pośredni­ctwem organów kolegialnych, zgodnie z przepisami ustawy prawo o stowarzyszeniach[34]. To autorzy zatrudniają i zwalniają pracowni­ków, zarówno dyrekcji generalnej, jak i dyrekcji okręgowych. ZAiKS działa jako podmiot administrujący na podstawie zezwolenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prowadzi regularną rachun­ko­wość, podlega zewnętrznym audytom oraz przedstawia sprawozdania ministrowi, a dane dotyczące jego funkcjonowania, podobnie jak in­nych OZZ, są publicznie dostępne.

ZIPSEE zorganizowało akcję pod hasłem „Nie płacę za pałace”[35], którą wspierał Marcin Węgrzynowicz – fryzjer z Wałbrzycha, który wygrał w sądzie sprawę dotyczącą niepłacenia tantiem za publiczne odtwarzanie muzyki w salonie fryzjerskim. Wśród dowodów, które przedstawił w toku postępowania znalazły się zatyczki do uszu oraz blisko 200 oświadczeń klientek, z których wynikało, że podczas za­biegów kosmetycznych w salonie nie słuchały one odtwarzanej tam mu­zyki. A contrario, fryzjerzy, którzy podpisali umowy licencyjne umiesz­czali na drzwiach swoich salonów naklejki „Gramy legalnie”, mo­tywując swoje działanie w prosty sposób – „jako artyści, wspie­ramy artystów”[36]. Warto zauważyć, że wspomniany kazus ujawnia spo­sób prowadzenia sporu – z braku konkretnych argumentów po­słu­żono się nośną medialnie sprawą, która w innych okolicznościach nie byłaby zauważona przez opinię publiczną.

Zarówno salon fryzjerski, jak sklep, bar czy restauracja, to miejsca wy­konywania działalności gospodarczej, z której definicji wynika na­sta­wienie na zysk, bez względu na występującą często zażyłość
z klien­tami, czy nawet relacje towarzysko-przyjacielskie z pracow­ni­kami. Odtwarzanie muzyki wymaga co do zasady podpisania umowy licencyjnej, chyba, że z radioodbiornika lub odtwarzacza korzystają wy­łącznie pracownicy na zapleczu. Inne rozwiązanie, to możliwość odtwarzania muzyki na licencji Creative Commons umożliwiającej jej komercyjne wykorzystanie
[37] – objęta nimi twórczość nie jest jednak powszechnie znana, ani popularna.

Producenci sprzętu kwestionują funkcjonowanie opłat reprogra­ficznych jako relikt przeszłości nie przystający do obecnych czasów, gdy z utworów korzysta się coraz częściej za pośrednictwem ser­wi­sów streamingowych (w przypadku utworów muzycznych to cho­ciaż­by Spotify, czy Muzodajnia), wskazując, że stały dostęp online nie wy­maga kopiowania plików. Problem jednak w tym, że wysokość wy­na­grodzeń wypłacanych przez serwisy streamingowe artystom wciąż po­zostaje dyskusyjna. Przykładowo, w opartym na reklamach i op­ła­tach użytko­wników serwisie Spotify wypłata dla artysty, który udo­stępnił swoją piosenkę (za którym oprócz samego wykonawcy czy wy­konawców, stoją również kompozytor, autor tekstu, producent) za ok. 200 000 odtworzeń wyniosła 910 USD – za tę kwotę można co najwyżej kupić półprofesjonalną gitarę lub instrument klawiszowy, zatem żeby utrzymać się z muzyki udostępnianej w streamingu, ar­tys­ta musiałby osiągnąć przynajmniej kilka milionów wyświetleń, co bez działań marketingowych jest niemożliwe. Serwis wypłaca właścicie­lom praw autorskich i pokrewnych około 70% przychodów[38].

Rozważania na temat dobrych i złych stron tego typu rozwiązań wypada w tym miejscu zakończyć, oddając głos kulturoznawcom
i ograniczając się jedynie do stwierdzenia, że przemysł muzyczny
w ciągu ostatniej dekady zmienił się nie do poznania, co niewątpliwie jest jednym z przejawów przeobrażeń społecznych, ale również ko­rzystania z wolności gospodarczej. Podobnie jest również na polskim rynku muzycznym, o czym świadczy specyficzna ucieczka artystów do Internetu, serwisów streamingowych i społecznościowych, co jest kolejnym argumentem za rozszerzeniem opłaty reprograficznej na smartfony i tablety. Stawka, o jaką toczy się opisana wyżej batalia mię­dzy producentami i importerami sprzętu z jednej strony, a twórcami kultury z drugiej, to według szacunków zarządu ZAiKS około 300 milionów złotych rocznie, które mogłyby trafić do twórców. W tej grupie szczególne miejsce zajmują kompozytorzy i autorzy tekstów nie czerpiący zysków z osobistego wykonywania własnych utworów,
a uzyskujący wynagrodzenie z tytułu tantiem.

Warto również zauważyć, że sprzęt elektroniczny, w szczególności ten charakteryzujący się wysokim popytem na rynku, jest chroniony patentami. Czy zatem należy godzić się na dyskryminację twórców kultury w stosunku do twórców nowoczesnych technologii – jedno
i drugie jest wytworem intelektu człowieka w oparciu o wiedzę i doś­wiadczenie w danej dziedzinie. Co więcej, w literaturze wskazuje się, że „tworzenie sztucznego monopolu (choć ograniczonego w cza­sie), jakim jest udzielenie patentu dla wynalazcy, pomimo ograniczenia konkurencji i generowania z tego powodu dodatkowych kosztów dla gospodarki, jest korzystne z punktu widzenia długookresowego roz­woju gospodarki, ponieważ zyski z wprowadzenia nowych inno­wa­cyjnych rozwiązań znacznie przewyższają koszty”
[39].

 

Podsumowanie

W ramach dozwolonego użytku osobistego każdy może legalnie kopiować chronione utwory na własne potrzeby, a niewielki procent ceny czystych nośników i urządzeń umożliwiających kopiowanie (ta­kich jak np. czyste płyty CD i DVD, karty pamięci, pendrive-y, dyski twarde, nagrywarki, a także skanery, czy kserokopiarki) jest odpro­wa­dzany przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego do or­gani­zacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrew­ny­mi. Wysokość opłaty reprograficznej zgodnie z obowiązującymi prze­pisami nie może przekroczyć 3% ceny produktu, w Polsce jej średni poziom to około 1,5% ceny sprzedaży danego przedmiotu. Łatwo zau­ważyć, że rozszerzenie opłaty reprograficznej na smartfony i tab­lety spowodo­wałoby uszczuplenie zysków producentów i importerów sprzętu, którzy zrekompensowaliby sobie tę stratę przez pod­wyż­sze­nie ich cen, za co w konsekwencji zapłaciliby klienci.

Zasadniczy wniosek de lege ferenda płynący z wyżej nakreślonej sy­tuacji można sformułować następująco: spis kategorii urządzeń ob­ję­tych opłatami reprograficznymi określonymi w rozporządzeniu Mi­nistra Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinien zostać uporzą­dkowany i zaktualizowany. Wymaga to jednak rzeczowej analizy i jas­ne­­go określenia istoty opłaty reprograficznej, w szczególności w kon­te­kście różnorodnych sposobów dostępu do utworów prawnie chro­nio­­nych w Internecie. Oprócz legalnego obiegu (serwisy strea­min­go­we, YouTube współpracujący na mocy podpisanej z ZAiKS w 2014 r. umowy normującej wypłatę tantiem za drobne utwory), jest wiele ser­wi­sów, w których wymiana plików z muzyką, filmami, oprogramo­wa­niem, czy dostęp streamingowy nie zawsze mieszczą się w granicach dozwolonego użytku osobistego.

Istnieje prawdopodobieństwo, że bez godziwego wynagrodzenia pro­fesjonalnych autorów, twórczość (muzyczna, literacka, dra­ma­tycz­na, plastyczna) może ograniczyć się do dzieł tworzonych „po go­dzi­nach” przez osoby utrzymujące się w inny sposób. Z drugiej strony, za pożą­dane przez odbiorców dzieła lub ich egzemplarze ludzie czę­sto są goto­wi zapłacić wysokie kwoty i na tym opierają się przemysły kultury – oby tylko nie zabrakło w nich miejsca dla dzieł ambitnych
i wartościowych. Obecną sytuację trafnie podsumował Jean-Michel Jarre – kompozytor i muzyk, w latach siedemdziesiątych jeden z pio­nierów nurtu muzyki elektronicznej, a obecnie przewodniczący Świa­to­wej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów CISAC: „Kiedy słuchamy piosenki przez radio, nie płacimy za to. Nie jest to jednak nielegalne, bo prawa do jej odtworzenia zostały już opłacone przez nadawcę. Powinniśmy opracować dokładnie taki sam model dla Internetu. To kluczowy moment dla zadania pytania, czym własność intelektualna będzie w przyszłości dla kreatywnego społeczeństwa”.

 

Bibliografia

Źródła prawa

Dyrektywa 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, Dz. Urz. UE L 167, 22.06.2001, P. 0010-0019.

Dyrektywa 2004/48/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwiet­nia 2004 r. w sprawie egzekwowania praw własności in­te­lektualnej, Dz. Urz. UE L 157, 30.04.2004, P. 0045-0086.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r., Dz. U.
Nr 78, poz. 483 z późn. zm.

Konwencja o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego wraz z re­gu­laminem wykonawczym do tej Konwencji oraz Protokół o ochronie dóbr kul­turalnych w razie konfliktu zbrojnego, podpisane w Hadze dnia 14 maja 1954 r., Dz. U. z 1957 r., Nr 46, poz. 212.

Rozporządzenie Ministra Kultury z dnia 2 czerwca 2003 r. w sprawie określe­nia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez pro­du­centów i importerów, D­z. U. Nr 105, poz. 991.

Rozporządzenie Ministra Kultury z dnia 27 czerwca 2003 r. w sprawie op­łat uiszczanych przez posiadaczy urządzeń reprograficznych, Dz. U. z 2003 r., Nr 132, poz. 1232.

Ustawa budżetowa na rok 2015 z dnia 15 stycznia 2015 r., Dz. U. z 2015 r., poz. 153.

Ustawa z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu prze­strzennym, Dz. U. z 2012 r., poz. 647.

Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa, Dz. U. z 2015 r., poz. 613.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz. U. z 2006 r., Nr 90, poz. 631 z późn. zm.

Ustawa z dnia 7 kwietnia 1989 r. Prawo o stowarzyszeniach, Dz. U. z 2015 r., poz. 1393.

Orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 11 kwietnia 2014 r., I CSK 306/13, http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/Orzeczenia3/I%20CSK%20306-13-1.pdf [dostęp: 8.02.2016].

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 19 czerwca 2008 r., V CSK 22/08, OSNC-ZD 2009, nr 1, poz. 15.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 czerwca 2013 r., V CSK 366/12, http://www.sn.pl/Sites/orzecznictwo/Orzeczenia2/V%20CSK%20366-12-1.pdf [dostęp: 8.02.2016].

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11 października 2011 r., P 18/09, Dz.U. Nr 240, poz. 1435.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 7 czerwca 1999 r., K 18/98,
Dz. U. Nr 52, poz. 545.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 11 lipca 2013 r. w sprawie C-521/11, Amazon.com International Sales Inc. i in. v. Aus­tro-Mechana Gesellschaft zur Wahrnehmung mecha­nisch-musikalischer Urheberrechte GmbH, http://curia.europa.eu, nr CELEX 62011CJ0521 [dostęp: 8.02.2016].

Wyrok TSUE z dnia 16 czerwca 2011 r. w sprawie C-462/09, Stich­ting de Thuiskopie v. Opus Supplies Deutschland i in, Dz. Urz. UE C 232
z 06.08.2011, s. 7.

Wyrok TSUE z dnia 21 października 2010 r. w sprawie C-467/08, Pada­wan SL v. Sociedad General de Autores y Editores de España (SGAE), Dz. Urz. UE C 346 z 18.12.2010, s. 5.

Wyrok TSUE z dnia 27 czerwca 2013 r. w sprawach połączonych od
C-457/11 do C-460/11, Verwertungsgesellschaft Wort (VG Wort)
v. Kyocera (dawniej Kyocera Mita Deutschland GmbH), Epson Deutschland GmbH, Xerox GmbH (C-457/11), Canon Deutsch­land GmbH (C-458/11) oraz Fujitsu Technology Solutions GmbH (C-459/11), Hewlett-Packard GmbH (C-460/11) v. Ver­wer­tungs­gesell­schaft Wort (VG Wort), Dz. Urz. UE C 225 z 03.08.2013, s. 9.

      Literatura

Aigrain, Philippe. 2012. Dzielenie się. Kultura i gospodarka epoki internetu. War­sza­wa: Fundacja Nowoczesna Polska.

Barta, Janusz, i Ryszard Markiewicz. 2011. Prawo autorskie i prawa po­krewne. Ko­mentarz. Warszawa: Wolters Kluwer. 

Błeszyńska-Wysocka, Joanna. 2010. „Glosa do wyroku SN do wyroku
z dnia 19 czerwca 2008 r. V CSK 22/08.” Przegląd Ustawodawstwa Gos­po­darczego 3:30.

Czarnek, Przemysław. 2014. Wolność gospodarcza. Pierwszy filar społecznej gos­po­darki rynkowej. Lublin: Wydawnictwo KUL.

Hausner, Jerzy. 2008. Zarządzanie publiczne. Warszawa: Wydawnictwo Nauko­we Scholar.

Hofmokl, Justyna. 2009. Internet jako nowe dobro wspólne. Warszawa: Wy­daw­nictwa Akademickie i Profesjonalne.

Klecha, Klaudia. 2009. Wolność działalności gospodarczej w Konstytucji RP. War­sza­wa: C. H. Beck.

Klimczak, Anna, i Grzegorz Sowula. 2014. „Opłata od smartfonów i tab­le­tów – bez twórcy smartfony nie są smart.” Wiadomości ZAiKS 9:8-15.

Knosala, Ernest, i Rafał Stasikowski. 2009. „Typologia zadań pub­licznych (szkic z nauki administracji i prawa administracyjnego).” W Między tra­dy­cją a przyszłością w nauce prawa administracyjnego: księga ju­bileuszowa dedy­ko­wa­na Profesorowi Janowi Bociowi, 334-347. Wrocław: Wy­dawnictwo Uni­wer­sy­te­tu Wrocławskiego.

Lessig, Lawrence. 2005. Wolna kultura. Warszawa: Wydawnictwa Szkol­ne
i Pe­dagogiczne.

Marszałek, Rafał. 2013. Tworzymy i chronimy. 95 lat ZAiKS-u. War­sza­wa: Wy­daw­nictwo Arkady Sp. z o.o.

Pohulak-Żołędowska, Ewa. 2009. „Znaczenie ochrony praw własno­ści in­te­lek­tualnej dla współczesnych gospodarek.” W Kapitał inte­lektualny i jego ochro­na, red. Ewa Okoń-Horodyńska, i Rafał Wisła, 183-195. Warszawa: In­stytut Wiedzy i Innowacji.

Popielarczyk, Tomasz, Artyści nie zarabiają na Spotify? Spójrzmy na to sze­rzej, na przykładach, http://antyweb.pl/artysci-nie-zarabiaja-na-spotify-spojrzmy-na-to-szerzej-na-przykladach [dostęp: 08.02.2016].

Sokołowska, Dorota. 2014. Opłaty reprograficzne. Wolters Kluwer, LEX.

Sokołowska, Dorota. 2015. „Opłaty reprograficzne, czyli audiatur et altera pars.” Gazeta Prawna z dnia 28.04.2015.

Tokai, Weronika. 2013. „Opłaty reprograficzne, czyli wszyscy płacimy po­da­tek od piractwa.” Rzeczpospolita z dnia 15.10.2013.

Towse, Ruth. 2011. Ekonomia kultury. Kompendium. Warszawa: Naro­do­we Cen­trum Kultury.

Manufacturers of Electronic Equipment versus Authors

– the Dispute over Reprographic Fees

Summary

The essence of the dispute electronics manufacturers and authors is to cover, arousing the public some controversy, reprographic fees of blank media, and in particular its extension to smartphones and tablets, as they have memory and allow the reproduction of copies of works in the form of files. A list of categories of equipment covered by reprographic fees set out in the Regulation of the Minister of Culture and National Heritage should be structured and updated, and the proponent of this view are the creators themselves. On the other hand, the extension of reprographic charge for smartphones and tablets cause reduction of the profitability of manufacturers and importers of equipment that compensate for the loss by raising their prices, as a consequence of which would pay customers.

