Przemówienie ks. prof. Henryka Misztala
(prodziekan Wydziału w latach 1983-1987, dziekan Wydziału w latach 1987-1989, absolwent naszego Wydziału)

 

Szanowni państwo, wpisując się w nurt wspomnieniowy, pragnę krótko odtworzyć atmosferę, jaka wtedy panowała na wydziale, kiedy zaczęła działać sekcja prawa. Mianowicie, była to atmosfera wielkiej mizerii materialnej i jednocześnie prawdziwej solidarności.

Wczoraj mówił pan prof. A. Strzembosz, że na sekcję prawa można było przyjąć tylko 15 osób świeckich. Osoby duchowne w szerokim tego słowa znaczeniu, mogły być przyjmowane poza tym limitem. To on przyjmował na podstawie zaświadczeń, że dana kandydatka na studentkę, jest w nowicjacie lub postulacie. Wiedział o tym, że to są zaświadczenia nie odpowiadające prawdzie i dlatego przestrzegał, aby te studentki przynajmniej przez jeden rok się nie malowały i nie zawierały małżeństwa. Pragnę uzupełnić tę wiadomość, że także ja jako wieloletni prodziekan przy ówczesnym dziekanie ks. prof. J. Krukowskim, przyjmowałem z kolei na sekcję prawa chłopców mających też pewnie fikcyjne zaświadczenia, że są nowicjuszami lub postulantami zakonów męskich na braci. Jeżeli się widziało, że kandydat jest zdolny, to nawet sam starałem się o takie zaświadczenia od różnych zakonów.

Ponadto chcę powiedzieć, że miedzy nami w tym czasie panowała bardzo wielka solidarność, do tego stopnia, że dzieliliśmy się wszystkim, co mieliśmy, zwłaszcza produktami żywnościowymi, które były na kartki i trudno było je zdobyć. Pamiętam, że mnie, jako prodziekanowi, ktoś przyniósł kilogram kiełbasy, a był to okres stanu wojennego. Więc wziąłem tę kiełbasę do teczki i przyniosłem na wykład. Ze zgrozą zauważyłem, że na wykład przyszło aż 30 studentów i studentek. Jak podzielić ten kilogram? Otóż każdemu wypadło po ? zdaje się ? 3,33dkg. Po latach spotkałem kto mi powiedział, że to jemu najbardziej utkwiło w pamięci właśnie z tych dawnych czasów studiów. Profesorowie też chodzili w podstarzałych garniturach i płaszczach. Mówiąc żartobliwie dawni studenci rozpoznawali nas nie po twarzy, która przecież podlega procesowi starzenia, ale poznawali profesorów po wysłużonych płaszczykach.

Ponadto pragnę powiedzieć, że jakom profesorowie, w kameralnym środowisku czuliśmy się bardziej bliscy studentów. Myślę, że lepiej rozumieliśmy wobec nich rolę służebną. Nie zapomnę nigdy jak profesor Wit Klonowiecki na seminarium naukowym sam nam robił herbatę i częstował herbatnikami.

Więc proszę państwa, mnie się wydaje, że te wspomnienia takie fragmentaryczne, na pewno przyczynią się do tego, że większa ilość osób zapisze się do tego powstającego Stowarzyszenia Absolwentów ? mając na uwadze więź jaka nas łączyła. To stowarzyszenie będzie nas bardziej jeszcze integrować, lepiej się poznamy, lepiej się zrozumiemy, może więcej będzie wśród nas tej solidarności. A więc wspierajmy się i przywołujmy tamtą pamięć, tamtych dni ciężkich, a jednocześnie spróbujmy uświadomić sobie, w jakich już lepszych czasach żyjemy. Nie narzekajmy więc aż tak bardzo! Tworzymy to samo pokolenie i szczycimy się, że jesteśmy absolwentami tej wspaniałej Uczelni i tego wspaniałego Wydziału!


Przemówienie
pana Zbigniewa Wojciechowskiego
absolwenta Wydziału

Magnificencjo,  Księże Rektorze, Księża Dziekani, Panowie Profesorowie, Panie i Panowie.