Słowa kluczowe: autorzy, minister kultury, rynek, smartfon, tablet

Key words: the authors, the minister of culture, market, smartphone, tablet

Information about Author: Wojciech Wytrążek, Ph. D., assis­tant professor, Department of Commercial Administrative Law, Fa­culty of Law, Canon Law and Administration at John Paul II Catholic University of Lublin, Racławickie 14 Av., 20-950 Lublin, Poland, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



[1] Do dziś kontrowersje wzbudza jedno z pierwszych istotnych opracowań:
L. Lessig, Wolna kultura, Warszawa: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 2005. Tytuł oryginału: Free Culture. How Big Media Uses Technology and the Law to Lock Down Culture and Control Creativity. W innych piractwo, czyli kradzież wła­sno­ści intelektualnej lub posługiwanie się nią bez zgody autora lub pro­du­cen­ta
i bez uiszczania za to należnych opłat, określa się terminem „dzielenie się pli­kami”, usiłując wykazać jego dobroczynny wpływ na rozwój kultury – zarów­no użytkowników, jak i przemysłu kultury oraz okradanych twórców, zob. P. Aig­rain, Dzielenie się. Kultura i gospodarka epoki internetu, Warszawa: Fun­da­cja No­wo­czesna Polska, 2012.

[2] Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz. U.
z 2006 r., Nr 90, poz. 631 z późn. zm.

[3] Art. 2 pkt 10 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu prze­strzen­nym, Dz. U. z 2012 r., poz. 647.

[4] R. Towse, Ekonomia kultury. Kompendium, Warszawa: Narodowe Centrum Kul­tu­ry, 2011, s. 254.

[5] Konwencja o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego wraz z re­gu­la­mi­nem wy­ko­nawczym do tej Konwencji oraz Protokół o ochronie dóbr kulturalnych w ra­zie konfliktu zbroj­nego, podpisane w Hadze dnia 14 maja 1954 r., Dz. U. z 1957 r., Nr 46, poz. 212.

[6] E. Knosala, R. Stasikowski, Typologia zadań publicznych (szkic z nauki administracji
i prawa administracyjnego), w: Między tradycją a przyszłością w nauce prawa ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go: księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Janowi Bociowi, Wro­c­ław: Wy­daw­nict­wo Uniwersytetu Wrocławskiego, 2009, s. 337.

[7] Zob. klasyfikacja dóbr w koncepcji Roberta Picciotto – J. Hausner, Zarządzanie pub­­liczne, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2008, s. 382.

[8] Wypowiedź P. Jochyma, założyciela polskiej wersji Wikipedii, R. Marszałek, Two­rzy­­my i chronimy. 95 lat ZAiKS-u, Warszawa: Wydawnictwo Arkady Sp. z o.o., 2013, s. 147.

[9] J. Hofmokl, Internet jako nowe dobro wspólne, Warszawa: Wydawnictwa Akade­mic­kie i Profesjonalne, 2009, s. 217-225.

[10] D. Sokołowska, Opłaty reprograficzne, Wolters Kluwer, 2014 (wersja elektro­nicna w systemie LEX). Definicja oparta o przywołane tam orzecznictwo TS UE
w sprawach: Amazon (wyrok TSUE z dnia 11 lipca 2013 r. w sprawie C-521/11, Amazon.com International Sales Inc. i in. v. Austro-Mechana Ge­sell­schaft zur Wahrnehmung mechanisch-musikalischer Urheberrechte GmbH, http://curia. europa.eu, nr CELEX 62011CJ0521) [dostęp: 8.02.2016 r.], Pada­wan (wyrok TSUE z dnia 21 października 2010 r. w sprawie C-467/08, Pada­wan SL v. Sociedad General de Autores y Editores de España (SGAE), Dz. Urz. UE C 346 z 18.12.2010, s. 5), Stichting de Thuiskopie (wyrok TSUE z dnia 16 czerwca 2011 r. w sprawie C-462/09, Stichting de Thuiskopie v. Opus Supp­lies Deutschland i in, Dz. Urz. UE C 232 z 06.08.2011, s. 7), VG Wort (wy­rok TSUE z dnia 27 czerwca 2013 r. w sprawach połączonych od C-457/11 do C-460/11, Verwertungsgesellschaft Wort (VG Wort) v. Kyocera (dawniej Kyo­cera Mita Deutschland GmbH), Epson Deutschland GmbH, Xerox GmbH (C-457/11), Canon Deutschland GmbH (C-458/11) oraz Fujitsu Technology So­lu­tions GmbH (C-459/11), Hewlett-Packard GmbH (C-460/11) v. Ver­wer­tungs­gesellschaft Wort (VG Wort), Dz. Urz. UE C 225 z 03.08.2013, s. 9, http://curia.europa.eu, nr CELEX 62011CJ0457) [dostęp: 8.02.2016 r.].

[11] Dz. Urz. UE L 167, 22.06.2001, P. 0010-0019.

[12] Dz. Urz. UE L 157, 30.04.2004, P. 0045-0086.

[13] Dz. U. z 2003 r., Nr 105, poz. 991.

[14] Kwestie opłat reprograficznych związanych z działalnością gospodarczą w zakre­sie zwielokrotniania utworów reguluje rozporządzenie Ministra Kultury z dnia
27 czerwca 2003 r. w sprawie opłat uiszczanych przez posiadaczy urządzeń repro­gra­ficz­nych, Dz. U. Nr 132, poz. 1232. Opłaty wynoszą od 1% do 3% od wpły­wów uzys­kiwanych z działalności gospodarczej.

[15] Jest to tym bardziej deprymujące, gdy tego typu sformułowania pojawiają się
w dziale prawnym poczytnego dziennika, a dozwolony użytek określa się jako „pi­­ratowanie”, np. „Kupując czysty nośnik czy urządzenie służące do powie­la­nia, każdy uiszcza opłatę za potencjalne „piratowanie” utworów na własny uży­tek”; W. Tokai, Opłaty reprograficzne, czyli wszyscy płacimy podatek od piractwa, „Rzecz­pospolita” 15.10.2013, http://www.rp.pl/artykul/1057053-Oplaty-reprograficzne-czyli-wszyscy-placimy-podatek-od-piractwa.html#ap-1 [dostęp: 8.02.2016].

[16] Oświadczenie Ministerstwa Kultury ws. opłat od urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów w zakresie własnego użytku osobistego z 23 marca
2013 r., http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/oplaty-od-urzadzen-i-nosniko-sluzacych-do-utrwalania-utworow-w-zakresie-wlasnego-uzytku-osobistego-oswiadczenie-mi nisterstwa-kultury-4103.php [dostęp: 1.03.2016 r.].

[17] Art. 6 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa, Dz. U. z 2015 r., poz. 613 z późn. zm. Szerzej: D. Sokołowska, Opłaty reprograficzne, czyli au­dia­tur et al­te­ra pars, „Gazeta Prawna” z 28 kwietnia 2015 r. http://serwisy.gazetaprawna.pl/ prawo-autorskie/artykuly/868171,oplaty-reprograficzne-czyli-audiatur-et-altera-pars.html [dostęp: 8.02.2016].

[18] Por. P. Czarnek, Wolność gospodarcza. Pierwszy filar społecznej gospodarki ryn­ko­wej, Lu­b­lin: Wydawnictwo KUL, 2014, s. 273; K. Klecha, Wolność działalności gos­podarczej w Konstytucji RP, Warszawa: C. H. Beck,  2009, s. 213; wyrok Try­bu­nału Kon­sty­tu­cyjnego z dnia 7 czerwca 1999 r., sygn. akt K 18/98, OTK, http://trybunal.gov.pl [dostęp: 8.02.2016].

[19] P. Czarnek, Wolność gospodarcza. Pierwszy filar społecznej gospodarki rynkowej, s. 273.

[20] Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 czerwca 2013 r., V CSK 366/12.

[21] D. Sokołowska, Opłaty reprograficzne, Wolters Kluwer, 2014 (wersja elektroniczna
w systemie LEX); E. Traple, w: Prawo autorskie i prawa pokrewne, red. J. Barta,
R. Markiewicz, Warszawa: Wolters Kluwer, 2011, s. 207.

[22] J. Błeszyńska-Wysocka, Glosa do wyroku SN do wyroku z dnia 19 czerwca 2008 r.
V CSK 22/08, „Przegląd Ustawodawstwa Gospodarczego” 2010, nr 3, s. 30.

[23] Cytowane wyżej oświadczenie Ministerstwa Kultury z dnia 23 września 2013 r.

[24] Zgodnie z wyliczeniami ZAiKS przedstawionymi w 2014 r. opłata reprograficzna za smartfon z pamięcią 16 GB wynosiła 36 Euro, czyli wówczas ok. 150 zło­tych; opłata proponowana w Polsce była 10 razy niższa. Opłata za tablet z pa­mię­cią 8 GB wynosiła we Francji 6,40 Euro (26,50 zł), a jej proponowana wy­so­kość w Polsce była 4 razy niższa. „Wiadomości ZAiKS” 9 (2014) – grudzień 2014, s. 118.

[25] A. Klimczak, G. Sowula, Opłata od smartfonów i tabletów – bez twórcy smartfony nie są smart, „Wiadomości ZAiKS” 9 (2014) – grudzień 2014, s. 8 n.

[26] Ustawa budżetowa na rok 2015 z dnia 15 stycznia 2015 r., Dz. U. poz. 153.

[27] Sygn. akt P 18/09, http://trybunal.gov.pl. Podobnie w wyrokach Sądu Naj­wyż­szego z dnia 26 czerwca 2013 r. (V CSK 366/12) i 11 kwietnia 2014 r. (I CSK 306/13) [dostęp: 8.02.2016].

[28] Komunikat po ogłoszeniu wyroku. http://trybunal.gov.pl/ [dostęp: 08.02.2016].

[29] Dz. U. z 1997 r., Nr 78, poz. 483.

[30] Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Bran­ży RTV i IT „Cyfrowa Polska”.

[31] Wspólne oświadczenie ZIPSEE „Cyfrowa Polska” i europejskich izb bran­żo­wych w sprawie opłat z tytułu praw autorskich opublikowane 27 listopada 2015, http://www.zipsee.pl/aktualnosci/65-Wspolne-oswiadczenie-ZIPSEE-Cyfrowa-Polska-i-europejskich-izb-branzowych-w-sprawie-oplat-z-tytulu-praw-autorskich. html [dostęp: 8.02.2016].

[32] ZAiKS ws. objęcia smartfonów i tabletów opłatą reprograficzną,  http:// biznes.pl/magazyny/teleinformatyka/zaiks-ws-objecia-smartfonow-i-tabletow-oplata-reprograficzna/gnx2q [dostęp: 8.02.2016].

[33] Hasło ułożone przez przeciwników opłaty reprograficznej: „Artyści – tak, ZAiKS – nie”.

[34] Ustawa z dnia 7 kwietnia 1989 r. Prawo o stowarzyszeniach, Dz. U. z 2015 r., poz. 1393.

[35] Stowarzyszenie Autorów ZAiKS nabyło nieruchomość w Janowicach, na którą skła­da się pałac i park, gdzie ma powstać nowoczesne Centrum Pracy Twór­czej.

[36] Stawka minimalna dla zakładu fryzjerskiego do 3 stanowisk w miejscowości do 10 000 mieszkańców wynosi 38,14 zł miesięcznie, maksymalna dla zakładu po­wy­żej 6 stanowisk w Warszawie to 202,51 zł, Stowarzyszenie Autorów ZAiKS – Tabela stawek wynagrodzeń za odtwarzanie utworów i przedmiotów praw po­krewnych – wyciąg (2016), s. 14, http://zaiks.org.pl [dostęp: 8.02.2016].

[37] Licencja CC BY (Uznanie autorstwa), CC BY-ND (Uznanie autorstwa – bez ut­wo­rów zależnych), CC BY-SA (Uznanie autorstwa – na tych samych warun­kach), zob. szerzej: A. Sewerynik, Prawo autorskie w muzyce, Warszawa: Wy­daw­nictwo Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, 2014.

[38] Bez kampanii w sieciach społecznościowych nie pojawiliby się rekordziści, jak np. Avi­cii, który za utwór „Wake Me Up” odtworzony około 300 milionów ra­zy otrzy­mał wynagrodzenie w wysokości 1,56 miliona dolarów. Zob. T. Po­pie­lar­­czyk, Artyści nie zarabiają na Spotify? Spójrzmy na to szerzej, na przykładach, http://antyweb.pl/artysci-nie-zarabiaja-na-spotify-spojrzmy-na-to-szerzej-na-przykladach/ [dostęp: 08.02.2016]. W serwisie YouTube ilość wyś­wie­tleń wspom­nianego klipu osiągnęła na początku 2016 r. 853 800 000 wyś­wietleń [do­stęp: 08.02.2016]. Zasady wypłaty wynagrodzeń w Spotify są umiesz­czone
w witrynie serwisu: http://www.spotifyartists.com/spotify-explained/ [dostęp: 8.02.2016].

[39] E. Pohulak-Żołędowska, Znaczenie ochrony praw własności intelektualnej dla współ­czes­nych gospodarek, w: Kapitał intelektualny i jego ochrona, red. E. Okoń-Ho­rodyńska,
R. Wisła, Warszawa: Instytut Wiedzy i Innowacji, 2009, s. 195.

Życie ludzkie w hierarchii dóbr chronionych prawem stanowi naj­wyż­szą wartość zarówno z perspektywy pojedynczej jednostki, jak i ca­łego społeczeństwa i jest warunkiem korzystania z innych dóbr.

Dla jego ochrony nie ma znaczenia system prawny, religijny, wyzna­wany światopogląd czy ewentualne różnice kulturowe, ponieważ prawo do życia przysługuje każdej istocie ludzkiej z samego faktu bycia czło­wie­kiem. Życie stanowi bowiem jedyne, niepowtarzalne i nieodtwa­rzalne dobro człowieka[1].

1. Uwagi ogólne

Poszanowanie i ochrona prawa do życia, zagwarantowane w Kon­stytucji, stanowi jedną z podstawowych przesłanek realizacji zasady przy­rodzonej i niezbywalnej godności. „Nie można mówić o ochronie godności człowieka, jeśli nie zostały zarysowane wystarcza­jące podsta­wy do ochrony życia”[2]. Godność człowieka jest pierwotnym źródłem,
a nawet fundamentem wolności i praw człowieka, a celem praw czło­wieka jest zapewnienie godności człowiekowi np. poprzez przepisy do­tyczące prawnej ochrony życia. Godność jest wartością, a prawa i wol­ności znajdują się w sferze regulacji prawa stanowionego. Według
Słow­nika Języka Polskiego pojęcie godności oznacza poczucie, świado­mość włas­nej wartości, szacunek dla samego siebie, honor, dumę[3]. Na­tomiast słowo godność – łacińskie dignitas, zgodnie z definicją Ency­klo­pedii Ka­to­lickiej, oznacza szczególną wartość człowieka jako osoby, pozostającej w relacjach interpersonalnych, ostatecznie do osoby Boga, uzasad­nia­ją­cych i usensowniających życie osobowe. Oznacza także po­zytywnie wartościującą relację do własnej osoby i grupy, z którymi jed­nostka się identyfikuje. Godność człowieka jest jego przyrodzoną i nie­zbywalną cechą, wpisaną w istotę i charakter człowieczeństwa. Jej źró­dłem jest prawo naturalne, a nie stanowione. Prawa i wolności wyrastają z godno­ści i są jej wyrazem. Uznanie godności jako źródło praw i wol­ności zna­lazło wyraz w aktach prawa pozytywnego międzynarodowego i kra­jo­we­go, a systemy prawne pozbawione odniesienia do godności tracą swój sens i zrozumiałość. Zgodnie z Konstytucją, ochrona prawa do życia wzmoc­niona została przez ustawodawcę w prawie karnym, w rozdziale XIX – Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, w którym to znalazł się służący ochronie życia przepis (art. 150 k.k.) zabraniający eutanazji.

Nie ulega wątpliwości, iż integralnym i ostatnim etapem życia czło­wieka jest jego śmierć. Śmierć człowieka stanowi ostatni fragment jego życia, można powiedzieć, iż śmierć podlega tym samym zasadom co życie. W wielu krajach, również w Polsce, trwa dyskusja nad tym zaga­dnie­niem. Pojęcie „godna śmierć” czy „dobra śmierć” jest uwarun­ko­wane założeniami antropologicznymi i bywa rozumiane jako eutanazja lub zgon osoby z zachowaniem integralności osobowej i społecznej. Czło­wiek ma naturalne prawo do śmierci. Prawu temu towarzyszy zasa­da autonomii jednostki, a sprzeciwia się mu nienaru­szalny charakter pra­wa do życia, którego nie można się zrzec, ani nie można zostać go pozbawionym (również w chorobie terminalnej). Autonomia jednostki stanowi prawo postawione dość wysoko w hierarchii dóbr chronionych, obok prawa do życia wynikającym z godności człowieka. Człowiek ko­rzystając z tego prawa ma możli­wość decydowania o sobie, samo­stano­wienia o sobie, ze szczególnym uwzględnieniem autonomii pacjenta
w końcowej fazie nieuleczalnej choroby, z czym związany jest ten ar­tykuł. Należy przy tym pamiętać, że prawo do samostanowienia nie jest uprawnieniem do wyboru raczej śmierci niż życia, a z prawa do de­cy­dowania o swoim życiu i wolności nie można wyprowadzić prawa do żądania zadania śmierci. Chory terminalnie i umierający nie przestaje być człowiekiem, posiada przynależną mu godność osobistą i wypły­wające z niej prawa, w tym: prawo do niedyskryminacji, autonomii
i prawdy, godnego traktowania i godnego umierania. Prawa te wymaga­ją, aby umierającego traktować jako osobę aż do śmierci, udzielać mu in­­formacji o stanie zdrowia oraz dopuszczać go do udziału w de­cy­do­wa­­niu o jego terapii, jak również umożliwić mu odmowę terapii prze­dłuża­jących proces umierania
[4] i pozwolić na naturalną śmierć, łagodząc ból i zapewniając poczucie bezpieczeństwa i spokój.

2. Eutanazja – problem z definicją

Aby przedstawić problem eutanazji, należy dokładnie ustalić zna­czenie tego pojęcia. Termin „eutanazja” pochodzi z języka greckiego. Przedrostek „eu” oznacza „dobry”, „ładny”, „pomyślny”, natomiast „tha­natos” tłumaczyć można jako naturalną śmierć[5].

W starożytności, w takim dosłownym tłumaczeniu słowo „euta­na­zja” oznaczało dobrą, łagodną śmierć. W okresie nowożytnym na prze­łomie XVI-XVII w. zaczęła oznaczać pomoc choremu w jego umie­raniu świadczoną przez najbliższych, rzadziej przez lekarzy. Obecnie nie uwzględnia się etymologicznego znaczenia tego słowa, lecz określa się nim zabieg medyczny zmierzający do zmniejszenia cierpienia lub agonii, związany z niebezpieczeństwem skrócenia życia, jako aktywna pomoc lekarza w procesie umierania osób nieuleczalnie chorych[6]. Eutanazja to skrócenie życia w celu wyeliminowania cierpie­nia związanego z ostat­nimi chwilami życia lub skrócenie nieszczęśli­wego życia dzieciom anor­mal­nym, nieuleczalnie chorym, które mogłyby być ciężarem dla rodziny i społeczeństwa przez wiele lat[7], to „zadanie śmierci z miłosierdzia”. Eu­tanazja oznacza czynność lub jej zaniecha­nie, która ze swej natury lub w zamierzeniu działającego powoduje śmierć w celu wyeli­mino­wa­nia cierpienia. Występuje w tym przypadku związek między intencją dzia­łającego oraz stosowanymi środkami. Niezależnie od motywów
i środków, jak podaje Katechizm Kościoła Katolickiego, położenie kre­su życia jest moralnie niedopuszczalne, stanowi bowiem zabójstwo, któ­re jest sprzeczne z godnością osoby ludzkiej
[8]. 

Na przestrzeni wieków pojęciem eutanazja określano bardzo różne zachowania. Od szybkiej i bezbolesnej śmierci naturalnej, do śmierci samobójczej kontrolowanej w kwestii wyboru momentu i sposobu odejścia; od towarzyszenia umierającemu, aż do naturalnego końca, łagodząc jego ból, do naturalnego zgonu, którego nie można przys­pieszyć; od aktywnej roli lekarza uśmiercającego z litości umierającego pacjenta na jego życzenie, do eksterminacji „niewartych życia istnień” – psychicznie i neurologicznie chorych, niepełnosprawnych i nieule­czalnie chorych, choć nie koniecznie umierających – bez względu na ich wolę,
a nawet wbrew niej, w imię dobra społeczeństwa, rasy itp. Pojęcie „eu­tanazja” przez lata zmieniało swoje znaczenie i powszechne rozumienie. Trudność w jednoznacznym zdefiniowaniu znaczenia tego pojęcia, wy­nika z różnorodnych postaw etycznych w stosunku do tematyki
prawa do śmierci, często bardzo głęboko nasyconych emocjami. Zmieszanie róż­nych pojęć, powstanie wielu niejasności, chwiejności poglądów dopro­wa­dziło do zamętu pojęciowego. To pomieszanie znaczeniowe spra­wi­ło, że obiektywna dyskusja na ten temat stała się bardzo trudna, wręcz niemożliwa, gdyż każdy z dyskutujących, rozumie przez pojęcie „euta­na­zja” zupełnie coś innego, choć można zaobserwować, że jedno sta­no­wisko jest częściowo podobne do drugiego. Wyjaśnienie i zdefiniowanie tego pojęcia jest więc warunkiem koniecznym w celu podjęcia jakiej­kol­wiek próby omówienia tego zjawiska[9].

Autorzy Słowników podają równie mało spójne definicje eutanazji. Przykładowo Mały słownik języka polskiego z 1969 r., określa eutanazję jako „zabójstwo człowieka pod wpływem współczucia dla jego cierpień,
w wypadku nieuleczalnej choroby, czasem na jego żądanie”
[10]. Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych W. Kopalińskiego z 2000 r. wprowadza zróżnicowanie pomiędzy eutanazją, zabójstwem z litości – „skrócenie przez lekarza w szpitalu mąk pacjenta w przedłużającej się agonii za pomocą śmiertelnej dawki środka uśmierzającego ból”[11] i ortotanazją – „zaniechanie dalszego sztucznego podtrzymywania przy życiu pacjen­ta”[12]. Najbardziej precyzyjną i rozbu­dowaną definicję pojęcia „eutana­zji” zawiera Wielka Encyklopedia PWN z 2002 r. Pojęcie to wyjaśnia nastę­pują­co: „eutanazja (gr. dobra śmierć) – powodowane współczuciem za­bi­cie nieuleczalnie chorego człowieka na jego żądanie”. Słownik przed­stawia rodzaje eutanazji i krótko je definiuje.

Próbę uporządkowania i stworzenia definicji spotkać można w „De­kla­racji o eutanazji” wydanej przez Kongregację Nauki Wiary dnia
5 ma­ja 1980 r., która nadaje nowe znaczenie, rozumiane jako zadanie śmierci z miłosierdzia, by wyeliminować cierpienie związane z ostatnimi chwilami życia. Katechizm Kościoła Katolickiego, Deklaracja o eutana­zji i encyklika „Ewangelia życia – o wartości i nienaruszalności życia ludzkiego” to teksty Kościoła katolickiego, które zawierają stwierdze­nia:

1) „Eutanazja jako działanie czy zaniechanie działania w celu likwi­dacji bólu stanowi zabójstwo głęboko sprzeczne z godnością osoby ludz­kiej”, jest czynem, „który zawsze należy potępić i wykluczyć”[13].

2) Eutanazja jest zabroniona nawet jeżeli kontekst wielkiego cierpie­nia, podsuwa człowiekowi pomysł poproszenia o zadanie mu śmierci albo zadanie jej innemu, to „owa błędna ocena sumienia – nawet wy­nikająca z dobrej woli – nie zmienia natury morderczego czynu, który sam w sobie pozostaje nie do przyjęcia. Próśb nieule­czalnie chorych, któ­rzy nieraz żądają śmierci, nie należy rozumieć jako wyrazu praw­dzi­wej woli eutanazji; w istocie bowiem są one prawie zawsze trwożnymi prośbami o pomoc i uczucie”. Papież cytuje św. Augustyna: „Nigdy nie wolno zabijać drugiego człowieka: nawet gdyby sam tego chciał, gdyby wręcz o to prosił i stojąc na granicy między życiem i śmiercią, błagał, by pomóc mu w uwolnieniu duszy, która zmaga się z więzami ciała i pra­gnie się z nich wyrwać; nie wolno nawet wówczas, gdy chory nie jest już w stanie żyć”[14].

3) Prawa, zezwalające i sprzyjające eutanazji sprzeciwiają się dobru jednostki i dobru wspólnemu. Są zatem pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nie są w żadnej mierze wiążące dla sumienia, ale stawiają czło­wieka wobec „poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez sprzeciw sumienia”. Ten obowiązek cywilnego nieposłu­szeństwa nie kieruje się jedynie do katolików, ale do każdej istoty ludz­kiej w imię praw człowieka[15].

Definicje słownikowe bywają niewyczerpujące, a dyskusja etyczno-prawna toczy się wokół zjawiska moralnej dopuszczalności oraz le­gal­ności „zabójstwa na żądanie” czy „zabójstwa z litości”. Współcze­śnie prawnicy na określenie eutanazji używają zamiennie następujących sfor­mułowań: zabójstwo z litości, zabójstwo na żądanie, zabójstwo eutana­tyczne. Należałoby się zgodzić z Z. Haziukiem, że najpełniej z praw­ni­czego punktu widzenia, sens tego pojęcia mogłaby wyrazić definicja, zgodnie z którą eutanazja to zabójstwo człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego. Takim to właśnie sformułowaniem posługuje się ustawodawca dla penalizacji tego typu zachowania[16] w ko­deksie karnym z 1997 r., w art. 150 § 1 k.k., który jest powtórzeniem art. 150 k.k. z 1969 r.[17] oraz art. 227 k.k. z 1932 r.[18] w następującym brzmieniu „Kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współ­­czucia dla niego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 mie­sięcy do lat 5”[19]. Jest to przestępstwo typu uprzywilejowanego i ma cha­rakter powszechny, jeśli zostało dokonane w formie działania, a więc je­go sprawcą może być każdy człowiek[20], w tym oczywiście i lekarz w ra­mach opieki medycznej powodującej skrócenie życia, to w praktyce le­karz (oprócz osób najbliższych) jest najbardziej typo­wym sprawcą tego czynu. Polska konstrukcja zabójstwa eutanatycznego ma specyficzny charakter. Opiera się na dwóch przesłankach, jak już wspomniano,
a mianowicie: jego ofiara musi wyrazić żądanie pozbawienia życia,
a sprawca działać pod wpływem współczucia. Wprowadzenie do art. 150 k.k. dwóch warunków, zawęża zakres tego przestępstwa. Do­ko­na­nie eutanatycznego pozbawienia życia pod wpływem tylko jednego zna­mie­nia: żądania lub współczucia nie mogłyby podlegać odpowie­dzial­ności karnej na podstawie art. 150 k.k.
[21] Czyn taki stanowiłyby prze­stępstwo w typie podstawowym z art. 148 k.k.

 Żądanie zabicia stanowi znamię o charakterze przedmiotowym.
W doktrynie prawa karnego dominuje pogląd, iż żądanie jako inicjatywa wychodzi od ofiary i posiada głębsze znaczenie niż zgoda czy prośba na zadanie śmierci
[22]. Zawiera w sobie element presji na psychikę zabójcy[23]. Jak podkreśla J. Śliwowski, żądanie różni się od prośby swoją intensy­wnością. W obliczu ochrony życia zwykła prośba lub zgoda na zabicie nie mogłaby uzasadniać uprzywilejowania przestępstwa.

Żądanie musi wyjść od osoby zdolnej rozpoznawać znaczenie ta­kiego żądania. Musi być w pełni dobrowolne, jednoznaczne, przemy­ślane – nie może być efektem przejściowego załamania psychicznego, lecz wynikiem racjonalnego namysłu; wolne od przymusu i stanowcze, w pełni świadome i poważne, powzięte w pełni zrozumienia sytuacji
i z wyraźną niechęcią znoszenia tego położenia, w jakim się znalazł człowiek
[24]. Nie może być chwilową reakcją wynikającą z ogromnego bólu i reakcją na ten ból w formie np. okrzyku „zabijcie mnie”[25].
O żądaniu można mówić dopiero wtedy, gdy zarówno jego forma, jak
i treść są dostatecznie wyraźne i przekonywujące
[26]. Inicjatywa żądania pochodząca zawsze od ofiary może być skierowana nawet do osób ściśle nieokreślonych i zupełnie obcych[27]. Konieczne jest, aby ofiara
w chwili wyrażania żądania była poczytalna i rozwinięta psychicznie,
by posiadała zdolność rozpoznawania znaczenia czynu i możliwość wyrażania woli pod wpływem normalnej oceny sytuacji życiowej,
w jakiej się znalazła, jak również posiadała zdolność pokierowania swoim postępowaniem. Żądanie jest aktem ściśle personalnym i należy wykluczyć prawo dysponowania życiem za pośrednictwem zastępcy.
W świetle art. 150 k.k. nie jest dopuszczalna również wcześniejsza dyspozycja pisemna zawierająca żądanie zadania śmierci w razie utraty przytomności, ani żadna forma żądania zastępczego – wyrażonego przez członka rodziny czy pełnomocnika
[28]. Czas między żądaniem uśmiercenia a dokonaniem zabójstwa musi gwarantować, iż upływ czasu nie zmienił charakteru czynności i motywacji sprawcy – współczucia[29]. Żądanie z art. 150 k.k. musi pochodzić od osoby zdolnej do oceny własnej sytuacji życiowej, przeważnie ciężko chorej i cierpiącej, a że sprawcą bywa najczęściej lekarz, to również z konsekwencji podjętych lub zaniechanych działań medycznych[30].

Drugim ustawowym znamieniem występującym obok żądania przy omawianej kwestii eutanazji jest współczucie należące już do strony podmiotowej tego przestępstwa. Jest to istotna dla kwalifikacji prawnej czynu z art. 150 k.k. okoliczność swego rodzaju niezwykle subiektywna i bardzo osobista. Współczucie stanowi pobudkę działania sprawcy. Według A. Zolla przestępstwo eutanazji jako zabójstwo kierunkowe, znamienne pobudką „pod wpływem współczucia” może być po­peł­nio­ne tylko w zamiarze bezpośrednim, bowiem działanie z okre­ślonych po­budek nie daje się pogodzić z charakterystycznym dla zamiaru ewen­tu­al­nego „godzeniem się”. Możliwy jest tylko zamiar bezpośredni ze względu na specyficzny motyw zabójstwa, jakim jest współczucie dla przyszłej ofiary[31]. Odmienne zdanie w tej kwestii ma K. Daszkiewicz oraz A. Marek, którzy twierdzą, że możliwe jest popełnienie eutanazji tak w zamiarze bezpośrednim, jak i ewentual­nym[32], wskazując, że za­miar ewentualny wystąpi między innymi w sytuacji, gdy sprawca kierując się współczuciem, podaje niebezpie­cznie wysoką dawkę leku osobie cierpiącej, godząc się z możliwością jej śmierci.

Przestępstwo to można popełnić zarówno przez działanie, np. po­da­nie trucizny, jak i przez zaniechanie, np. nie podanie leku pod­trzy­mu­jącego życie. Zaniechania może się jednak dopuścić tylko osoba obar­czo­na szczególnym obowiązkiem, czyli tzw. gwarant (lekarz, pie­lęg­niar­ka)[33].