Za niespełna dwa tygodnie minie 25 lat od czasu, jak zdałem maturę i wybrałem się do Wrocławia, żeby spróbować sił na Wydziale Historii. Jadąc przez Lublin spotkałem koleżankę z liceum, która zaprosiła mnie do kawiarni w Domu Nauczyciela. Tam przy kawie i lampce wina rozmawiając o dawnych latach i perspektywach na przyszłość, opowiedziała mi o swoich studiach na KUL-u. Decyzja zapadła szybko, bo po godzinie czasu wypełniłem ankietę na Wydział Prawa Kanonicznego. Koleżanka przekonała mnie argumentem tradycji i wspaniałej atmosfery na KUL-u. I tak to się zaczęło.

Widzę tu na sali z tego rocznika moich przyjaciół, m.in.: Tadeusza Flisa, Wojtka Bylickiego i innych. Pamiętam, że modnym powiedzeniem było wtedy: utriusque iuris, czyli obojga praw, ponieważ mieliśmy studiować prawo kanoniczne i świeckie, kiedy uczelnia formalnie uzyska uprawnienia. A działał w tym kierunku niezwykle energicznie i konsekwentnie niezmordowany nasz ksiądz dziekan prof. Krukowski. Podziękujmy mu za to serdecznymi oklaskami.

Proszę Państwa, musimy tez podkreślić wielką rolę ówczesnego rektora, Alberta Krąpca, wybitnego filozofa, wielkiej postaci naszej uczelni, który wspierał ile tylko mógł ideę otwarcia na uczelni Wydziału Prawa Świeckiego. Następnym dziekanem, który kontynuował tę ideę był ksiądz prof. Misztal, za co mu również gorąco dziękujemy. Na wielkie słowa uznania zasługują następcy: prof. Stasiak, prof. Dzięga, obecny biskup sandomierski i nasz obecny dziekan prof. Dębiński, którzy budowali autorytet i prestiż Wydziału.

Rok, w którym zostałem studentem naszego Wydziału - jak dobrze wiecie - był burzliwym okresem w dziejach naszego kraju. KUL był uczelnią pod specjalnym nadzorem służb bezpieczeństwa PRL-u. Przez kilka ?złotych miesięcy? 1981 roku czuliśmy powiew wolności i właśnie na tej sali, Auli im. Kardynała Wyszyńskiego wraz z przyjaciółmi odbywaliśmy burzliwe spotkania, niekończące się dyskusje o przyszłości nie tylko uczelni, ale i całego kraju. Dlatego w czasie ostatniego strajku, wspierającego ogólnopolskie strajki, szokująco zabrzmiało wezwanie księdza Prymasa Glempa abyśmy natychmiast rozwiązali strajk i udali się do domów. Z bólem posłuchaliśmy tego wezwania, ale i z przekonaniem, że Ksiądz Prymas ma lepsze od nas rozeznanie w sytuacji kraju. I faktycznie, wkrótce wprowadzono stan wojenny.

Przypominam sobie również nasze propagujące idee wolnej Polski wyjazdy jako przedstawicieli KUL-u na inne uczelnie, karkołomne ucieczki przed Służbą Bezpieczeństwa, często po rynnach, gzymsach bloków oraz przykre nieczęsto konsekwencje, jakie niektórzy z nas ponieśli, np. Staszek Matejczuk.

Wiele innych wspaniałych chwil przeżyłem tutaj i dumny jestem, że byłem studentem Naszej Uczelni w tamtych trudnych czasach.

I jeszcze jedna refleksja po latach:

Wtedy w tamtym okresie, student KUL-u odróżniał się od innych i wyglądem zewnętrznym, ubiorem i zachowaniem. Czuliśmy to, bo była tu inna filozofia nauczania i życia.

Na koniec dziękuję Wam Profesorowie za to, że ukształtowaliście nas na porządnych, dobrych obywateli Polski. Dziękuję Wam Koleżanki i Koledzy za te ?wspaniałe lata? i za Waszą godną postawę w tamtych dniach.

Powiem jeszcze, że jestem dumny z mojej Alma Mater
i z mojego Wydziału.

Dziękuję jeszcze raz. Dziękuję.