Współczucie występujące po stronie sprawcy eutanazji, stanowi pod­stawowy element strony podmiotowej przestępstwa, jako bezsporna ce­cha człowieka polegająca na okazywaniu solidarności ludzkiej, litości[34], smutku i żalu nad kimś z powodu jego nieszczęścia, ubolewania nad cierpieniem – jest subiektywnym elementem działania sprawcy, kształ­tującym jego wolę zabicia cierpiącego człowieka. Ustawodawca art. 150 k.k. wcale nie zastrzega, że chodzi mu wyłącznie o osoby nieuleczalnie chore, czy przeżywające ogromne cierpienia fizyczne – co daje pole do szerokiego stosowania tego przepisu, z zastrzeżeniem, że nie chodzi
o przemijające silne bóle czy cierpienie psychiczne
[35]. 

W doktrynie panuje jednak opinia, że musi ono wynikać z bardzo wysokiego stopnia cierpień ofiary, a źródłem współczucia może być nieuleczalna i ciężka choroba[36] lub męki towarzyszące długotrwałej ago­nii, których nie można złagodzić. W żadnym wypadku przyczyną współ­czucia nie mogą być np. problemy majątkowe ofiary. Wątpliwości rodzą się co do tej przesłanki, wyłącznie gdy cierpienia mają charakter psychiczny, np. spostrzeżenie nieuleczalnego ciężkiego kalectwa, zawód miłosny, strata osoby najbliższej[37]. Ze względu na wartość życia ludz­kiego stopień współczucia winien posiadać charakter wyjątkowy, a samo współczucie wynikać powinno z takiego powodu, który przestanie ist­nieć w razie zadania śmierci. Sprawca decydując się na pozbawienie ży­cia innej osoby czyni to z litości dla ofiary, aby w ten sposób ulżyć jej cier­pieniom, zaoszczędzić udręczenia i jest przekonany, że śmierć to ra­czej dobrodziejstwo i że przez śmierć może ją od tych cierpień wy­ba­wić. Żaden inny motyw – np. chęć uniknięcia trudów związanych
z opie­ką nad osobą chorą nie daje podstaw do uprzywi­lejowanej kwa­li­fikacji, nawet stanowcze żądanie ofiary pozbawienia jej życia
[38].

Należy również pamiętać, że współczucie musi być skierowane do oso­by żądającej śmierci[39], a nie np. dla jej bliskich czy dla przysporzenia sobie korzyści majątkowej, niejako w zamian za wykonanie żądania.

Współczucie przybierać może różne stopnie natężenia, o tym decy­du­je kondycja psychiczna sprawcy oraz jego wrażliwość na ludzkie cier­pienie lub przyjmowany przez niego system wartości. Na intensy­wność współczucia nieobojętny jest również charakter relacji personal­nych po­między żądającym śmierci a jego zabójcą. Inny wymiar w tym kon­tek­ście ma więź uczuciowa mąż – żona, czy matka – dziecko, a inny, gdy są to osoby zupełnie obce. Oznacza to, iż ustalenie, czy rzeczy­wiście za­istnia­ły podstawy dla wywołania współczucia wobec żądają­cego śmierci, wymaga uwzględnienia okoliczności konkretnego zindywi­dualizo­wane­go przypadku.

Polski ustawodawca w art. 150 § 2 k.k. zostawił pewnego rodzaju furtkę, polegającą na łagodniejszym potraktowaniu karalności za prze­stęp­stwa zabójstwa na żądanie i pod wpływem współczucia. Wpro­wa­dzono mianowicie możliwość nadzwyczajnego złagodzenia kary, a na­wet odstąpienia od jej wymierzenia[40].

To właśnie te dwa znamiona, żądanie i współczucie, tego przestęp­stwa skła­dają się na to, że ustawodawca traktuje je znacznie łagodniej niż zwykłe zabójstwo[41].

2.1. Rodzaje eutanazji

2.1.1. Eutanazja czynna i bierna

Aby uporządkować fakty związane ze zjawiskiem eutanazji, podzie­lono eutanazję według kilku kryteriów na różne rodzaje. Ze względu na ograniczoną objętość niniejszego artykułu zostaną przedstawione pod­stawowe dwa kryteria. I tak, ze względu na sposób jej dokonania roz­różnia się eutanazję czynną (śmierć jest wynikiem aktywnego działania) i bierną (śmierć następuje na skutek zaniechania).

M. Filar wyjaśnia, iż eutanazja czynna to celowe i przemyślane dzia­łanie lekarza w celu spowodowania śmieci chorego szybciej, zanim na­stąpi ona z przyczyn naturalnych, podjęte na żądanie chorego, jeśli po­budką takiego działania jest współczucie dla tegoż pacjenta. Działanie oznacza tu podjęcie czynu, np. zaaplikowanie pacjentowi zastrzyku
z dawką leku narkotycznego powodującego jego szybką i bezbolesną śmierć[42]. Mówiąc krótko, mamy do czynienia z działalno­ścią lekarza polegającą na świadomym uśmierceniu bądź przyspieszeniu śmierci pacjenta. Za Ch. Bernardem przedstawić należy również stanowisko
J. Fletchera
[43], który uznał za eutanazję czynną: a) pozostawienie pacjen­towi śmiertelnej dawki narkotyku lub leku uspokajającego, by cierpiący sam mógł odebrać sobie życie, b) zrobienie za zgodą pacjentowi śmier­telnego zastrzyku, c) skrócenie życia pacjentowi śmiertelnym zastrzy­kiem, bez jego zgody przez lekarza korzystającego z własnych upraw­nień.

Eutanazja bierna zaś, to celowe i przemyślane zachowanie lekarza, którego istotą jest zaprzestanie wobec chorego stosowania medycznych środków i procedur utrzymujących go przy życiu, podjęte na żądanie, jeśli pobudką takiego działania jest współczucie dla chorego[44].

Różnica pomiędzy eutanazją czynną a bierną polega więc na tym,
iż w przypadku eutanazji czynnej chory mógłby jeszcze nadal żyć, gdy­by lekarz nie podjął działań, które spowodowały jego śmierć. Natomiast w przypadku eutanazji biernej, pacjent mógłby jeszcze żyć, gdyby lekarz nie zaprzestał działań, podtrzymujących to życie.

Z zakwalifikowaniem czynu eutanatycznego w przypadku eutanazji czynnej nie ma większego problemu, ponieważ sprawa jest dość oczy­wista. Problem pojawia się w przypadku eutanazji biernej. W związku
z niejasnością przepisów z zakresu prawa medycznego w odniesieniu do prawa karnego, występuje rozbieżność poglądów w kwestii eutanazji biernej. Eutanazja bierna zazwyczaj rozumiana jest, jak podkreślono powyżej, jako rezygnacja z dalszego leczenia lub przedłużania życia chorego pacjenta. Chodzi tutaj o przypadki, w któ­rych lekarz odstępuje od wykonywania czynności mogących opóźnić lub zapobiec śmierci pacjenta, a sama śmierć następuje bezpośrednio w wyniku choroby, na jaką ów pacjent cierpi, nie zaś z powodu interwencji medycznej. Przez eutanazję bierną należy traktować więc przypadki rozumiane jako przed­wczesne zaniechanie dalszego leczenia, następujące przed wyczer­paniem wszystkich dostępnych zwykłych środków terapeutycznych,
a zatem wówczas, gdy z punktu widzenia wiedzy medycznej była jesz­cze możliwość dalszego podejmowania prób leczenia chorego pacjen­ta
[45].

Rozwój medycyny stanowi ogromną szansę dla ciężko chorych, ale jednocześnie przysparza wielu różnych problemów w sytuacjach gra­nicz­nych. O problemach niezgodności między godną śmiercią a ochro­ną życia i zdrowia, między możliwościami medycyny a nakazami prawa, R. Citowicz pisze: „tam, gdzie na styku ochrony życia i prawa do god­nego umierania dochodzić może do konfliktu sumienia, ale także do ko­lizji wartości – brakuje w istocie jak dotąd takich rozwiązań prawnych
w tej mierze, o których można byłoby dzisiaj powiedzieć, że są one wol­ne od wątpliwości i oparte na klarownych, jednoznacznych i ogólnie ak­ceptowanych założeniach aksjologicznych[46].

W związku z powyższym należałoby uznać, że podtrzymywanie za wszelką cenę gasnącego życia nieuleczalnie chorego pacjenta za pomocą nadzwyczajnych środków jest niezasadne, a przerwanie uporczywej te­rapii nie stanowi eutanazji biernej. K. Pająk zaznacza, zgodnie ze stano­wiskiem W. Słomskiego, że: „eutanazję należy przede wszystkim odróż­nić od innych rodzajów zabiegów lekarskich, możli­wych do wykonania przy końcu życia, takich jak podawanie środków uśmierzających ból, powstrzymanie się od tzw. uporczywego leczenia czy odłączenia apara­tury podtrzymującej życie. Co do zasady, nie jest eutanazją bierną nie­przystąpienie do terapii zaciekłej lub jej przerwanie, a jedynie jest wy­ra­zem bezradności medycyny w obliczu schorzenia i stanu pacjenta. Za eutanazję uznać natomiast należy pomoc lub asystowanie w samo­bój­­stwie lub podawanie środków powodujących zgon”[47].

2.1.2. Eutanazja dobrowolna lub niedobrowolna

W polskim prawodawstwie eutanazja została określona jako „zabicie człowieka na jego żądanie pod wpływem współczucia”, w holender­skim ustawodawstwie natomiast, jako „aktywne pozbawienie człowieka życia na jego prośbę”. Jak widać, z samego założenia wynika, że euta­nazja musi odbywać się za zgodą i wiedzą nieuleczalnie chorego pacjen­ta. To pacjent samodzielnie wyraża świadome żądanie pozbawienia go życia. Żądanie owo nie może być wymuszone groźbą, podstępem, strachem ani innymi okolicznościami, na które wpływ mają osoby trze­cie, a inicjatywa musi pochodzić od zainteresowanego. O eutanazji do­browolnej mówimy, gdy stosunek ofiary aktu eutanazji do jego aktu, do­konanego przez osobę trzecią nastąpił na wyraźną i stanowczą prośbę, na żądanie. Prośba lub żądanie eutanazji nie może być pozorna lub wy­nikać z nieuświadomienia sobie przez chorego czego rzeczy­wiście pra­gnie. Motywem żądania dokonania eutanazji, wyrażonego w formie sta­nowczej prośby, jest najczęściej chęć uwolnienia się chorego i cier­pią­cego pacjenta od dotkliwego cierpienia. Gdyby lekarz, lub osoba z naj­bliższego otoczenia pacjenta, spełnił to żądanie, nawet poruszony uczu­ciem litości, dopuściłby się zabójstwa, czyli świadomego i dobro­wol­ne­go pozbawienia życia niewinnego człowieka. Taki czyn, niezależnie od motywu, musiałby być uznany za niegodziwy i niedopu­szczalny[48]. O eu­ta­nazji dobrowolnej można mówić wyłącznie w stosun­ku do osób kom­petentnych w momencie dokonywania tego aktu. Jak widać dla tego rodzaju eutanazji punktem wyjścia jest stosunek eutanaty do aktu euta­nazji dokonywanej na nim przez osobę trzecią.

Przeciwnie do eutanazji na żądanie, stosowana jest kryptanazja, czyli eutanazja niedobrowolna. Z eutanazją niedobrowolną mamy do czynie­nie w sytuacjach, gdy chory nie jest w stanie stanowczo i wyraźnie wy­razić swojej woli co do życia lub śmierci, ponieważ na przykład jest nie­przytomny lub w śpiączce, jest niespełna władz umysłowych, nie ma wła­ściwego rozeznania sytuacji, w jakiej się znalazł.

Wówczas postępowanie zgodne z wolą osoby niemogącej się ko­mu­nikować może nastąpić w oparciu o stanowisko ustanowionego wcze­śniej pełnomocnika do podejmowania w jego imieniu decyzji w sprawie własnego życia i śmierci, albo jego wola jest wstecznie odtwarzana na podstawie zeznań świadków przez sąd, który ostatecznie podejmuje decyzję. O kryptanazji wypowiedział się Jan Paweł II w Evangelium vitae: „Eutanazja staje się aktem jeszcze bardziej godnym potępienia, gdy przy­biera formę zabójstwa dokonanego przez innych na osobie, która
w żaden sposób jej nie zażądała ani nie wyraziła na nią nigdy zgody. Szczytem zaś samowoli i niesprawiedliwości jest sytuacja, w której nie­którzy – na przykład lekarze lub pracodawcy – roszczą sobie władzę de­cydowania o tym, kto ma żyć, a kto powinien umrzeć”.

Zwolennicy eutanazji cały czas walczą o rozszerzenie prawa do eu­ta­nazji na kolejne grupy społeczne, głównie na chorych umysłowo i upo­śledzone dzieci. W rzeczywistości nie chodzi o prawo do eutanazji, tyl­ko o prawo do kryptanazji, gdyż zarówno chorzy psychicznie, jak i upo­śledzone dzieci, czy noworodki, sami nie poproszą o odebranie im ży­cia. Chodzi o wywalczenie zgody na zabijanie w majestacie prawa.

Eutanazja niedobrowolna – wbrew woli – a czasem nawet bez wie­dzy pacjenta, to zwykłe zabójstwo[49].

Inną próbą zdefiniowania rodzajów eutanazji jest podział na:

– eutanazję bezpośrednią, gdy podjęte działanie lub zaniechanie bez­pośrednio zmierza do skrócenia życia chorego, na przykład odłączenie respiratora;

– eutanazję pośrednią, gdy podjęte działanie ma na celu uśmierzenie bólu, jednakże drugim, niezamierzonym, ale i nieuniknionym skutkiem, jest skrócenie życia chorego, na przykład podawanie bardzo silnych
le­ków przeciwbólowych w dawkach, które powodują skrócenie pro­ce­sów życiowych. Celem działania lekarza jest tu więc przyniesienie ulgi cierpiącej osobie, a nieuniknionym efektem ubocznym jest przys­pie­szenie lub spowodowanie jej śmierci. Dopuszczalność moralna eutanazji czynnej pośredniej jest usprawiedliwiona tzw. zasadą podwójnego skut­ku, pod warunkiem, że brak było jakiejkolwiek innej możliwości ulżenia pacjentowi w cierpieniu, dawkowanie leków nastąpiło zgodnie z wiedzą medyczną i zastosowanie danego leku w odpowiednich dawkach i naj­ważniejsze oczywiście: nie wystąpił negatywny element eutanazji czyn­nej, a mianowicie: nie było intencji pozbawienia życia pacjenta
[50].

Zbyt duża ilość definicji i podziałów dotyczących jednego pojęcia kom­plikuje jego właściwy wymiar i sens. Zdaniem M. Szeroczyńskiej różnice w interpretacji utrudniają dyskusję, jak i dokonywanie zmian światopoglądowych, a następnie i prawnych. Pojawiają się coraz częściej głosy, zarówno zwolenników, jak i przeciwników, aby w ogóle zrezy­gnować z pojęcia „eutanazja”, a zastąpić je takimi pojęciami jak: godna śmierć, godne umieranie, prawo do śmierci, pomoc w umieraniu, de­cyzja związana z końcem życia, asystowanie przy śmierci, uzyskanie po­mocy w godnym i ludzkim zakończeniu życia[51]. Tak naprawdę nie­istotne jest, jak nazwiemy czyn eutanatyczny. Ważne jest, czy dane za­cho­wanie pozostaje słuszne ze względu na sytuację, w której pacjent się znajduje.

Oceny wszystkich wspomnianych postaci eutanazji sytuują się na płasz­czyznach tego, co moralnie etyczne, legalne i nielegalne. Lekarz,
z powołania obrońca życia, nie może wykonywać ani usprawiedliwiać aktów eutanazji, rozumianej jako zabójstwo z litości, nawet w sytua­cjach, gdy proszą o to chorzy cierpiący, a jednocześnie uciążliwi dla otoczenia. Położenie tych chorych wydaje się czasem stanem degradacji człowieka, a autentyczna ingerencja – jedynym sposobem uwolnienia się od niego. Lekarz jednak w takich „najgorszych sytuacjach powinien odmówić takiej ingerencji[52]. Powinien być w pełni świadomy tego, jakim absurdem jest odebranie życia człowiekowi w imię rzekomej degradacji i przywrócenia mu zachwianej godności. Cierpienie i ból nie umniej­sza­ją człowieczeństwa, umniejsza, czy degra­duje je występek i zbrodnia. Lekarza obowiązuje to, co krótko, ale zdecydowanie i jednoznacznie orzeka Kodeks Etyki Lekarskiej w art. 31: „Lekarzowi nie wolno sto­so­wać eutanazji”[53].

2.2. Uporczywa terapia a eutanazja

Termin uporczywa terapia nie występuje w języku prawnym, brak jest rów­nież legalnej definicji tego terminu. O uporczywej terapii mówi się  w kontekście prawa medycznego i prawa karnego, określając zakres obowiązków lekarza i odpowiedzialności za ich naruszenie. Polskie To­wa­­rzystwo Pediatryczne zaproponowało następującą definicję: „upo­r­czywa terapia jest to stosowanie procedur medycznych, w celu pod­trzymania funkcji życiowych nieuleczalnie chorego, które przedłuża je­go umieranie, wiążąc się z nadmiernym cierpieniem lub naruszeniem god­ności pacjenta. Uporczywa terapia nie obejmuje podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, łagodzenia bólu i innych objawów oraz kar­mienia i nawadniania, o ile służą dobru pacjenta”. Uporczywa terapia to działanie mające na celu utrzymanie przy życiu nieuleczalnie chorego pacjenta przy pomocy nadzwyczajnych lub zwyczajnych środków lecz­niczych często wbrew naturze[54].

Problematyka zaniechania uporczywej terapii w chwili obecnej nie jest bezpośrednio uregulowana w prawie polskim. Nie znaczy to jednak, iż ustawodawca w kwestii tej zupełnie milczy. Zgodnie z treścią art. 19 ust. 1 pkt. 5 ustawy z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej[55], art. 36 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty[56], art. 20 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pa­cjenta[57], pacjent ma prawo do poszano­wania godności, w którym mieści się także prawo do umierania w spokoju i godności. Zdaniem
E. Zieliń­skiej
[58], w braku ustawowego uregulowania problematyki zanie­chania uporczywej terapii, lekarz powinien postępować zgodnie z prze­pisami Kodeksu Etyki Lekarskiej[59], który rozróżnia między niedozwo­loną eu­tanazją oraz wspomaganym samobójstwem a uporczywą terapią. Zgod­nie z tym kodeksem, lekarzowi nie wolno stosować eutanazji ani poma­gać choremu w popełnieniu samobójstwa, jednakże w stanach termi­nalnych lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia rea­ni­macji, stosowania środków nadzwyczajnych lub uporczywej terapii. Nie zwalnia go jednak z obowiązku dołożenie wszelkich starań, aby za­pewnić choremu humanitarną opiekę terminalną i godne warunki umie­rania, łagodzić do końca cierpienie pacjenta w stanie terminalnym
i utrzy­mywać w miarę możliwości jakość kończącego się życia. Kodeks ten nie stanowi aktu normatywnego w ścisłym znaczeniu, lecz raczej zbiór zasad deontologi­cznych, ale w istotny sposób wypełnia lukę
w usta­­wo­dawstwie lub ułatwia interpretację obowiązującego prawa.

Na tle przepisów kodeksu karnego problematyczne okazuje się od­róż­nienie eutanazji od tzw. terapii uporczywej. Jak uważają A. Gałązka-Śliwka i M. Śliwka, zdania bywają podzielone. „Niekiedy obydwie sy­tuacje interpretuje się całościowo, wskazując, że zaniechanie uporczywej terapii jest tożsame z eutanazją bierną. Wynika to z faktu, że zabójstwo eutanatyczne co do zasady, może być dokonane zarówno przez dzia­ła­nie, jak i przez zaniechanie, do którego zalicza się m.in. rezygnację
z pod­trzymywania funkcji życiowych pacjenta”[60], tak więc zaprzestanie uciążliwego leczenia może zostać uznane za przestępstwo zabójstwa eutanatycznego popełnionego przez zaniechanie[61].

 Jednakże elementem rozróżniającym przypadki zaniechania upor­czy­wej terapii od karalnej eutanazji (art. 150 k.k.) czy wspoma­ganego samobójstwa (art. 151 k.k.), zdaniem P. Góralskiego, jest fakt, iż „czyn­na eutanazja na żądanie jest zabroniona, podobnie jak i zaprze­stanie trwa­jących już czynności podtrzymujących życie. Można natomiast zgodnie z prawem (…) zaprzestać czynności leczniczych, które sta­no­wią tylko przedłużenie umierania, a więc gdy mimo stoso­wania środków tera­peu­tycznych nie przeszkodzi się już w przewi­dywalnym czasowo zgo­nie pacjenta”[62]. A zatem eutanazją nie będzie rezygnacja z terapii
w sy­tuacji, gdy dalsze leczenie pacjenta jest po prostu niemożliwe – po­zostaje wówczas terapia paliatywna; nie będzie nią również niepodejmo­wanie w ogóle terapii, kiedy stan pacjen­ta jest beznadziejny i nie rokuje żad­nych nadziei na wyleczenie. W takich sytuacjach lekarze powinni kiero­wać się zasadą, iż powinność leczenia jest proporcjonalna do moż­li­wości terapeutycznych, jeśli terapia jest niemożliwa, nie można ob­ligo­wać lekarza do podejmowania terapii bądź jej kontynuowania
[63]. 

Zatem odstąpienie od uporczywej terapii to rezygnacja ze stosowania nadzwyczajnych środków leczniczych, gdy dalsze leczenie choroby nie zatrzyma, a przedłuży beznadziejny stan wegetacji. Rozważanie upor­czywej terapii w perspektywie prawnej musi się odwoływać do ok­re­ślonych zasad i wartości konstytucyjnych, powszechnie akceptowa­nych w systemie prawnym, w szczególności do zasady autonomii pacjenta, ochrony życia i zdrowia, ochrony przed cierpieniem, ochrony godności człowieka, obowiązku lekarza udzielenia pomocy medycznej. W ramach przysługującej autonomii pacjent ma prawo do rezygnacji z każdej te­ra­pii, a każda interwencja medyczna wymaga jego zgody (art. 192 k.k.). Autonomia pacjenta jako wysoko postawiona wartość w hierarchii dóbr doznaje jednak ograniczeń[64]. Nie obejmuje ona prawa do żądania pod­ję­cia działań przyspieszających śmierć – eutanazji. Jeżeli natomiast upor­czywa terapia nie służy już leczeniu, to jest ona niedopu­szczalną in­ge­rencją w nietykalność cielesną pacjenta i wówczas jest zakazana jako za­ciekłość terapeutyczna.

Wskazując różnice między eutanazją a uporczywą terapią, należy podkreślić, że eutanazji przyświeca inny cel niż zaniechanie uporczywej terapii. W przypadku eutanazji celem bezpośrednim działania lub za­nie­chania jest spowodowanie śmierci pacjenta na jego żądanie. W przy­padku uporczywej terapii celem nie jest skracanie życia, ale chronienie go przed dodatkowymi cierpieniami, gdy w zakresie terapeutycznym nie można już nic dla niego zrobić[65]. Intencją lekarza, odstępującego od upor­czywej terapii, nie jest pozbawienie życia pacjenta, ale przywrócenie naturalnego procesu umierania. Eutanazja bierna jest to również za­nie­chanie procedur medycznych lub podsta­wowych zabiegów pielęgna­cyj­nych (karmienia, nawadniania), lecz z intencją pozbawienia pacjenta ży­cia.

3. Prawo człowieka do godnej śmierci

Pojęcie godnej śmierci bywa różnie rozumiane. Środowiska utylita­ry­stycz­ne interpretują prawo do godnej śmierci jako prawo chorego do eutanazji. Prawo to wywodzą z prawa do autonomii człowieka i jego prawa decydowania o sobie, w tym również swoim życiem. Autonomia chorego uprawniająca go rzekomo do decydowania o swoim losie jest jednak ograniczona przyrodzonym prawem do życia, które zabrania mu dowolnego dysponowania swoim życiem. Prawo do umierania w god­ności rozumiane jest niekiedy jako wolność od choroby, cierpienia czy wieku starczego. Środowiska o orientacji personalistycznej, z którymi należałoby się zgodzić, podkreślają natomiast, że godna śmierć oznacza zgon naturalny, będący następ­stwem nieuleczalnej choroby lub nie­uchronnego procesu starzenia się, bez sztucznego jej przyspieszania lub przedłużania. Jak podkreśla W. Bołoz[66], tylko taka śmierć nie narusza podstawowego prawa do życia. Godne umieranie oznacza zachowanie integralności osobowej, tj. podstawowych cech przysługujących czło­wie­kowi, świadomości i podmiotowości. Ważnym elementem godnego umierania jest możli­wość kontynuowania ważnych ról społecznych: kon­taktu z rodziną, opieki duchowej i psychologicznej, brak bólu i in­nych negatywnych objawów w końcowej fazie choroby, które de­kon­centrują chorego i utrudniają mu relacje z otoczeniem. Za taką inter­pretacją godnego umierania opowiedział się Kościół Katolicki: „Prawo do życia ukonkre­tnia się u śmiertelnie chorego jako prawo do umierania w spokoju, z zachowaniem godności ludzkiej i chrześcijańskiej. Nie może ono oznaczać prawa do zadania sobie śmierci, ale do przeżywania śmierci po ludzku i po chrześcijańsku oraz nie uciekanie przed nią za wszelką cenę”[67]. Śmierć jest ostatnim życiowym zadaniem człowieka. Nikt z niego nie może być zwolniony, ale można mu pomóc w jego wypełnieniu po ludzku, bez uciekania się do eutanazji czy wspoma­ga­nego samobójstwa.

Najskuteczniejszą pomocą w ostatnich chwilach życia jest opieka
i szacunek dla chorego oraz pomoc w odnalezieniu odpowiedzi o sens ży­cia, co pozwoli uwolnić go od lęku przed śmiercią.

Bibliografia

Źródła prawa

Jan Paweł II. 1995. Encyklika Evangelium vitae, Kraków: Wydawnictwo Znak.

Katechizm Kościoła Katolickiego. 2002. Poznań: Pallottinum.

Kongregacja Nauki Wiary. 1980. „Deklaracja Iura et Bona”, AAS 72:545-546.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r., Dz. U. Nr 78, poz. 483 z późn. zm.

Ustawa z dnia 11 lipca 1932 r. Kodeks karny, Dz. U. Nr 60, poz. 571 z późn. zm.

Ustawa z dnia 19 kwietnia 1969 r. Kodeks karny, Dz. U. Nr 13, poz. 94
z późn. zm.

Ustawa z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej, Dz. U. z 2007 r., Nr 14, poz. 89.

Ustawa z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty, Dz. U. Nr 136, poz. 857 z późn. zm.

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny, Dz. U. Nr 88, poz. 553
z późń. zm.

Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, Dz. U. Nr 52, poz. 417 z późn. zm.

Orzecznictwo

Wyrok TK z 27 stycznia 2004 r., K 14/03, OTK ZU 2004/1A/1.

 

Literatura

Aumonier, Nikolas, Bernard Beignier, i Philippe Letellier. 2003. Euta­nazja, tłum. Ewa Burska. Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX.

Bartoszek, Antoni. 2000. Człowiek w obliczu cierpienia i umierania. Moralne as­pekty opieki paliatywnej. Katowice: Księgarnia Świętego Jacka.

Bernard, Christian. 1996. Godne życie, godna śmierć: wybitny kardiolog o eutanazji
i samobójstwie, tłum. Jan Krzysztof Kelus. Warszawa: Jacek Santorski Wy­dawnictwo CIS.

Biela, Adam. 1996. Eutanazja a opieka paliatywna: aspekty etyczne, religijne, psy­cho­logiczne, prawne. Lublin: WNS KUL.

Bołoz, Wojciech. 2008. Rezygnacja z uporczywej terapii jako realizacja praw człowieka umierającego.” Medycyna Paliatywna w Praktyce 2:79-86.

Chyrowicz, Barbara. 2005.Eutanazja i spór o argumenty.” W Eutanazja: prawo do życia – prawo do wolności, red. Barbara Chyrowicz. 173-177. Lublin: TN KUL.

Cieślak, Marian. 1985.Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.” W System pra­wa karnego. O przestępstwach w szczególności, red. Igor Andrejew i in. WrocławWarszawaKrakówGdańskŁódź: Zakład Naro­do­wy im. Osso­­lińskich Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk.

Citowicz, Rafał. 2006. Prawnokarne aspekty ochrony życia człowieka a prawo do godnej śmierci. Warszawa: Wydawnictwo Kodeks.

Dangel, Tadeusz. 2011. Zaniechanie i wycofanie się z uporczywego leczenia pod­trzy­mującego życie i dzieci. Wytyczne dla lekarzy. Warszawa: Polskie To­wa­rzy­stwo Pediatryczne.

Dangel, Tomasz, red. 2011. Zaniechanie i wycofanie się z uporczywego leczenia pod­trzy­mującego życie i dzieci. Wy­tyczne dla lekarzy. Warszawa: Polskie Towa­rzy­st­wo Pedia­tryczne.

Daszkiewicz, Krystyna. 2000. Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Rozdział XIX kodeksu karnego. Komentarz. Warszawa: C.H. Beck.

Gałązka-Śliwka Anita, i Marcin Śliwka. 2009. Stan wegetatywny, eu­ta­nazja, zaniechanie uporczywej terapii.Państwo i Prawo 11:17-31.

Gałuszka, Mieczysław, i Kazimierz Szewczyk. 2002. Narodziny i śmierć: bioetyka kulturalna wobec stanów granicznych życia ludzkiego. Warszawa: PWN.

Giezek, Jacek, i Robert Kokot. 2002. „Granice ludzkiego życia a jego praw­na ochrona.” W Prawa i wolności obywatelskie w Konstytucji RP, red. Bo­gusław Ba­na­szak, i Artur Preisner. Warszawa: C.H. Beck.

Góral, Roman. 1998. Kodeks karny. Praktyczny komentarz. Warszawa: Wy­daw­nictwo Zrzeszenia Prawników Polskich.

Góral, Roman. 2005. Kodeks karny. Praktyczny komentarz z orzecznictwem, wydanie V, Warszawa: Wydawnictwo Zrzeszenia Prawników Pol­skich.

Góralski, Piotr. 2007. Eutanazja: legalizacja możliwa, lecz prawnie skom­pli­ko­wana i społecznie wątpliwa.” Rzeczpospolita z dnia 20 marca 2007 r.

Góralski, Piotr. 2007. Prawne i społeczne aspekty eutanazji. Kraków: Wy­daw­nictwo EGIS.

Huziuk, Zbigniew. 1973. Przestępstwo eutanazji w kodeksie karnym z 1969 r. Nowe Prawo 11:1604-1607.

Kaczmarek, Tadeusz. 2006. Wolność dysponowania życiem a prawo do godnej śmier­ci. Rozważania o przestępstwie i karze. Warszawa: Wydawnictwo Kodeks.

Kopaliński, Władysław. 2000. Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych. Łódź: Wydawnictwo Muza.

Kowalska, Dorota. 2002. Eutanazja w polskim prawie karnym a gra­nice do­pu­szczalności interwencji lekarskiej.” Prokuratura i Prawo 2:86-101.

Królikowski, Marek. 2013. „Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.” W Kró­li­kowski, Marek, i Robert Zawłocki, Kodeks karny. Część szcze­gólna. Tom I, Ko­mentarz art. 117-221. 226. Warszawa: C.H. Beck.

Kujawa, Monika. Zaniechanie uporczywej terapii w prawie polskim, http://www. prawoimedycyna.pl/index.php?str=art [dostęp: 20.03.2016].

Machinek, Marian. http://wm.pl/Uporczywa-terapia-i-eutanazja,64557 [do­s­tęp: 15.03.2016].

Marek, Andrzej. 2003. Prawo karne. Warszawa: C.H. Beck.

Maślach, Aneta. 2014.Dramat życia w cywilizacji śmierci.” Cywilizacja 49:58-62.

Myrcha, Marian. 1960. Prawo karne t. II. Warszawa: Akademia Teologii Ka­to­lickiej.

Okoń, Elżbieta. 2011. Eutanazja w polskim systemie prawa.” W Ius et historia. Księga pamiątkowa dedykowana Profesorowi Jerzemu Markiewiczowi, red. Tadeusz Guz i in. Lublin: Wydawnictwo KUL.

Olejnik, Stanisław. 1995. Etyka lekarska. Katowice: Wydawnictwo Unia.

Olszówka, Jerzy. Zaprzeczenie wartości życia przez eutanazję, Katolik.pl [dostęp: 15.03.2016].

Pająk, Katarzyna. 2011. Bioetyka a wybrane aspekty umierania czło­wieka. Pra­­ce Poglądowe. Pielęgniarstwo i Zdrowie Publiczne 1:77-81.

Popławski, Henryk. 1981. Zabójstwo na żądanie pod wpływem współ­czu­cia.” Wojskowy Przegląd Prawniczy 1:16.

Raport dotyczący standardów i norm dla opieki hospicyjnej i palia­tyw­nej w Europie: część I, Zalecenia Europejskiego Towarzystwa Opie­ki Paliatywnej, tłum. Jan Jassem, Medycyna Paliatywna w Praktyce 4 (2010), nr 2.

Reber, Arthur. 2002. Słownik psychologii. Warszawa: Wydawnictwo Nauko­we Scholar.

Skorupka, Stanisław, Halina Auderska, i Zofia Łempicka, red. 1968. Ma­ły słownik języka polskiego. Warszawa: PWN.

Śliwowski, Jerzy. 1975. Prawo karne. Warszawa: PWN.

Śliwowski, Jerzy. 1989. Prawo karne. Warszawa: PWN.

Słomski, Wojciech. 2007. Bioetyka. Warszawa: Katedra Filozofii Wyższej Szko­ły Finansów i Zarządzania.

Słownik Języka Polskiego. 1978. Warszawa: PWN.

Świda, Witold. 1973. Prawo karne. Warszawa: PWN.

Świda, Witold. 1978. Prawo karne. Warszawa: PWN.

Świda, Witold. 1982. Prawo karne, wydanie II zmienione. Warszawa: PWN.

Świtka, Jan. 1990. Prawno-psychologiczne oraz filozoficzno-moralne rozwa­ża­nia problemu uśmiercania na żądanie (studium kryminolo­giczne na tle art. 150 k.k.).” Zeszyty Naukowe ASW 59:12-36.

Szeroczyńska, Małgorzata. 2004. Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świe­cie. Kraków: Universitas.

Tarnawski, Maciej. 1981. Zabójstwa uprzywilejowane w ujęciu polskiego prawa kar­ne­go. Poznań: UAM.

Truszczyński, Marek. 2013. Eutanazja: między zabójstwem z litości a aktem sa­mobójstwa.” Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Nauko­wego 27:504-517.

Wiak, Krzysztof. 2014.Rozdział XIX. Przestępstwa przeciwko życiu i zdro­wiu. W Kodeks karny. Komentarz, red. Alicja Grześ­ko­wiak i in., wydanie 2, Warszawa: C.H. Beck.

Wichrowski, Marek. 2009. Analiza logiczna pojęcia terapia upor­czy­wa.
W
Opie­ka paliatywna nad dziećmi, red. Tadeusz Dangel, Tom XVII/2009, http:/www.hospicjum,waw,pl/img_in/BIBLIOTEKA/XVII_analiza_logiczna.pdf [dostęp: 15.03.2016].

Wojciechowski, Janusz. 2002. Kodeks karny. Komentarz. Orzecznictwo, wyda­nie III poszerzone i uaktualnione. Warszawa: Wydawnictwo LIB­RA­TA.

Zając, Paweł. 2014. „Problematyka zgody pacjenta na zabieg leczniczy w pol­skim ustawodawstwie.” Biuletyn Stowarzyszenia Absolwentów i Przy­ja­ciół Wy­dzia­łu Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego 11 (2):63-89.

Zielińska, Eleonora. 2000. „Powinności lekarza w przypadku braku zgody na leczenie oraz wobec pacjenta w stanie terminalnym.” Prawo i Medycyna 2:10-22.

Zieliński, Zygmunt. 2003. Eutanazja po polsku i inne dziwne sprawy. Radom: Pol­skie Wydawnictwo Encyklopedyczne.

Zoll, Andrzej. 1999. Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz do art. 117-227 kodeksu karnego. Kraków: Wydawnictwo C.H. Beck.

Zoll, Andrzej. 2013. Kodeks karny. Część szczególna, t. I. Komentarz art. 117-221, Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz do art. 117-227 kodeksu karnego. Warszawa: Wydawnictwo C.H. Beck.

Euthanasia and the Right to a Dignified Death

Summary

Euthanasia is a crime punishable by deprivation of liberty at risk. This killing a human being at his request under the influence com­passion. Euthanasia is a crime of nature, may allow it to everyone, but it is most often the doctor.

The law of the terminally ill patient is the right to a dignified death without pain in the best conditions. The patient did not can bring death that joke murder and crime, patient can only refuse treatment.

This ensures the development of palliative medicine, which heals the pain of potent painkillers on the border of shortening life, meets the basic task to dying.

Słowa kluczowe: eutanazja, śmierć, zabójstwo, polskie ustawodawstwo

Key words: euthanasia, death, murder, Polish law

Information about Author: Elżbieta Okoń, doctoral student, Facul­ty of Law, Canon Law and Administration at John Paul II Catholic Uni­versity of Lublin, Racławickie 14 Av., 20-950 Lublin, Poland, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



Mgr Elżbieta Okoń, doktorantka na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Ad­mi­ni­stracji, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, Al. Racławickie 14, 20-950 Lu­blin, Polska, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

[1] J. Giezek, R. Kokot, Granice ludzkiego życia a jego prawna ochrona, w: Prawa i wol­ności oby­wa­telskie w Konstytucji RP, red. B. Banaszak, A. Preisner, Warszawa: C.H. Beck, 2002, s. 101.

[2] Wyrok TK z dnia 27 stycznia 2004 r., K 14/03, OTK ZU 2004/1A/1.

[3] Słownik Języka Polskiego PWN. T. 1. Warszawa: PWN, 1978, s. 673.

 

[4] W. Bołoz, Rezygnacja z uporczywej terapii jako realizacja praw człowieka umierającego, Me­dy­cyna Paliatywna w Praktyce 2 (2008), s. 79-85.

[5] A. Reber, Słownik psychologii, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2002,
s. 200.

[6] P. Góralski, Prawne i społeczne aspekty eutanazji, Kraków: Wydawnictwo EGIS, 2007,
s. 75.

[7] Deklaracja Kongregacji Nauki Wiary, Iura et bona, 5.09.1980, AAS 72 (1980), s. 545-546. Por. J. Olszówka, Zaprzeczenie wartości życia przez eutanazję, Katolik.pl [dostęp: 15.04.2016].

[8] Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań: Pallottinum, 2002, nr 2277 [dalej cyt.: KKK].

[9] Por. E. Okoń, Eutanazja w polskim systemie prawa, w: Ius et historia. Księga pa­miątkowa dedykowana Profesorowi Jerzemu Markiewiczowi, red. T. Guz, W. Bedna­ruk, M. Pa­łub­ska, Lublin: Wydawnictwo KUL, s. 425-434.

[10] Mały słownik języka polskiego, red. S. Skorupka, H. Auderska, Z. Łempicka, Warsza­wa: PWN, 1969, s. 168.

[11] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, Łódź: Wydaw­ni­ctwo Muza, 2000, s. 160.

[12] Tamże, s. 365.

[13] KKK nr 2277.

[14] Jan Paweł II, Encyklika Evangelium vitae, Kraków: Wydawnictwo ZNAK, 1995,
s. 51.

[15] N. Aumonier, B. Beignier, P. Letellier, Eutanazja, tłum. E. Burska, Warszawa: PAX, 2003, s. 59-60.

[16] Z. Huziuk, Przestępstwo eutanazji w kodeksie karnym z 1969 r., Nowe Prawo” 11 (1973), s. 1604.

[17] Ustawa z dnia 19 kwietnia 1969 r. Kodeks karny, Dz. U. Nr 13, poz. 94 z późn. zm.

[18] Ustawa z dnia 11 lipca 1932 r. Kodeks karny, Dz. U. Nr 60, poz. 571 z późn. zm.

[19] Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny, Dz. U. Nr 88, poz. 553. z późn. zm [dalej cyt.: k.k.].

[20] Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz do art. 117-227 kodeksu karnego, red. A. Zoll, Kra­ków: Zakamycze, 1999, s. 242. Por. M. Filar, Lekarskie prawo karne, Kra­ków: Za­kamycze, 2000, s. 321.

[21] K. Daszkiewicz, Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Rozdział XIX Kodeksu kar­ne­go. Ko­mentarz, Warszawa: C.H. Beck, 2000, s. 242.

[22] M. Śliwowski, Prawo karne, Warszawa: PWN, 1989, s. 38. Por. R. Citowicz, Praw­no­kar­ne aspekty ochrony życia człowieka a prawo do godnej śmierci, Warszawa: Wy­daw­nictwo Ko­deks, 2006, s. 109.

[23] M. Gałuszka, K. Szewczyk, Narodziny i śmierć: bioetyka kulturalna wobec stanów gra­nicz­nych życia ludzkiego, Warszawa: PWN, 2002, s. 24. Por. W. Świda, Prawo karne, War­sza­wa: PWN, 1973, s. 446-447.

[24] J. Śliwowski, Prawo karne, Warszawa: PWN, 1975, s. 355. Por. H. Popławski, Za­bój­stwo na żądanie pod wpływem współczucia, Wojskowy Przegląd Prawniczy 1 (1981),
s. 19-20. Por. M. Królikowski, Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, w: M. Króli­ko­wski, R. Zawłocki, Kodeks karny. Część szczególna. Tom I, Komentarz art. 117-221, War­szawa: C.H. Beck, 2013, s. 226.

[25] W. Świda, Prawo karne, s. 355.

[26] Z. Zieliński, Eutanazja po polsku i inne dziwne sprawy, Radom: Polskie Wydawnictwo En­cy­klopedyczne, 2003, s. 24.

[27] D. Kowalska, Eutanazja w polskim prawie karnym a granice dopuszczalności interwencji le­kar­skiej, Prokuratura i Prawo” 1 (2002), s. 86.

[28] M. Filar, Lekarskie prawo karne, s. 323.

[29] J. Świtka, Prawno-psychologiczne oraz filozoficzno-moralne rozważania problemu uś­miercania na żą­danie (studium kryminologiczne na tle art. 150 k.k.), Zeszyty Nauko­we ASW
59 (
1990), s. 19.

[30] M. Filar, Lekarskie prawo karne, s. 323.

[31] Kodeks karny, red. A. Zoll, s. 244.

[32] K. Daszkiewicz, Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, s. 245; A. Marek, Prawo kar­ne, War­szawa: C.H. Beck, 2003, s. 431.

[33] R. Góral, Kodeks karny. Praktyczny komentarz z orzecznictwem, wydanie V, Warszawa: Wy­dawnictwo Zrzeszenia Prawników Polskich, 2005, s. 253.

[34] Mały słownik języka polskiego, s. 912.

[35] R. Citowicz, Prawnokarne aspekty ochrony życia człowieka a prawo do godnej śmierci, War­sza­wa: Wydawnictwo Kodeks, 2006, s. 140.

[36] K. Wiak, Rozdział XIX. Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, w: Kodeks karny. Ko­men­tarz, wydanie II, red. A. Grześkowiak, K. Wiak, Warszawa: C.H. Beck, 2014, s. 666.

[37] Zob. M. Cieślak, Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, w: System prawa karnego. O prze­stępstwach w szczególności, red. I. Andrejew, L. Kubicki, J. Waszczyński, Wro­cław-War­szawa-Kraków-Gdańsk-Łódź: Zakład Narodowy im. Ossolińskich Wy­daw­nict­wo PAN, 1985, s. 384, por. też M. Cieślak, Polskie prawo karne. Zarys sys­tema­tycz­nego ujęcia, Warszawa: PWN, 1990, s. 274.

[38] J. Wojciechowski, Kodeks karny. Komentarz. Orzecznictwo, wydanie III poszerzone
i uaktualnione, Warszawa, Wydawnictwo LIBRATA, 2002, s. 280.

[39] M. Tarnawski, Zabójstwa uprzywilejowane w ujęciu polskiego prawa karnego, Poznań: UAM, 1981, s. 255 n.

[40] R. Góral, Kodeks karny. Praktyczny komentarz, Warszawa: Wydawnictwo Zrzeszenia Prawników Polskich, 1998, s. 321.

[41] W. Świda, Prawo karne, wydanie II zmienione, Warszawa: PWN, 1982, s. 488.

[42] M. Filar, Lekarskie prawo karne, s. 312. Por. M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspoma­gane sa­mobójstwo na świecie, Kraków: Universitas, 2004, s. 38.

[43] Ch. Bernard, Godne życie, godna śmierć: wybitny kardiolog o eutanazji i samobójstwie, tłum. J.K. Kelus, Warszawa: Jacek Santorski Wydawnictwo CIS, 1996, s. 60-61.

[44] Tamże, s. 61.

[45] M. Truszczyński, Eutanazja: między zabójstwem z litości a aktem samobójstwa, Ze­szy­ty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego 27 (2013), s. 513.

[46] R. Citowicz, Prawnokarne aspekty życia człowieka a prawo do godnej śmierci, s. 59.

[47] K. Pająk, Bioetyka a wybrane aspekty umierania człowieka, Pielęgniarstwo i Zdrowie Pub­­liczne” 1 (2011), s. 79. Por. W. Słomski, Bioetyka, Warszawa: Katedra Filo­zo­fii Wyż­szej Szkoły Finansów i Zarządzania, 2007, s. 53-54.

[48] M. Myrcha, Prawo karne, t. II, Warszawa: Akademia Teologii Katolickiej, 1960,
s. 217.

[49] M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świecie, s. 56.

[50] M. Truszczyński, Eutanazja: między zabójstwem z litości a aktem samobójstwa, s. 514.

[51] M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świecie, s. 58.

[52] S. Olejnik, Etyka lekarska, Katowice: Wydawnictwo Unia, 1995, s. 104.

[53] A. Biela, Eutanazja a opieka paliatywna: aspekty etyczne, religijne, psychologiczne, praw­ne, Lu­blin: WNS KUL, 1996, s. 50. Por. S. Olejnik, Etyka lekarska, s. 104.

[54] Zaniechanie i wycofanie się z uporczywego leczenia podtrzymującego życie i dzieci. Wy­tyczne dla lekarzy, red. T. Dangel, Warszawa: Polskie Towarzystwo Pediatryczne, 2011, s. 40-41. Por. M. Wichrowski, Analiza logiczna pojęcia terapia uporczywa”, w: Opieka palia­tyw­na nad dziećmi, red. T. Dangel, Tom XVII/2009, s. 53-57, http:/www.hospicjum,waw,pl/img_in/BIBLIOTEKA/XVII_analiza_logiczna.pdf [dostęp: 15.03.2016].

[55] Dz. U. z 2007 r., Nr 14, poz. 89 [dalej cyt.: u.z.o.z.].

[56] Dz. U. z 2008 r., Nr 136, poz. 857 z późn. zm.

[57] Dz. U. z 2009 r., Nr 52, poz. 417 z późn. zm.

[58] E. Zielińska, Powinności lekarza w przypadku braku zgody na leczenie oraz wobec pa­cjenta
w sta­nie terminalnym, Prawo i Medycyna” 1 (1999), s. 61.

[59] http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/serwis/?l=1&p=cnf4&m=44&jh=1&ih=66 [dostęp: 15.03.2016].

[60] A. Gałązka-Śliwka, M. Śliwka, Stan wegetatywny, eutanazja, zaniechanie uporczywej terapii, Pań­stwo i Prawo 11 (2009), s. 20. Por. A. Marek, Prawo karne, s. 431; A. Gałąz­ka-Śliwka, M. Śliwka, Zaniechanie uporczywej terapii, stosowanie środków nadzwyczajnych
a prawo do godnej śmierci, http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/serwis/?l=1&p= wyk55&m=45&ik=23&ij=1 [dostęp: 15.03.2016].

[61] M. Kujawa, Zaniechanie uporczywej terapii w prawie polskim, http://www. prawoimedycyna.pl/index.php?str=artykul [dostęp: 15.03.2016].

[62] P. Góralski, Eutanazja: legalizacja możliwa, lecz prawnie skomplikowana i społecznie wąt­p­li­wa,Rzeczpospolita z dnia 20 marca 2007 r.

[63] B. Chyrowicz, Eutanazja i spór o argumenty, w: Eutanazja: prawo do życia – prawo do wol­ności, red. B. Chyrowicz, Lublin: Towarzystwo Naukowe KUL, 2005, s. 156.

[64] Szerzej o autonomii pacjenta zob.: P. Zając, Problematyka zgody pacjenta na zabieg le­czni­czy w polskim ustawodawstwie, „Biuletyn Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Wy­działu Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego” 11 (2014), nr 2, s. 63-89.

[65] M. Machinek, http://wm.pl/Uporczywa-terapia-i-eutanazja,64557 [dostęp: 5.03.2016].

[66] W. Bołoz, Rezygnacja z uporczywej terapii jako realizacja praw człowieka umiera­­ce­go, Me­dy­cyna Paliatywna w praktyce 2-3 (2008), s. 80.

[67] Papieska Rada ds. Służby Zdrowia, Karta Pracowników Służby Zdrowia, Watykan 1995, nr 119.

Biskup Walenty Wójcik należał do czołówki polskich kanonistów XX w. Urodził się 9 września 1914 r. w rodzinie rolniczo-kowalskiej niedaleko Sandomierza w Byszówce, trzy kilometry od siedemnasto­wiecznej kolegiaty w Klimontowie ufundowanej przez Jerzego Osso­liń­skiego – polityka i dyplomatę, którego uwieczniony w grafice i ma­lar­stwie wjazd jako królewskiego posła do Rzymu był jedną z głośniej­szych demonstracji chwały Rzeczypospolitej.

1. Droga do kapłaństwa i studia

Ciężkie warunki życia spowodowane wojną, która zniszczyła dom
i dobytek rodziny, brakiem ojca powołanego na wojnę, wyrobiły u ma­łego jeszcze Walentego odporność i wytrwałość na trudności życia. Zawsze był człowiekiem mało wymagającym od życia, nie narzekał, nie mówił o swoich osobistych problemach.

Po ukończeniu szkoły powszechnej w Klimontowie, gimnazjum pań­stwowego w Sandomierzu, z którego przeszedł niebawem do gimna­zjum biskupiego, a potem seminarium duchownego w Sandomierzu, otrzymał 11 czerwca 1939 r. święcenia kapłańskie. Wytypowany na stu­dia z historii Kościoła na Uniwersytecie Warszawskim, nie podjął ich ze względu na wybuch wojny, a wakacyjne administrowanie parafiami
w Bidzinach i Przybysławicach, stało się nieplanowanym początkiem sześcioletniej pracy duszpasterskiej wikariusza, a przejściowo i admini­stratora parafii św. Józefa w Skarżysku-Kamiennej, pobliskim Bliżynie
i znowu w Skarżysku w parafii Najświętszego Serca Jezusa. Uczył od 18 do 24 godzin religii tygodniowo, dojeżdżając rowerem z Bliżyna do odleglejszych wsi na terenie parafii
[1]. Tak jak niejeden ksiądz, spędził
w 1940 r. dwa tygodnie w więzieniu niemieckim
[2]. Pochłonięty pracą parafialną, porzucił myśl o studiach uniwersyteckich.

W czerwcu 1945 r. zetknął się z przejeżdżającym przez Skarżysko (krzyżowały się tam linie kolejowe i pasażerowie czekali na przesiadki,
a kościół Serca Jezusa był najbliżej stacji) rektorem Katolickiego Uni­wersytetu Lubelskiego (był nim wtedy Antoni Słomkowski). Zachęcony przez niego, zwrócił się do biskupa sandomierskiego Jana Lorka z za­pytaniem, czy dawny zamiar studiów uniwersyteckich może być jeszcze aktualny, czy „raczej należałoby myśli o dalszej nauce zaniechać”
[3]. Bis­kup Lorek odpowiedział: „sprawę studiów dalszych Wielebnego Księ­dza w obecnych warunkach uważam za nieaktualną. Radzę z książką nie rozstawać się, pogłębiać stale swą wiedzę i jednocześnie pracować na placówkach wyznaczonych”[4]. Coś jednak musiało się zmienić w bis­kupich planach, bo 14 grudnia tego roku, niewątpliwie za aprobatą bis­kupa, pojechał do Lublina. Tam dowiedział się, że jeżeli pośpieszy się
z egzaminem wstępnym może zostać przyjęty na nowy semestr studiów z obowiązkiem uzupełnienia poprzedniego. Natychmiast poprosił bis­ku­pa Lorka o nadesłanie zezwolenia na studia, które zostało wydane już w dniu wpłynięcia jego prośby do Kurii. Dnia 8 stycznia 1946 r. roz­począł studiowanie prawa kanonicznego, a od wiosny jeden semestr pra­wa polskiego
[5]. Od 1 stycznia 1947 r. był asystentem w Katedrze Pra­wa Kanonicznego, prowadzącym z grupą studentów ćwiczenia z kano­nicznego prawa małżeńskiego[6].

Zaprawiony do wytrwałej pracy, już w 1946 r. uzyskał magisterium na podstawie rozprawy „Rozwój celibatu w Kościele Zachodnim do czasów Grzegorza Wielkiego”, a w 1948 r. doktorat po przedłożeniu pra­cy „Prawo celibatu w Polsce średniowiecznej”. Tematy prac magi­ster­skich i doktorskich są zwykle wybierane przez promotorów, nato­miast temat rozprawy habilitacyjnej wybiera na ogół sam autor.
Ks. Wójcik wybrał temat „Rozwój pomocy świeckiej dla Kościoła
w Polsce do roku 1565”. Jego przewód habilitacyjny w styczniu 1961 r. zbiegł się z nominacją na biskupa pomocniczego 26 października 1959 r.,
o czym został powiadomiony 3 grudnia, a bullę otrzymał 13 stycznia 1960 r.
[7] Stało się to okazją do opóźniania przez władze świeckie za­twierdzenia habilitacji, pod pretekstem tezy, że obowiązki biskupa i sa­modzielnego pracownika naukowego nie dadzą się ze sobą pogodzić. Ostatecznie władze ustąpiły i bp Wójcik stopniowo zyskiwał kolejne awanse naukowe: profesurę nadzwyczajną w 1972 r. i w 1979 r. zwy­czajną[8].

2. Kariera naukowa i udział w Papieskiej Komisji ds. Rewizji Ko­deksu Prawa Kanonicznego

Awanse akademickie są uwarunkowane pracą naukową. Bp Wójcik bezpośrednio po ukończeniu studiów uniwersyteckich w 1948 r. został zamianowany wykładowcą prawa kanonicznego, patrologii i języka nie­mieckiego oraz prefektem i opiekunem biblioteki w Seminarium Du­chownym w Sandomierzu[9]. Po kilku latach wykłady w Seminarium zo­sta­ły ograniczone do prawa kanonicznego, w ostatnich latach życia tyl­ko prawa wyznaniowego, natomiast innych funkcji i zadań przybywało przez prawie całe życie. Wykłady na Wydziale Prawa Kanonicznego KUL-u podjął w 1958 r., mając spory dorobek naukowy od 1949 r. Pra­cę w Lublinie zakończył w 1984 r. Bardzo szybko stał się jednym z naj­częściej, a chyba nawet najwięcej publikującym spośród polskich ka­no­nistów. Wykaz jego publikacji obejmuje około 320 pozycji[10], co w tam­tych czasach było rzadko spotykane, a w jego przypadku zadziwiające, bo od początku 1960 r. uprawianie nauki zeszło na drugi plan, ustępu­jąc obowiązkom biskupim, które zdecydowanie były priorytetem jego co­­dziennego życia. Wizytacje parafii odległych od Sandomierza nawet blis­ko dwieście kilometrów, liczne uroczystości rocznicowe i oko­liczno­ściowe, a w okresie peregrynacji kopii obrazu jasnogórskiego trwające bez wracania do Sandomierza przez dwa tygodnie na zmianę z bp. Pio­trem Gołębiowskim, uroczystości w innych diecezjach i zadania w ra­mach konferencji zajmowały zdecydowaną większość czasu. Do tego do­chodził aktywny udział w dwóch sesjach Soboru Watykańskiego II, podczas których „był współautorem wielu propozycji wniesionych przez Konferencję Episkopatu Polski, zaś sam osobiście złożył 9 pi­sem­nych uwag”, które „miały takie samo znaczenie jak wypowiedzi ust­ne”[11]. Czasochłonna też była praca w Papieskiej Komisji do spraw Re­wizji Kodeksu Prawa Kanonicznego w zakresie prawa majątkowego. Oprócz udziału w posiedzeniach Komisji trzeba było w przerwach po­mię­dzy nimi, studiować materiały z obrad i przygotowywać swoje wnio­s­ki.

Na urlopy i wyjazdy, zwłaszcza wizytacyjne, zabierał trochę mate­ria­łów naukowych, chociaż wieczory na plebaniach, po wypełnio­nych za­ję­ciami pasterskimi dniach, nie dawały wiele czasu na pracę naukową.
W dniach wolnych od wyjazdów, czas przedpołudniowy spędzał w Kurii.
W je­go gabinecie, najdalej od wejścia, stało biurko, na którym były ro­zło­żone księgi, zwłaszcza rękopiśmienne z miejscowego archiwum ka­pitulnego, a najbliżej drzwi – stolik z fotelikami, gdzie przyjmował in­te­resantów. Po ich wyjściu, jeżeli nie wchodził nikt nowy, przenosił się do biurka i zagłębiał w lekturze ksiąg historycznych i prawnych. Po połud­niu, po krótkim spacerze wokół katedry i nawiedzeniu Najświętszego Sakramentu, zamykał się w mieszkaniu i do godzin nocnych, z przerwą na kolację, pracował naukowo. To jednak nie zawsze było proste, bo zgodnie ze zwyczajem biskupów sandomierskich, można było do nich przyjechać o każdej porze dnia i wtedy trzeba było odkładać zapla­no­wa­ne zajęcia.

3. Zainteresowania naukowe i dorobek bp. Wójcika

Zdecydowana większość zainteresowań naukowych bp. Wójcika do­ty­czyła historii prawa kanonicznego. Znaczna część wyników badań
w tej dziedzinie została zawarta w syntetycznym opracowaniu całościo­wej historii prawa kanonicznego w Polsce przedrozbiorowej w związku z tysiącleciem chrześcijaństwa w naszym kraju
[12].

Bp Wójcik jest uważany przede wszystkim za historyka polskiego pra­wa synodalnego. Na powstanie takiego przekonania niewątpliwie za­ważyli słuchacze jego wykładów w Katolickim Uniwersytecie Lu­bel­skim, gdzie wykładał historię źródeł prawa kanonicznego w Polsce,
a podstawowe znaczenie wśród nich miały synody prowincjalne i die­cez­jalne
[13]. Niewątpliwie dziedzina ta była jedną z ważnych w jego pracy naukowej. Gdy jednak w ciągu ostatniego roku, mniej lub bardziej do­kładnie, przeczytałem większość jego publikacji, uznałem, że zasad­ni­czym przedmiotem jego zainteresowań nauko­wych, była historia pub­licz­nego prawa kościelnego, zwłaszcza zewnę­trznego, dotyczącego re­lacji Kościoła z innymi społecznościami, głównie państwami. Już sam wybór przedmiotu rozprawy habilitacyjnej o pomocy władzy świeckiej pol­skiemu Kościołowi w ciągu jego pierwszych sześciu wieków su­ge­ruje ten priorytet jego zainteresowań prawno-historycznych. Oprócz prac dotyczących relacji pomiędzy świecką i kościelną władzą w Polsce, dość dużo uwagi, zwłaszcza w recenzjach zagranicznych publikacji, poświęcił tej samej problema­tyce w innych krajach, a jeszcze więcej teo­riom o relacjach pomiędzy władzą świecką i kościelną w rozwoju histo­rycznym. W Seminarium Duchownym w Sandomierzu, po omówieniu całej problematyki kodeksowej z wyjątkiem prawa kanonizacyjnego, kil­ka, a raczej kilkanaście godzin wykładowych poświęcał, nieprze­wi­dzia­nemu w programie zajęć kościelnemu prawu publicznemu w ujęciu his­to­rycznym jako dwóch społeczności doskonałych[14]. Jednak już w tym czasie w swoich publikacjach widział potrzebę poszukiwania nowych, od­powiadających nauce Soboru, modeli relacji pomiędzy dwoma partne­rami, wyłącznie kompetentnymi każdy w swoim porządku[15], współ­działającymi ze sobą dla dobra tych samych ludzi. Przyznał, iż po­jęcia societates iuridice perfectae, a jeszcze bardziej potestas Ecclesiae in tempora­li­bus przeszły do historii[16], chociaż niektóre ich elementy są nadal przy­datne do oznaczania zupełnej autonomii i samowystarczalności tych społeczności w swoich dziedzinach i ułatwienia możności osądu mo­ralnego w sprawach doczesnych, co należy do integralności nauki Ko­ścioła, oczywiście z uwzględnieniem współczesnego pluralizmu[17]. Praw­dopodobnie pomimo świadomości potrzeby nowego spojrzenia na ten problem, nie znalazł przekonywują­cej go całościowej teorii odpo­wied­niej dla współczesności.

Do problematyki zewnętrznego prawa publicznego Kościoła, zwłasz­cza w dawnych wiekach, można zaliczyć około pięćdziesięciu je­go publikacji, w większości z pierwszej połowy jego aktywności wydaw­niczych. Oczywiście, co do niektórych pozycji można się spierać, bo są wieloaspektowe i dotyczą równocześnie innych dziedzin prawni­czych.

Dopiero na drugim miejscu zainteresowań bp. Walentego umieś­cił­bym historię źródeł prawa kanonicznego, a wśród niej na pierw­szym miejscu synody diecezjalne, prowincjalne i krajowe. Wpraw­dzie pub­li­kacji poświęconych bezpośrednio synodom naliczyłem zaled­wie dwa­naście, jednak problematyka prawno-historyczna dotycząca róż­nych in­stytucji kościelnych, zwłaszcza w Polsce, najwięcej opiera się na usta­wach synodalnych. Można powiedzieć, że akta synodów stanowią głów­ną osnowę większości przebadanych przez niego problemów praw­nych z dawnych wieków, a także, chociaż w mniejszym stopniu współ­cze­snych. Nasz autor jednak nie ograniczał się do prawa syno­dal­nego. Badał też inne wewnętrzne prawo Kościołów partykularnych i za­konów kleryckich oraz zwyczaje prawne.

Wśród problematyki, której źródłem były synody (i nie tylko) naj­częst­szą chyba była historia kościelnych struktur terytorialnych: die­ce­zje, dekanaty, parafie i oficjalaty okręgowe w Radomiu, Kielcach, Tar­no­wie i przede wszystkim w Sandomierzu, gdzie księgi czynności oficja­łów zachowały się z okresu od XVI do XVIII w.[18] W problema­tyce ofi­cjalatów mniej miejsca zajmuje ich struktura organizacyjna, więcej nie­które aspekty, a niekiedy całość ich funkcjonowania. Prawie nieznane nauce bogate zasoby archiwum kapituły sandomierskiej: księgi oficja­latu, księgi czynności kapituły od XVI w., księgi miejskie Sandomierza od XVI do XVIII w. i wiele źródeł rękopiśmiennych dotyczących głów­nie Ziemi Sandomierskiej, ale też i innych regionów Polski[19] przybli­ża­ją­ce nauce polskiej funkcjonowanie prawa „na prowincji”.

Na trzecim miejscu zainteresowań publicystycznych bp. Wójcika umieściłbym problematykę współczesną, jednak nie z dziedziny dogma­tyki prawa, tylko soborowych i posoborowych jego przemian. Proble­matyka ta, zapoczątkowana omówieniami wszystkich sesji Soboru Wa­ty­kańskiego II, stała się w ostatnich dwóch dziesięcioleciach życia biskupa jedną z dominujących dziedzin jego publikacji. W recenzjach doku­men­tów i artykułach na ich temat zwracał uwagę na prawną kwalifikację tych dokumentów. Interesował się nowymi instytucjami wprowadzo­ny­mi lub zainspirowanymi przez Sobór, jak synod biskupów, nowy typ sy­no­dów diecezjalnych, rady kapłańskie, rady duszpasterskie. Żywo inte­re­sował się posoborową reformą prawa kanonicznego w kontekście do­robku ostatniego półwiecza kanonistyki i rozwoju analogicznych dzie­dzin w prawodawstwach świeckich. Nie dyskutował z decyzjami So­bo­ru, ale w ocenie niektórych projektów nowych rozwiązań niekiedy, choć rzadko, wyrażał poglądy odmienne, częściej natomiast, chociaż niezbyt często, krytycznie odnosił się do autorów proponujących nowe kierunki lub konkretne projekty przyszłego prawa. Popierał postulat teologizacji i interioryzacji prawa. Uważał za potrze­bny kodeks fundamentalny (konstytucyjny) Kościoła, a przynajmniej jakąś podstawową ustawę
o charakterze teologiczno-prawnym, różniącą się od konstytucji państw współczesnych. W innych dziedzinach nowelizacji prawa więcej miejsca poświęcił prawu małżeńskiemu, roli świeckich w Kościele, sporo prawu karnemu i procesowemu. Po nomi­nacji na konsultora Papieskiej Ko­mi­sji ds. Rewizji Kodeksu Prawa Kanonicznego, a konkretnie prawa patry­monialnego, ta dziedzina, raczej rzadko poruszana wcześniej, stała się jedną z częstszych wśród jego zainteresowań.

Kolejną, według ilości publikacji bp. Wójcika, problematyką była bio­grafistyka, przede wszystkim biogramy zmarłych za jego czasów wy­bitniejszych kapłanów diecezji sandomierskiej i wyjątkowo kapłanów ży­jących w dawnych wiekach w Sandomierzu, a nawet dalekiego od te­go miasta pińskiego biskupa sługi Bożego Zygmunta Łozińskiego. Bib­liografia jego prac zawiera 58 biogramów, chociaż obszerniejszych, jest tro­chę więcej jak połowa, zaś około 20, to „miniaturowe” biogramy
w
Słowniku Polskich Teologów Katolickich[20], w dwutomowym zbiorze Polscy Ka­noniści[21] i w Encyklopedii Katolickiej. Biogramy te w większo­ści mają cha­rakter popularny. Początkowo pisywał je rzadko, później coraz czę­ściej, a w końcowym okresie jego życia była to chyba dominu­jąca dzie­dzina jego publicystyki.

Od pierwszych lat pracy naukowej zajmował się, chociaż niezbyt czę­sto, prawem majątkowym Kościoła w dawnych wiekach. Publikacje do­tyczyły ówczesnych zagadnień takich jak beneficja, dziesięciny, ius spolii, witrycy. Od pierwszych lat po Soborze pojawiły się nieliczne artykuły lub recenzje dotyczące współczesnego spojrzenia na takie zagadnienia jak udział kapłanów w zarządzie diecezją, charytatywna działalność Kościoła, fructus beneficii superflua. Zaskakujące jest, że jak na konsultora Papieskiej Komisji ds. Rewizji Kodeksu Prawa Kanoni­cznego w dzie­dzinie prawa patrymonialnego, aktywność pisarska dotycząca tej proble­matyki nie przedstawia się zbyt imponująco. Problematyka ta była obec­na w publikacjach dotyczących prac nad nowym Kodeksem, ale nie­liczne publikacje dotyczące bezpośrednio reformy prawa majątkowego pojawiły się dopiero od 1976 r. Najważniejsze z tej dziedziny jest ca­łościowe opracowanie prawa patrymonialnego w jednym z tomów wy­da­wa­nego przez Katolicki Uniwersytet Lubelski podręcznika poso­boro­wego prawa kanoni­cznego[22].

Z dziedziny uświęcających zadań Kościoła najwięcej miejsca poś­wię­cił materialnemu prawu małżeńskiemu w aspekcie historycznym
i współ­czesnym, głównie w kontekście reformy Kodeksu. Odrębne
ar­tykuły specjalnie poświęcone tej dziedzinie oraz recenzje jej dotyczące nie są liczne, ale problematyka ta nierzadko występuje wśród zagadnień omawianych w innych publikacjach. Kilka mniejszych publikacji, głów­nie w aspekcie historycznym, zostało poświęconych Eucharystii, trochę sakramentom chrztu i pokuty oraz miejscom świętym, głównie cmen­ta­rzom. Nauczycielskie zadania Kościoła omówione głównie w aspekcie historycznym, dotyczyły misji oraz „narzędzi ewangelizacji”, jakimi są biblioteki kościelne.

Spora część publikacji odnosi się do duchowieństwa, zwłaszcza do obo­wiązków osób duchownych w minionych czasach w kontekście re­formy posoborowej. Pisał trochę z dziedziny prawa zakonnego daw­ne­go i posoborowego. O świeckich w Kościele pisał przeważnie w ar­ty­kułach poświęconych głównie innym zagadnieniom history­cznym.
W zakresie prawa posoborowego opublikował artykuły o apo­stolstwie świeckich i stowarzyszeniach wiernych.

Na końcu wypada zauważyć zawarte incydentalnie w różnych pub­li­kacjach uwagi dotyczące teorii prawa kanonicznego, jego celu (dobro wspólne), filozoficznych i teologicznych podstaw, metodologii, władzy us­tanawiającej prawa, porównanie niektórych z tych kwestii z usta­wo­dawstwami świeckimi. Wyjątkowo zajmował się prawem świeckim sensu stricto.

4. Metodologia pisania publikacji przez bp. Wójcika

W podsumowaniu wypada poświęcić kilka zdań metodzie pisania ar­ty­kułów przez bp. Wójcika. Przeważnie zaczynał od nakreślenia kon­tekstu historycznego i osadzenia problemu w aktualnej sytuacji reli­gij­nej, politycznej, ideologicznej, społecznej i w prawie świeckim. Uderza bardzo dobra znajomość historii powszechnej, europejskiej i polskiej, znajomość prawa rzymskiego, świeckiego Polski i niektórych państw
i przede wszystkim kanonicznego, nawet pierwszego tysiąclecia dziejów Kościoła. Te ostatnie, wraz z prawem pierwszej połowy drugiego ty­siąc­lecia można co do istoty poznać z Corpus Iuris Canonici. Tak było rów­nież w jego rozprawach. Jednak oprócz tego podstawo­wego źródła, wykorzystywał zbiory dawnego prawa polskiego. Wiele zagadnień zo­sta­ło osadzonych w kontekście literatury przedmiotu: monografiach, ar­tyku­łach. Zadziwia to w kontekście stałego pobytu w Sandomierzu, da­leko od bogatych bibliotek. Owszem, będąc opieku­nem biblioteki se­minaryjnej, poznał jej zawartość i korzystał z niej. Biblioteka ta bardzo zasobna w publikacje z dawnych wieków, zwłaszcza inkunabuły i sta­ro­druki, jest jednak dość uboga w publikacje nowsze. Dojeżdżając do Lu­bli­na tylko na jedną dobę raz na dwa tygodnie, nie był w stanie ko­rzy­stać z biblioteki uniwersyteckiej. Bardzo rzadko tylko prosił swoich stu­dentów (księży) o wypożyczenie dla niego na krótki czas jakiejś książki. Chyba tym należy tłumaczyć prawie pomijanie opracowań z dogmatyki prawa, chociaż z jego publikacji, zwłaszcza recenzji, przebija dobra jej znajomość w ocenie i uwagach, zwłaszcza de lege ferenda. Recenzowane książki w większości były przez niego sprowadzane z zagranicy. Przy zaj­mujących czas obowią­zkach kapłańskich, zdecydowanie stawianych przez niego na pierwszym miejscu, tym bardziej zadziwia jego erudycja, którą nie popisywał się, będąc człowiekiem bardzo skromnym i w co­dziennych relacjach międzyludzkich wiedzę swą ujawniającym naj­czę­ściej w odpowiedziach na zadawane mu pytania. Prawie też nikt ze zna­jących go osób nie zdawał sobie sprawy z ujawnionej w publikacjach, zwłaszcza recen­zjach, znajomości przez niego tylu języków obcych.

Bibliografia

          Literatura

Jacewicz, Wiktor, i Jan Woś. 1978. Martyrologium polskiego duchowieństwa rzym­sko­ka­tolickiego pod okupacją hitlerowską w latach 1939-1945. War­sza­wa: Akademia Teologii Katolickiej.

Kończak, Adam, i Józef Mandziuk. 1995. „Walenty Wójcik.” W Słownik pol­skich teologów katolickich 1981-1993, T. VIII, Warszawa: Wydawnic­two UKSW.

Sitarz, Mirosław. 2015. „The Second Vatican Council and the post-con­ci­liar re­form of canon law in the publications of bishop Walenty Wój­cik, Teka Komisji Prawniczej. Oddział PAN w Lublinie 8:107-117.

Wójcik, Walenty. 1969. „Kościelne ustawodawstwo partykularne w Pol­sce przed­rozbiorowej na tle powszechnego prawodawstwa ko­ściel­ne­go.”
W Księga tysiąclecia katolicyzmu w Polsce. red. Marian Rechowicz, T. I, 423-502. Lublin: Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego KUL.

Wójcik, Walenty. 1971. „Rec.: Miscellanea In honorem Dini Staffa et Periclis Fe­lici S.R.E Cardinalium, Apolli­naris I: 40 (1967) nr 1-4.” Prawo Kanoniczne  41:334-341.

Wójcik, Walenty. 1975. „Recenzja L. Spinelli, Prospettive canonistiche nella Chie­sa di oggi, S. T. E. M.- Mucchi Modena 1973.” Prawo Ka­noniczne 18:257-265.

Wójcik, Walenty. 1981. „Wójcik Walenty.” W Polscy kanoniści (wiek XIX
i XX)
, red. Joachim Bar, T. II, 236-237. Warszawa: Akademia Teo­lo­gii Ka­to­lickiej.

Wójcik, Walenty. 1984. „Rola polityczna Kościoła.” Prawo Kanoniczne  27:249-251.

Wójcik, Walenty. 1987. „Księga V. Dobra doczesne Kościoła.” W Wa­lenty Wój­cik, Józef Krukowski, Florian Lempa, Komentarz do Kodeksu Pra­wa Ka­nonicznego z 1983 r., T. 4, 9-109. Lublin: Wydawnictwo KUL.

Life and Scientific Activity of Bishop Prof. Walenty Wójcik

Summary

This article undertakes the issue of the life and scientific activity of Bishop Prof. Walenty Wójcik, particularly his contribution to the development of Polish and world history of canon law, ecclesiastical patrimonial law and relations between Church and State.

The author presents the biography of Walenty Wójcik beginning with the schooldays. The following stage have been described in the article: the seminary, studies and work at Catholic University of Lublin, academic achievements in subject of theory of canon law, ecclesiastical patrimonial law, relations between Church and State.

Słowa kluczowe: dorobek naukowy, prawo kanoniczne, historia prawa kanonicz­ne­go, kościelne prawo publiczne, kościelne prawo majątkowe, Sandomierz

Key words: academic achievements, canon law, history of canon law, ecclesiastical pub­lic law, ecclesiastical patrimonial law, Sandomierz

Information about Author: Rev. Waldemar Gałązka, Ph.D., lec­tu­rer at Higher Se­minary in Sandomierz, Żeromskiego 6 St., 27-600 San­domierz, Poland, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 



[1] Archiwum Kurii Diecezjalnej w Sandomierzu [dalej cyt.: AKDS], Akta personalne bis­kupa Walentego Wójcika. Brak paginacji, cyt. według dat dokumentów.

[2] W. Jacewicz, J. Woś, Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymskokatolickiego pod oku­pacją hitlerowską w latach 1939-1945, Warszawa: Akademia Teologii Katolickiej, 1978, s. 339.

[3] AKDS, Akta personalne biskupa Walentego Wójcika, Pismo z dnia 30 sierpnia 1945 r.

[4] Tamże, Pismo z dnia 6 września 1945 r.

[5] Tamże, Sprawozdanie do biskupa sandomierskiego o stanie swoich studiów z 10 ma­ja 1946 r.

[6] Tamże, Sprawozdanie do biskupa sandomierskiego o stanie swoich studiów z 21 sty­cznia 1947 r.

[7] Tamże, Oryginał bulli i pisma towarzyszące.

[8] A. Kończak, J. Mandziuk, Wójcik Walenty, w: Słownik polskich teologów katolickich 1981-1993, t. 8, Warszawa: Wydawnictwo UKSW, 1995, s. 626.

[9] Kronika Diecezji Sandomierskiej 41 (1948), s. 195 [dalej cyt: KDS]; KDS 42 (1949), s. 192; KDS 51 (1958), s. 250.

[10] A. Kończak, J. Mandziuk, Wójcik Walenty, s. 627-635.

[11] Zob. M. Sitarz, The Second Vatican Coun­cil and the post-conciliar reform of canon law in the pub­lications of bishop Wa­lenty Wójcik, „Teka Ko­misji Prawniczej. Oddział PAN w Lu­blinie” t. VIII (2015), s. 107-117.

[12] W. Wójcik, Kościelne ustawodawstwo partykularne w Polsce przedrozbiorowej na tle pow­szech­ne­go prawodawstwa kościelnego, w: Księga tysiąclecia katolicyzmu w Polsce, red. M. Re­chowicz, Lu­blin: Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego KUL, 1969, t. 1, s. 423-502.

[13] Według biogramu napisanego niewątpliwie przez niego samego, właściwa nazwa wy­­­kładanego przedmiotu, to historia prawa kościelnego w Polsce od 1966 r., na­to­miast wcześniej, od 1958 r. wykładał źródła i literaturę prawa kanonicznego i fi­lo­zo­­fię prawa. Zob. Wójcik Walenty, w: Polscy kanoniści (wiek XIX i XX), red. J. Bar, cz. II, Warszawa: Akademia Teologii Katolickiej, 1981, s. 236-237.

[14] Notatki własne z wykładów prawa kanonicznego w Sandomierzu z 1970 i 1971 r. Również w następnych latach, według wypowiedzi sporo nawet młodszych kole­gów, societas perfecta była dominantą tych wykładów.

[15] Rec.: Miscellanea In honorem Dini Staffa et Periclis Felici S.R.E Cardinalium, Apolli­naris I: 40 (1967) nr 1-4, „Prawo Kanoniczne”  41 (1971), s. 336 [dalej cyt.: PK].

[16] W. Wójcik, Rola polityczna Kościoła, PK 27 (1984), nr 3-4, s. 251. W artykule tym
(ss. 249-251) omawia zeszyt 8/9 rocznika 18 (1982) międzynarodowego czaso­pis­ma „Concilium” poświęcony relacji Kościoła do polityki.

[17] Rec. L. Spinelli, Prospettive canonistiche nella Chiesa di oggi, S. T. E. M.- Mucchi Mo­dena 1973, PK 18 (1975), nr 1-2, s. 264-266. Recenzja ta (ss. 257-265) dotyczy książki in­­spirowanej głównie deklaracją soborową Dignitatis humanae, ale też spoj­rze­nie au­to­ra na omawiany problem jest wyraźnie posoborowe.

[18] Ponieważ opracowania te są ujęte w wykazie publikacji, uważam za stosowne nie wy­­mieniać ich tutaj, tym bardziej, że są zawarte w przygotowywanym szcze­­ło­wym opracowaniu kierunków badań naukowych biskupa, którego część obecnego ar­­tykułu jest streszczeniem.

[19] Obecnie Archiwum Kapituły Sandomierskiej zostało uporządkowane przez prof.
F. Kiryka. Opis bibliograficzny zawartych w nim dokumentów został zamieszczo­ny w dwóch publikacjach tego autora: Pergaminy. Archiwum Kapituły Katedry San­do­mier­skiej, Sandomierz 2002 i Inwentarz rękopisów Archiwum Kapituły Kolegiackiej i Ka­te­dralnej w Sandomierzu XIII-XX wieku, Sandomierz 2010. Obecnie przygo­to­wy­wa­ny jest trzeci tom poświęcony dokumentom czasowo znajdujących się do nie­dawna
w innych miejscach. Należy jednak zaznaczyć, że wcześniej biskup Wójcik opu­bli­kował w trzech artykułach spis najważniejszych rękopisów i starodruków ar­chi­wum i biblioteki kapitulnej w Sandomierzu.

[20] T. 1-4, red. H. Wyczawski, Warszawa 1981-1983; t. 5-7, red. L. Grzebień, Warszawa 1983.

[21] Red. J. Bar, Warszawa 1981.

[22] W. Wójcik, Księga V. Dobra doczesne Kościoła, w: W. Wójcik, J. Krukowski, F. Lem­pa, Komentarz do Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r., t. 4, Lublin: Wydawnictwo KUL, 1987, s. 9-109.